Pokój

Jak porażająco brzmią słowa: „Dziś kończę osiemdziesiąt lat. Moje ręce są puste”. Co działo się w ścianach domku przy Poleskiej 42 w Białymstoku? Jak wielką walkę stoczył tu skromniutki kapłan, któremu została powierzona największa tajemnica świata?

Siedzę na jednym z jego krzeseł. „Może nasiąkniemy trochę świętością?” – śmieją się siostry ze zgromadzenia, które założył ks. Sopoćko. Pochylam się nad łóżkiem, na którym umierał 15 lutego 1975 r. – w dniu imienin Faustyny. Nie doczekawszy wyboru na Stolicę Piotrową kard. Wojtyły i zniesienia wydanej w 1959 r. notyfikacji zakazującej kultu Bożego Miłosierdzia.

Pamiętam scenkę sprzed lat. Z krakowskich Łagiewnik. Ciemna malutka izdebka. Biurko, szafka, proste łóżko z białą pościelą, na którym umierała Faustyna. Do celi weszli cichutko ciemnoskóra pątniczka z Togo w oryginalnej sukni, na której wyszyła obraz Bożego Miłosierdzia, i wysoki kapłan. Schylili się i ze wzruszeniem ucałowali pościel.

W samą porę!

Z „Dziennika” ks. Michała Sopoćki: „Aby skutecznie pracować w duszpasterstwie, należy: nie upominać się o swoje prawa, wszystko, co spotyka, znosić z wielkim pokojem, cierpliwością, nie bronić się, gdy całe zawstydzenie będzie na mnie spadać niewinnie”.

Białystok. Poleska 42. Na drewnianym domku spory zegar ustawiony na 15. Jesteśmy na miejscu! Siostra Kinga Szymczak podnosi krzyż przywieziony przez ks. Michała z pielgrzymki do Ziemi Świętej: „Przyszłam do zgromadzenia w 1958 r. Pamiętam, jak przyjeżdżał do nas, do Myśliborza. Jaki był? Pełen pokoju. Stateczny, opanowany, mądry. I bardzo pokorny. Nie żądał żadnych przywilejów, nie narzucał się. Nie chciał, by ktoś mu usługiwał”. Niespotykanie spokojny człowiek.

Budynek kaplicy ma 120 lat. Od 22 lat opiekują się nim siostry Jezusa Miłosiernego, ze zgromadzenia założonego przez ks. Sopoćkę. Przyjechał do Białegostoku w 1947 r. Wilno zostało zajęte, przesunięto granice. W Białymstoku powstało seminarium duchowne. 6 sierpnia 1947 r. ks. Michał przekroczył granicę i osiadł w stolicy Podlasia. Przy ul. Złotej dostał komunalne mieszkanko. Do 1965 r. był profesorem Wyższego Seminarium Duchownego, a 5 lat później zamieszkał przy ulicy Poleskiej. U sióstr misjonarek Świętej Rodziny. To one otoczyły go opieką. Był po wylewie i miał problemy z poruszaniem się. Wstawał o czwartej rano, a godzinę później był gotowy do posługi kapłańskiej.

– Myślę, że największe trudności miał z jednym słowem: „zakaz”. To ono nie dawało mu spokoju – opowiada s. Maria Kalinowska (18 lat, a więc przez trzy kadencje, była matką generalną założonego przez ks. Michała zgromadzenia). – Co musiał czuć, siedząc w tych ścianach? Jaką walkę toczyć w ostatnich dniach życia? Święta Bożego Miłosierdzia nie ma. Zgromadzenie jest, ale maleńkie, kruche. Jak porażająco brzmią słowa „Dziennika”, który prowadził: „Dziś kończę osiemdziesiąt lat. Moje ręce są puste”. Myślę, że ks. Sopoćko jest patronem tych, którym się, po ludzku, nic w życiu nie udało… Skąd brał ogromny wewnętrzny spokój? – zastanawia się s. Maria. – To była cecha jego charakteru i owoc wileńskiej formacji: liczenie się z każdym słowem, szacunek dla drugiego człowieka. Ks. Michał nosił ogromną tajemnicę, którą usłyszał przed laty od prostej zakonnicy drugiego chóru. Czy zasypiał, słysząc słowa: „Pan Jezus pragnie, aby święto takie było”; „Pan Jezus pragnie, by namalowano obraz”; „Pan Jezus pragnie…”? Czy te słowa nie dawały mu spokoju? Robił, co mógł – wyjaśnia s. Maria. – Słał petycje do władz kościelnych, wydawał mnóstwo broszurek, pisał książki.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5