Do matki napisał, że chce być świętym

Gdy w 1945 r., bombardując wycofujące się oddziały niemieckie, Sowieci obracali Rawę w gruzy, o. Bernard wychodził na ulice i pola, rozgrzeszał umierających, przenosił rannych do podziemi klasztoru i opiekował się nimi.

Ojciec Bernard jest coraz bliżej ołtarzy. 22 maja Ojciec Święty stwierdził, że choć zakonnik przeżył zaledwie 30 lat, to „praktykował cnoty w stopniu heroicznym”. Co to znaczy? Teologia moralna wyjaśnia, że taka osoba czyniła dobro ochotnie i radośnie, i że sposób jej postępowania był „ponadprzeciętny bez wyrachowania i spełniany w celu nadprzyrodzonym”.

Ja, Zygmunt, grzesznik...

Przyszedł na świat w Mławie 2 maja 1915 roku. Wczesne dzieciństwo spędził w rodzinie pozbawionej ojca, który do 1921 r. pozostawał na zesłaniu na Syberii. W tym czasie wychowaniem dzieci zajmowała się sama matka. Obciążona różnymi obowiązkami, zmuszona była oddać na jakiś czas małego Zygmunta na wychowanie babci, potem zaś wszyscy wyjechali do Lubawy, na Pomorze. Po powrocie do Mławy Zygmunt uczył się w Państwowym Gimnazjum im. Wyspiańskiego. Był lubiany, wesoły i koleżeński. Lubił sport. Z początku uczył się dobrze, jednak już w trzecim roku nauki okazało się, że musi powtórzyć klasę. W takiej sytuacji matka zaproponowała przeniesienie Zygmunta do bardziej rygorystycznej Szkoły Apostolskiej ojców pasjonistów w niedalekim Przasnyszu.

Tak się stało w 1928 roku. Dość lapidarny życiorys Zygmunta Kryszkiewicza, opracowany w jednej z pasjonistowskich broszur, tak podsumowuje ten okres jego życia: „Był miłośnikiem raczej przygód, sportu, aniżeli nauki, nie przynosił chluby rodzicom. Serce miał jednak wrażliwe i bardzo kochał pobożną matkę”. I może ta ostatnia uwaga pomoże lepiej zrozumieć, co się stało w jego życiu, gdy znalazł się u pasjonistów w Przasnyszu, bo – jak podano dalej w tejże broszurze – „w krótkim czasie ujawniło się w nim niezwykłe działanie łaski Bożej. Dokonał aktu oddania się Matce Bożej jako jej niewolnik i tę praktykę propagował wśród kolegów. Do matki napisał, że chce być świętym”. Postępy w jego życiu duchowym były coraz bardziej wyraźne i konsekwentne – zrodziło się w nim zamiłowanie do modlitwy, a potem oznaki powołania do kapłaństwa i zakonu.

Jako uczeń Szkoły Apostolskiej sam ułożył modlitwę ofiarowania siebie Jezusowi przez ręce Maryi: „Ja, Zygmunt, grzesznik niewierny, odnawiam i zatwierdzam dzisiaj w obliczu Twoim śluby chrztu świętego, wyrzekam się na zawsze szatana, jego pychy i dzieł jego, a oddaję się całkowicie Jezusowi Chrystusowi, Mądrości wcielonej, by pójść za Nim, niosąc krzyż swój po wszystkie dni życia. Bym zaś wierniejszy Mu był niż dotąd, obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, za swą Matkę i Panią. Oddaję Ci i poświęcam jako niewolnik Twój ciało i duszę swą, dobra wewnętrzne i zewnętrzne, nawet wartości dobrych moich uczynków, zarówno przeszłych, jak obecnych i przyszłych, pozostawiając Ci całkowite i zupełne prawo rozporządzania mną i wszystkim bez wyjątku co do mnie należy według Twego upodobania ku większej chwale Boga w czasie i wieczności”.

Lepsze jest to, co Bóg chce

Do zakonu wstąpił jesienią 1933 roku. Przyjął imię Bernard od Matki Pięknej Miłości. Mistrz nowicjatu, przyglądając się jego postawie i duchowym postępom, orzekł, że „jeżeli tak pójdzie, jak obecnie, będzie świętym”.

