Skacz!

Z czego się utrzymujemy? A bo ja wiem? – drapie się po głowie ojciec Albert. – Kiedyś mieliśmy aż 600 tys. dolarów długu. Ufaliśmy, że Bóg nie zostawi nas na lodzie. I niespodziewanie ktoś anonimowy wypisał nam czek na… milion dolarów. Posłuchajcie opowieści z Bronksu – dzielnicy, którą porządni ludzie omijają szerokim łukiem.

Mój przyjaciel ma córeczkę Łucję – opowiada brat Columba Jordan (Irlandczyk, obcięty na zero, długa broda, roześmiane oczy). – Powiedział mi kiedyś: „Wiesz, ona ufa mi tak bezgranicznie, że aż się tego boję. Ostatnio stanęła na szczycie schodów, krzyknęła: Łap mnie! i… skoczyła. Chłopie, zdążyłem w ostatniej chwili.”

Strach się bać
Południowy Bronx. Czerwona cegła, zewnętrzne schody przeciwpożarowe. Gęsto od agresji. Policja szacuje, że ok. 70 proc. chłopaków ma broń. Taki sam procent dzieci wychowuje się bez ojca. Na ulicach od 23 lat można spotkać ubranych w szare habity braci z najmłodszej gałęzi franciszkańskiej rodziny. Charyzmatem wspólnoty „Renewal” (Odnowa) jest praca z ubogimi i ewangelizacja przez muzykę. Zaczęło się od ósemki, dziś jest już ich 135. Na schodach w Gródku nad Dunajcem siedzą bracia w szarych habitach. Polak, Amerykanin i Irlandczyk przylecieli ze Stanów na Strefę Chwały – coroczne spotkanie muzyków chrześcijan. – Nie udajecie duchowych supermanów… Nie boicie przyznawać się do swych słabości? – zaczepiam szarych braci. – Kiedyś ktoś rzucił Matce Teresie: „Co matkę spotykam, wydaje się matka coraz niższa”. A ona odparowała: „Chciałabym być tak mała, by zmieścić się w sercu Jezusa”. To nasze motto. My, bracia mniejsi, chcemy być jeszcze mniejsi. – Dopóki nie staniesz się jak dziecko, nie wejdziesz do królestwa – dopowiada brat Columba. – Bardzo się tym przejąłem. Chcę być dzieckiem. Dziecko jest wolne. Nie wstydzę się okazania słabości. Dziś rano czytałem słowa Faustyny i zacząłem płakać. Dar łez – czułem to wyraźne – był głosem Jezusa mówiącego: Zobaczcie, jak bardzo was kocham!

Jak umierają franciszkanie
– Każdego dnia spotykacie się z agresją i szyderstwem. Jak to przetrzymać? – pytam o. Agustino Torresa (Teksańczyk, latynoska, ogorzała twarz). – Benedykt XVI powiedział, że serce misjonarza to serce, które jest przebite. Bardzo mnie to dotknęło. Zmagałem się długo z tym, o co pytasz. Przebicie serca jest częścią nawrócenia. Uczę się kochać tych, którzy ze mnie szydzą. Sam byłem kiedyś pierwszym, który kpił z chrześcijan. Często czuję strach. To dobrze, bo mam możliwość wyboru: wyjść na ulicę czy zostać w celi. Ewangelizacja to mieszanka strachu i „Jezu, ufam Tobie”. Zastanawiałeś się, dlaczego Bóg w ogrodzie Eden postawił drzewo? Po to, by Adam miał możliwość wyboru. Zmaganie się z możliwością odrzucenia jest codziennym chlebem apostoła. Umieram, by dać życie innym. Kiedyś w naszym schronisku dla ubogich jeden mężczyzna modlił się za swojego brata, który zmarł, żonę, która odeszła, i dzieci, które go szczerze nienawidziły. Prosił o wiarę. Usłyszałem w sercu: „Połóż na niego rękę.” Wstydziłem się, zmagałem sam ze sobą, ale zaryzykowałem. Kiedy to uczyniłem, popatrzył na mnie wzruszony: „Ojcze, ja błagałem po cichu Boga, bym poczuł, że kładzie mi rękę na ramieniu. I w tym samym momencie poczułem ojca dłoń. To był znak, że On mnie nie potępił!”. „Skoczyłem ze schodów”, mogłem wyjść na durnia, ale umierając dla swej pychy, dałem życie.

Ale ja nie chcę być księdzem!
– Mój znajomy poleciał za Ocean – opowiadam braciom. – Jechał sobie spokojnie metrem, gdy nagle do pociągu weszło kilku facetów w szarych habitach, bez słowa chwycili go za ręce i zaczęli odmawiać „Zdrowaś, Maryjo”. Zbaraniał. To był początek jego głębokiej duchowej przemiany. Zawsze macie takie metody? – Zdarza się – wybucha śmiechem o. Agustino. – Widziałem wiele niesamowitych rzeczy. Wdziałem ludzi, którzy krzyczeli mi w twarz: „Nie wierzę w twojego Boga!”. Chciałbym złapać ich za rękę i powiedzieć: Chodź ze mną i zobacz choć przez jeden dzień, jak On działa! – Jeden z naszych braci, Louis, był milionerem – opowiadają franciszkanie. – Przez lata był saksofonistą Bruce’a Springsteena. Chwalił się, że „wyrwał mu” nawet dziewczynę. Miał pieniędzy jak lodu. Handlował samochodami. Jego matka męczyła go: „Proszę, pojedź do Medjugorie”. „No dobra, pojadę – dał za wygraną. – Ale zahaczę też o Rzym. Chcę się wyszaleć”. Pojechał do wioski skrytej w górach Hercegowiny. Do Rzymu już nie dotarł. Dziś nosi szary habit. Żyje w kompletnym ubóstwie.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6