Na ścieżkach ludzkich cnót

Jak zawsze wybierać dobro? Najlepiej wyrobić sobie taki nawyk.

Z cyklu "Jak żyć, by podobać się Bogu" na kanwie KKK 1803-1811

Dobro bywa trudne, dobro kosztuje – słychać stąd i zowąd. Coś w tym czasem jest. Gdy dobro wymaga postawy heroicznej – jak najbardziej. Ale zazwyczaj to jednak nie tak. I nieprawdą jest, jakoby tylko to było prawdziwym dobrem, co wymaga zaciśnięcia zębów i działania przeciw sobie. A tak myślą niektórzy wymyślając dla siebie najgorsze umartwienia nie bacząc na to, czy mają sens, czy nie. Dobre jest to... co jest dobre :). Ile to coś kosztuje człowieka wysiłku, to już rzecz drugorzędna. I nawet zasługa człowieka, któremu dobro przychodzi łatwo, wcale nie musi być mniejsza, niż dobro czynione przez człowieka, który czuje do niego organiczny wręcz  wstręt. Po prostu wiele zależy od tego, czy człowiek jest cnotliwy, czy raczej – niestety – obciążony różnorakimi wadami. Błędem byłoby chwalić tego drugiego za jeden dobry czyn, a lekceważyć morze dobra czynione przez pierwszego.

Cnota? Kojarzy się dziś najczęściej z jedną z nich, cnotą czystości. Reakcja? To dobre dla starych panien. Tymczasem nawet pomijając już to, że sama czystość to coś i dla małżonków, i dla młodych, i dla ludzi w sile wieku,  trzeba koniecznie zauważyć, że cnota, cnoty, to coś znacznie więcej. I jest tych cnót znacznie więcej.  W starożytnej Grecji „arete” znaczyło tyle co dzielność, doskonałość, w łacinie zaś cnota – virtus – pochodzi  od słów mąż, mężny. Cnoty nie są więc (tylko) dla słabeuszy. Wręcz przeciwnie. Są czymś, o co starać się powinni prawdziwi mocarze.

Co to takiego? Cnota to „habitualna (czyli stała) i trwała dyspozycja do czynienia dobra. Pozwala ona osobie nie tylko wypełniać dobre czyny, ale także dawać z siebie to, co najlepsze. Osoba cnotliwa wszystkimi swoimi siłami zmysłowymi i duchowymi dąży do dobra; zabiega o nie i wybiera je w konkretnych działaniach” – czytamy w Katechizmie Kościoła Katolickiego (1803). Cnotliwemu dobro przychodzi więc stosunkowo łatwo. I nie jest to wcale powód, by uważać je za mniej wartościowe. Wręcz przeciwnie: bycie człowiekiem cnotliwym to powód do chwały. Cnota bowiem, w przeciwieństwie do sytuacji, kiedy człowiek musiałby ciągle się przełamywać,  owocuje wieloma dobrymi czynami. Przychodzącymi tak łatwo, jak codzienne nawyki.

Trudno oczywiście jednoznacznie twierdzić, na ile czyjaś cnotliwość, dobre usposobienie, są wynikiem jego własnej pracy nad sobą, a na ile jest to efekt działania w człowieku łaski Bożej. W teologii moralnej zwykło się jednak o części z cnót mówić jako o cnotach ludzkich, wypracowywanych przez człowieka. Owszem, są one oczyszczane i wspomagane łaską Bożą, ale zasadniczo u ich podstaw leży natura człowieka: jego osobiste wybory, jego wychowanie i samowychowanie. A cnoty te to przede wszystkim tzw. cnoty kardynalne: roztropność, sprawiedliwość, męstwo, umiarkowanie, wraz z wszystkimi pokrewnymi.

Ta pierwsza, nazywana często przewodniczką innych cnót, „jest cnotą, która uzdalnia rozum praktyczny do rozeznawania w każdej okoliczności naszego prawdziwego dobra i do wyboru właściwych środków do jego pełnienia” (KKK 1806). Tak, bo czasami sytuacje bywają skomplikowane. Ot, gdy dorosłe dziecko żyje z kimś bez ślubu. Co zrobić? Zamrozić kontakty czy starać się wpływać jakoś inaczej? Roztropność pomaga zrozumieć, co w takim wypadku jest największym dobrem i jakie ku jego realizacji wybrać środki. Niekoniecznie musi to oznaczać wybór zawsze taki sam.
 