Śluby zakonne złożył w 1934 roku. Przez kolejne cztery lata studiował w Polsce i Rzymie. W tym czasie towarzyszył duchowo swojemu rodzonemu bratu Janowi, który przechodził okres dorastania i buntu oraz odchodzenia od praktyk religijnych. „Piękny dzień mej prymicji – miał mówić swoim bliskim, gdy został wyświęcony na kapłana w 1938 r. – chyli się ku końcowi. Jak wszystkie dni ziemskie, mija i on. Dziesięć lat temu przeszło opuszczałem progi rodzinne jako 13-letni niepromowany z racji trzech dwój trzecioklasista. (...) Dziś, po tylu kolejach przebogatych w treść, jestem kapłanem. (...) A wiemy dobrze wszyscy, że i to »dziś« niedługo potrwa – życie zrobi zeń wkrótce wspomnienie”. Mówił tak, bo już wtedy zaczął poważnie podupadać na zdrowiu. Gdy przyszła wojna, był w Rawie Mazowieckiej. I tam znowu jego posługa była heroiczna. Dał o niej świadectwo ks. Jan Twardowski w wierszu: „Święty z czasów okupacji” (obok). Sam zaś zakonnik w 1942 r. pisał tak: „Praca moja zamyka się w słuchaniu spowiedzi, głoszeniu kazań, dysponowaniu chorych, uczeniu trzech naszych kleryków i uczeniu siebie samego”.

Gdy w 1945 r., bombardując wycofujące się oddziały niemieckie, Sowieci obracali Rawę w gruzy, o. Bernard wychodził na ulice i pola, rozgrzeszał umierających, przenosił rannych do podziemi klasztoru i opiekował się nimi. A posłany wiosną tego samego roku do Przasnysza, poszedł tam na piechotę. Został przeorem w zdewastowanym przez Niemców klasztorze i kościele zamienionym przez nich na magazyn. Jego siedmiu współbraci wymordowano kilka lat wcześniej w Działdowie. Nie miał gdzie mieszkać, zatrzymał się więc nieopodal, u sióstr kapucynek. U nich odprawiał Msze św. i wygłaszał nauki. „Kiedyś zatrzymał się na chwilę na korytarzu i rzekł do starszej matki Marii Franciszki Pileckiej stojącej w gronie sióstr: »Niech [Czcigodna] Matka kapucynka pomodli się za najmłodszego pasjonistę, aby co nie sknocił i został świętym!«” – zapisały potem mniszki w klasztornej kronice.

W krótkim czasie – od marca do lipca 1945 r. – uczynił naprawdę wiele, aby przystosować jakoś zrujnowany kościół i klasztor do modlitwy. Dużo spowiadał, a gdy w mieście szerzył się tyfus, odwiedzał chorych i spowiadał ich. W czasie zarazy sam zachorował. Zmarł 7 lipca 1945 roku. Odchodząc, miał powtarzać: „Lepsze jest to, co Bóg chce”.

Nic nie spychaj, ale podnoś...

Ojciec Bernard jest autorem kilku pism: „Dialogów z Ukrzyżowanym”, „Pedagogicum” czy „Rozważań o Męce Pańskiej na każdy dzień tygodnia”. Układał też własne modlitwy, sentencje oraz wygłaszał wiele kazań i nauk rekolekcyjnych. W jego tekstach i osobistych modlitwach przejawia się również jego wewnętrzna postawa służby, ofiarności i cierpienia. W 1944 r. ułożył modlitwę do Matki Bożej, w której zapisał słowa: „pozwól mi cierpieć – cierpieć wiele, cierpieć też bez miary i dlatego pozwól mi wyniszczać się”.

W swoim najbardziej znanym piśmie „Pedagogicum” tak m.in. radził: „gdy przy tobie się kłócą – nie dziw się i nie oburzaj, ale poprawiaj z łagodnością (punkt 1). Nie narzucaj nigdy gwałtem swoich poglądów, przekonań, argumentów (p. 3). Nie wytykaj błędów dla samego stwierdzenia ich obecności, bo jakże często wytykanie błędów jest wynikiem nie szczerej troski o poprawę bliźniego, ale raczej pragnieniem ulżenia sobie (p. 6). Swoje zdanie wyrażaj możliwie jak najskromniej (p. 7). Obowiązków nie spychaj na innych (p. 14). Nigdy nie dziw się słabości ludzkiej (p. 15). Nie czyhaj z poprawianiem na każdą drobnostkę – to strasznie nuży. Bierz pod uwagę rzeczy ważniejsze i od tych zaczynaj (p. 17). Za wszelką cenę niezmordowanie ułatwiaj życie innym (p. 24). Mów o dobrym Bogu, a nie o zakazującym Bogu (p. 44).


Święty z czasów okupacji

Ojcze Bernardzie Pasjonisto
niezgrabnym piórem proszę Ciebie –
powiedz o Rawie Mazowieckiej
po polsku wszystkim świętym w niebie.

O tym jak ludzie chorowali
jakie po lasach wiedli walki
o święty z czasów okupacji
co jadłeś z nami chleb na kartki.

Powiedz o nogach co bolały
jak biło wiernym polskie serce
i za nas wszystkich po kolei
ucałuj Matki Bożej ręce.

O Tobie samym nic nie piszę
bo Jezus wie o Tobie wszystko –
lecz ucz nas wiary w czasach trudnych
Ojcze Bernardzie Pasjonisto.

ks. Jan Twardowski

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9