Krzaki

Im głośniej, tym bliżej celu? Nie zawsze.

Byłem początkującym redaktorem portalu. Od momentu gdy maszynę do pisania zamieniłem na komputer upłynęło niewiele czasu. Informatycy o takich jak ja mówili z przekąsem: pracuje na żółtych papierach. A to z racji obklejonego żółtymi karteczkami biurka. Na każdej jakieś skróty, porady, szablony. Była Wigilia Bożego Narodzenia. Wszyscy siedzieli już przy stołach. Należało odpalić świąteczną, główną stronę serwisu Liturgia. Pamiętam do dziś ten stres i ten strach, gdy na ekranie, zamiast elegancko zaprojektowanej kolumny pojawiły się krzaki. W dziennikarskim slangu oznacza to, że strona po prostu się rozsypała. Sprawdziłem raz, drugi, trzeci… Wszystko było zgodnie z zasadami sztuki, kody się zgadzały, tylko widok był nie ten. Zacząłem wydzwaniać. Udało się odciągnąć od stołu jednego z informatyków. Ten również był bezradny. Po godzinie walki zaczęliśmy eksperymentować, to znaczy tworzyć niezgodnie z zasadami. Jeden z eksperymentów polegał na wyrzuceniu z kodu html cudzysłowu przy kolorze. I strona pojawiła się jak malowana. Przy okazji poznaliśmy błąd, którego nie wykryto w testach i dowiedzieliśmy się, że poprawne jest to, co poprawne nie jest.

Zanim usiadłem przy biurku, by napisać ten komentarz, wysłuchałem w radiu wywiadu z Mateuszem Waligórą. Wrócił niedawno z Australii, gdzie na rowerze zmierzył się z legendarnym szlakiem Canning Stock Route. Na pewnym etapie popsuło mu się urządzenie, dzięki któremu mógł przetrwać i zakończyć podróż, to znaczy filtr wody. Co wtedy zrobiłeś? Wpadłeś w panikę, krzyczałeś, używałeś słów, których i tak nikt nie mógł usłyszeć? – pytał redaktor. Nie, bo to by nic nie dało. Owszem, najpierw zacząłem płakać, bo to normalne, ludzkie. Później zacząłem myśleć jak wybrnąć z tej niezwykle trudnej sytuacji. I – jak widać – skutecznie, bo dotarłem do celu.

Zapewne wielu czytelników już wie ku czemu zmierzam. Obserwując od kilku dni rzeczywistość widzę wokół nas wielu przekonanych (i to święcie), że problemy jakie się pojawiły można rozwiązać krzykiem. Im głośniej, tym bliżej celu. Im więcej agresji, tym szybciej. Owszem, bliżej i szybciej. W krzaki. Wiedzą o tym szanowni sędziowie i wszyscy inni, skazani na sytuacje pozornie bez wyjścia. Rozumiem ich stres. Z pewnością sytuacja, jaką przed laty przeżyłem jest nieproporcjonalna do obecnej. Jednak mimo tego braku proporcji wiem, że w obecnym porządku prawnym nie ma innej drogi. Pozostaje spokojne mierzenie się z problemem, czyli – jak wczoraj napisał Jan Drzymała – liczydełko i czekanie na wyniki. Jeśli zaś widzę jakiś problem, nie jest nim liczydełko, ale właśnie owo spokojne czekanie. Nie potrafiącym zmierzyć się z tym problemem dedykuję fragment wywiadu, jakiego po powrocie z Australii udzielił wspomniany Mateusz Waligóra:

- Prowadził Cię los? - Zaczynasz od trudnych pytań. Prowadziły mnie GPSy. Miałem dwa: Garmina, który wskazywał mi studnie i pokazywał gdzie jestem, i Ewangelię świętego Łukasza (w małej lekkiej wersji) odpowiedzialną za prowadzenie mnie przez najtrudniejsze momenty i miejsca. Oba działały świetnie, ale tego drugiego nie trzeba ładować i nie wiesza się nigdy” (za www.peron4.pl).

Wniosek jest prosty. Albo dwa GPSy albo krzaki. Osobiście wybieram pierwsze.


 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6