Nie bądź samolub

Niesprawiedliwość, krzywdy i ucisk prędzej czy później prowadzą do wybuchu.

Z cyklu "Jak żyć, by podobać się Bogu" na kanwie KKK 1928-1948

Człowiek w społeczeństwie.  Dwa filary poprawnych relacji – uczestnictwo i pomocniczość. To, jak wspomniałem wcześniej, dwa filary w relacjach osoby ze wspólnotą ludzi. W ostatnim trochę więcej było prawach i obowiązkach jednostki. Dziś więcej o (prawach i) obowiązkach społeczeństwa. W kluczu społecznej sprawiedliwości i ludzkiej solidarności.

„Społeczeństwo zapewnia sprawiedliwość społeczną, gdy urzeczywistnia warunki pozwalające zrzeszeniom oraz każdemu z osobna na osiągnięcie tego, co im się należy, odpowiednio do ich natury i powołania” – czytamy w Katechizmie Kościoła katolickiego (1928) „Sprawiedliwość społeczna łączy się z dobrem wspólnym i ze sprawowaniem władzy” – dodano. Brzmi zbyt uczenie i ogólnie? Spokojnie. Przyjrzyjmy się konkretom.

Z szacunkiem dla człowieka

Jeden z bohaterów „Braci Karamazow” Dostojewskiego wspomina lekarza, który uczynił pewne zaskakujące wyznanie. „Kocham ludzkość (...) ale dziwię się sobie: im bardziej kocham ludzkość, tym mniej kocham ludzi, to znaczy każdego człowieka z osobna. W marzeniach (...) dochodziłem nieraz do dziwnych pomysłów; chciałem służyć ludzkości i może istotnie dałbym się ukrzyżować za ludzi, gdyby zaszła potrzeba, a mimo to dwóch dni nie potrafię przeżyć z kimkolwiek w jednym pokoju, wiem o tym z doświadczenia. Niech się kto zbliży do mnie, a już osobowość jego przygnębia moją ambicję i krępuje moją swobodę. Przez jedną dobę mogę znienawidzić najzacniejszego na świecie człowieka: tego za to, że za długo trawi czas przy obiedzie, drugiego za to, że ma katar i ciągle wyciera nos. Staję się (...) wrogiem ludzi, ledwo się do mnie zbliżają. I zawsze tak się jakoś zdarzało, że im bardziej nienawidziłem poszczególnych ludzi, tym goręcej kochałem całą ludzkość”.

Ów książkowy lekarz poruszył bardzo istotny problem. Zakłamania, jakie nieraz pojawia się w „dobroczyńcach ludzkości”. Nie długie jedzenie obiadu czy wycieranie nosa są tu oczywiście problemem, ale inność, niedopasowanie do szablonu, który ów niby kochający ludzkość jest w stanie zaakceptować. Można twierdzić, że kocha się inność koloru skóry, inność preferencji seksualnych czy pochodzenia społecznego, ale jednocześnie nie znosić tego – na przykład  –  że bliźni ma inne poglądy polityczne czy religijne. To pułapka, w którą często wpadają rewolucjoniści różnych czasów: wszyscy muszą uważać za dobre to, co ja za dobre uważam, bo ja przecież kocham ludzkość. A jeśli mają inne zdanie –  nie kochają ludzkości, są łotrzykami, których można i wręcz trzeba wszelkimi sposobami zwalczać. Z  takiego myślenia rodzą się gułagi i obozy koncentracyjne dla niepokornych.

Kościół tymczasem trzeźwo przypomina: „Sprawiedliwość społeczną można osiągnąć jedynie przy poszanowaniu transcendentnej godności człowieka” (KKK 1929). Bo to człowiek, jego dobro, jest ostatecznym sensem istnienia społeczeństwa. Nie można dobra ludzkości budować na trupach poszczególnych jego członków. Trzeba budować z poszanowaniem przyrodzonych praw każdej osoby. Przypomnijmy je: to prawo do życia, do życia w rodzinie, do wychowania w środowisku moralnym sprzyjającym rozwojowi osobowości, do rozwijania własnej inteligencji i do wolności w poszukiwaniu i poznawaniu prawdy; to  prawo do współtworzenia dobra wspólnego przez pracę, do utrzymania w ten sposób swoich bliskich, do założenia rodziny i wychowania dzieci, a także wolność w wyznawaniu wiary (Jan Paweł II, Centesimus annus 47). Poszanowanie tych praw jest wręcz podstawą moralną prawowitości władzy.

Poszanowanie tych praw wynika ze zwyczajnej miłości bliźniego. Z zasady „jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie!” (Łk 6,31). Jest to szczególnie ważne, gdy bliźni znajduje się w potrzebie, bo czegoś istotnego do życia mu brakuje. Co ważne, teologowie podkreślają, że zasada ta rozciąga się także na tych, których człowiek uznaje za nieprzyjaciół. Nienawidzić można tylko zła, które bliźni czyni, nigdy człowieka. Jego ludzkie prawa muszą być szanowane nawet jeśli jest wrogiem. A razie potrzeby i nieprzyjacielowi należy się pomoc.

Równi, nie równiejsi

Poszanowanie człowieka. A może nie zawsze jest co szanować? Za co szanować łajdaka? Za co głupiego, pyszałka, złodzieja czy mordercę? Należy mu się taki sam szacunek jak ludziom dobrym i uczciwym?

