Władza

Chrześcijanie nie powinni brać wzoru z tego świata, ale mają go przemieniać.

Już wtorek, a ja cały czas jestem pod wrażeniem homilii papieża z soboty. Tej, skierowanej do kardynałów. Także tych nowych. „W Kościele każde przewodniczenie wywodzi się z miłości, powinno dokonywać się w miłości, a jego celem jest miłość” – mówił papież, później rozwijając swoją myśl w oparciu o Pawłowy hymn o miłości z 13 rozdziału pierwszego listu do Koryntian. Nie chcę tu przytaczać całej tej homilii. Wydaje mi się jednak – wbrew temu co już nieraz mi w takich wypadkach w komentarzu pod tekstem pisano – że warto odnieść słowa papieża Franciszka nie tylko do kardynałów. Do biskupów czy proboszczów? Pewnie i tak. Mnie jednak wydaje się, że warto odnieść je do każdej sprawowanej przez chrześcijanina władzy. Nawet jeśli jest to tylko władza rodzicielska.

Wydaje mi się, że jedną z wielkich porażek (a może i grzechów) chrześcijaństwa kilku ostatnich wieków jest to, że zamiast świat przemieniać, bywa że akceptuje jako nieuchronne to co w nim jest i próbuje to coś sakralizować. Dość jaskrawym tego przykładem jest tu choćby podejście do narodu. Dla chrześcijanina nie powinno już być „Żyda ani Greka”, bo „wszystkim we wszystkich jest Chrystus”. A jednak.... Podobnie w ciągu wieków bywało z podziałem na stany społeczne. Coś, co w średniowieczu było jedynie próbą uporządkowania rzeczywistości z czasem stało się podstawą do lepszego czy gorszego traktowania konkretnych ludzi. I chyba nie inaczej jest dziś z ideą sprawowania władzy.

Teoretycznie wiadomo: władza ma być służbą. Jeśli nie Kościołowi to narodowi, społeczeństwu i tak dalej. Ale w praktyce... Nie chodzi nawet o jakiś grzech, ludzką słabość. Ale o to, że w tej praktyce chrześcijanie – zaznaczam, nie tylko na stanowiskach kościelnych – nie mają nic przeciwko głęboko niemoralnym wzorcom rodem z korporacji. Wzorcom, wedle których człowieka można traktować jak trybik maszyny. Nie sprawdziłeś się (czytaj, nie pasujesz szefowi do kolejnej światłej koncepcji)? Wypadasz z gry. Jesteś do zwolnienia. Albo do przeniesienia na gorsze stanowisko.

Rozumiem, bywają sytuacje kiedy firma/urząd/coś innego się zmieniają. Inne zadanie, potrzebni ludzie o innych umiejętnościach. Tylko że myślę raczej o sytuacjach, w których w tej firmie/urzędzie/czymś innym nic właściwie się nie zmienia, a zasadnicza przesłanką do pozbycia się człowieka jest możliwość zasiania strachu czy niepewności wśród pozostałych, którym łatwiej wtedy narzucać obowiązki ponad ich siły. Albo – zwyczajnie – chodzi tylko i wyłącznie o pokazanie, kto rządzi.

Chrześcijanin, który argumentuje wtedy, że „szef ma takie prawo” zdradza Ewangelię. Bo nawet jeśli każda władza jakoś pochodzi od Boga, tym bardziej powinna trzymać się boskich praw. Zaś stawianie Boga w roli strażnika czyjejś nieprawości to ordynarny grzech przeciwko II przykazaniu.

Chrześcijanie nie powinni brać wzoru z tego świata, ale mają go przemieniać. I nie chodzi wcale o to, by próbowali w życie wcielać utopie, ale by przestali uważać, że są obszary wyjęte spod praw Ewangelii. Bo inaczej, jeśli sól utraci swój smak...

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10