Umiarkowanie z kolei „jest cnotą moralną, która pozwala opanować dążenie do przyjemności i zapewnia równowagę w używaniu dóbr stworzonych. Zapewnia panowanie woli nad popędami i utrzymuje pragnienia w granicach uczciwości. Osoba umiarkowana kieruje do dobra swoje pożądania zmysłowe, zachowuje zdrową dyskrecję i nie daje się uwieść... by iść za zachciankami swego serca”  – czytamy  w KKK (1809). Dodać wypadałoby też, że bliska jest roztropności, gdy nie pozwala robić z igły wideł, a sprawy dostrzega w realnych proporcjach.

„Sprawiedliwość jest cnotą moralną, która polega na stałej i trwałej woli oddawania Bogu i bliźniemu tego, co im się należy” (KKK 1807) W stosunku do Boga nazywana jest cnotą religijności. W stosunku do ludzi uzdalnia do poszanowania praw każdego i do wprowadzania w stosunkach ludzkich harmonii, która sprzyja bezstronności względem osób i dobra wspólnego –   czytamy dalej w KKK. Oj, ale odniesień do współczesności...

A męstwo? To cnota, „która zapewnia wytrwałość w trudnościach i stałość w dążeniu do dobra. Umacnia decyzję opierania się pokusom i przezwyciężania przeszkód w życiu moralnym. Cnota męstwa uzdalnia do przezwyciężania strachu, nawet strachu przed śmiercią, do stawienia czoła próbom i prześladowaniom” – czytamy w KKK. Wszystko jasne.

To cnoty kardynalne, „zawiasowe” (bo od słowa „cardo”, „zawias” pochodzi ich nazwa). Bez nich wszystko jest jak drzwi bez sprawnie działających zawiasów: nie tylko skrzypi, ale i mocno utrudnia sprawne działanie. Warto w tym miejscu przypomnieć, że każda z tych kardynalnych cnót ma jeszcze całą masę „cnót pokrewnych”, które lepiej uwydatniają któryś z aspektów danej cnoty, często łącząc je z innymi. To między innymi pokora, zaradność, cnota zdrowego rozsądku, przemyślanego rozsądzania, łagodność, wyrozumiałość, wstrzemięźliwość, czystość, pietyzm, szacunek, posłuszeństwo, wdzięczność, hojność, prawdomówność, szczerość, uprzejmość, wielkoduszność, wspaniałomyślność, stałość z wytrwałością, cierpliwość z długomyślnością, skromność, życzliwość i pewnie jeszcze wiele innych. Kto wedle nich postępuje, postępuje dobrze.

Bardzo ważne: in medio virtus. Znaczy: cnota jest pośrodku. Przeciwko każdej z cnót można zgrzeszyć (choć może bardziej adekwatnym byłoby słowo „wykroczyć”, od słowa „wykroczenie”) zarówno niedomiarem, jak i nadmiarem. Za mało roztropności to oczywiście głupota. Ale za dużo, to chytrość. Za mało sprawiedliwości to niesprawiedliwość. Ale można być w sprawiedliwości bezdusznym, aroganckim i upartym, prawda? Z kolei za mało męstwa to tchórzostwo. Czasem jednak człowiek naraża się na trudności i niebezpieczeństwa zupełnie niepotrzebnie. Wtedy mówimy o zuchwałości. I tylko gdy mowa o umiarkowaniu – którego brakiem jest oczywiście nieumiarkowanie – trudno powiedzieć, jak można zgrzeszyć jego nadmiarem, choć pewnie można by snuć dywagacje na temat zbytniej pobłażliwości.

Oprócz cnót ludzkich, wspieranych oczywiście Bożą łaską, teologowie mówią jeszcze o cnotach boskich, teologalnych, wszczepionych w ludzkie dusze przez samego Boga. Ale o nich, o podobnie jak o darach i owocach Ducha Świętego, już w następnym odcinku :)

Jak to ujęto w Katechizmie Kościoła Katolickiego - na następnej stronie

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 29 30 31
    1 2 3 4 5 6 7