Refleksja nad moralnością podpowiada teologom, opierającym przecież swoje rozważania nie tylko na filozoficznych poszukiwaniach, ale przede wszystkim na Bożym objawieniu, że swojej najgłębszej istocie każdy człowiek ma taką samą godność. Nie jest tak, że jeden jest lepszy, drugi gorszy; jeden ulepiony jest z lepszej od drugiego gliny albo że ten czy ów ma błękitną, nie czerwoną krew. Nie stanowi też o godności człowieka piastowane przezeń stanowisko. Wszyscy tak samo jesteśmy ludźmi.  Stąd też i nasza ludzka godność – u wszystkich taka sama. „Wszyscy ludzie, stworzeni na obraz Jedynego Boga, obdarzeni taką samą rozumną duszą, mają tę samą naturę i to samo pochodzenie. Wszyscy, odkupieni przez ofiarę Chrystusa, są wezwani do uczestniczenia w tym samym Boskim szczęściu; wszyscy więc cieszą się równą godnością” – przypomniano w katechizmie (KKK 1936). Ta równość dotyczy osobistej godności każdego człowieka i wypływającej z niej praw. Nie ma znaczenie rasa, kolor skóry, płeć, język, religia a nawet pozycja społeczna. Głoszenie, że jedni są lepsi a drudzy gorsi sprzeciwiałoby się Bożemu zamysłowi.

Faktem jednak jest, że nie jesteśmy tacy sami. Talenty nie zostały nam równo rozdzielone. Mamy różne możliwości fizyczne, nie takie same umiejętności  i zdolności umysłowe. Nie pełnimy wszyscy równie ważnych stanowisk, o tym, że bywają ludzie szlachetni i dranie już nie mówiąc. Moraliści nie widzą w tym jednak podstaw do głoszenia, że jedni są lepsi od drugich, ale... wezwanie do służby. Tak, do służby. Jedni drugich potrzebujemy. Ci, którzy otrzymali od Boga więcej, wezwani są do tym większej służby. „Różnice zachęcają i często zobowiązują osoby do wielkoduszności, życzliwości i dzielenia się; pobudzają kultury do wzajemnego ubogacania się” (KKK1937). Jak w przypowieści o talentach, gdzie ten, kto otrzymał ich 10 siłą rzeczy nad ich podwojeniem musiał  napracować się więcej niż ten, któremu pan powierzył tylko jeden talent. Jeśli między ludźmi występują krzywdzące nierówności, to tolerowanie takiego stanu rzeczy jest niezgodne z Ewangelią. „Zbytnie nierówności gospodarcze i społeczne wśród członków czy ludów jednej rodziny ludzkiej wywołują zgorszenie i sprzeciwiają się sprawiedliwości społecznej równości, godności osoby ludzkiej oraz pokojowi społecznemu i międzynarodowemu (KKK 1938). Stąd potrzeba „przyjaźni” czy „miłości społecznej”. Czyli solidarności.

Potrzebujemy siebie nawzajem

Skoro jesteśmy stworzeni przez tego samego Boga, i wszyscy – przynajmniej potencjalnie – odkupieni krwią Chrystusa, dla siebie nawzajem powinniśmy być braćmi i siostrami. Do tego wzywa nas Ewangelia. I choć braterstwo przejawiać może się także w wymiarze duchowym, tu chodzi raczej o sprawy bardziej przyziemne: sprawiedliwe przydzielenie ciężarów (np. podatki) i sprawiedliwy podział dóbr, w tym także tego dobra, jakim jest wynagrodzenie za wykonaną pracę. Może w uszach części ludzi nie brzmi to najlepiej,  Kościół w ocenach też jest ostrożny, ale skoro przedsiębiorstwu potrzeby jest zarówno dyrektor, manager, jak i szeregowy pracownik czy sprzątaczka, to dlaczego istnieją nieraz tak ogromne dysproporcje w ich wynagrodzeniu? Czasem poświęcanym na wykonywanie pracy nie da się przecież ich wytłumaczyć.

Solidarność międzyludzka wymaga, by tworzyć sprzyjający pokojowi sprawiedliwy ład społeczny; system, w którym jak najmniej będzie powodów do konfliktów. Zwłaszcza tych poważnych powodów. Jakieś na pewno jednak powstaną, bo napięcia i konflikty są w zasadzie nieuniknione. Te powinny być łagodzone i rozwiązywane na drodze negocjacji (KKK 1940). I dotyczy to nie tylko poszczególnych państw, wspólnot tych państw, ale także całej międzynarodowej społeczności. Bo tak jak niesprawiedliwy system prowadzi w państwach do buntów i rewolucji, tak i niesprawiedliwość w relacjach między narodami i państwami sprzyja wojnom i terroryzmowi.

Sprawiedliwość społeczna... Jej brak to obok bałwochwalstwa najczęściej chyba krytykowany przez proroków grzech Izraela. Chrześcijanin też nie powinien  zapominać, że to, jakim jest, pokazuje nie tylko jego osobista relacja z Bogiem i innymi ludźmi, ale także to, ile bierze, a ile daje społeczeństwu w którym żyje. 

To tyle jeśli chodzi o wspólnotowy wymiar moralności. W następnym odcinku już miedzy innymi o tym, że prawo Boga chrześcijan jest tak naprawdę prawem wszystkich ludzi. Jeszcze tylko na następnej stronie - przypomnienie nauki Katechizmu Kościoła Katolickiego odnośnie do sprawiedliwości społecznej.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13 14 15 16 17 18 19
    20 21 22 23 24 25 26
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9