Przyjaciele bezdomnego

Izabela Kaczor studiuje dziś ekonomię na UTH w Radomiu. Wtedy była w klasie maturalnej. – Jesienią, gdy zrobiło się już dość zimno, ks. Daniel zaproponował mi spotkanie z panem Wiesiem. Powiedział: „Jeśli chcesz, możesz być dla niego aniołem” – wspomina Iza.

Bezdomność i kolejne kroki

Prawna procedura jest prosta, a zarazem wymagająca. Bezdomny, o ile jest uzależniony od alkoholu, zgłasza się na odtrucie, czyli detoks. To trwa kilka tygodni. Potem chory trafia na terapię, która trwa kolejne 5–6 tygodni. Po tym procesie zostaje przyjęty do domu dla bezdomnych i z tego miejsca otrzymuje mieszkanie socjalne. Proces tu niby się kończy, ale nadal obowiązują procedury sprawdzające. Jeśli były bezdomny nie jest w stanie sprostać wymogom, znów ląduje w przestrzeni bezdomności. Pan Wiesio nadal nie poddał się tej procedurze.

– Pomagam, ale także czekam na efekty. Spotykając się z panem Wiesiem, pytam go, czy zgłosił się na detoks. Nie tylko mu coś daję, ale także się domagam. W moim działaniu kieruję się książką Henryka Krzoska pt. „Bóg odnalazł mnie na ulicy i co z tego wynikło”, bezdomnego Polaka, który w Niemczech odnalazł skuteczną pomoc w wyjściu z tego położenia. Lektura książki przybliżyła mi pracę z bezdomnymi, jaką prowadziła Matka Teresa z Kalkuty i siostry z jej zgromadzenia. Ważne w ich pracy były codzienne odwiedziny u podopiecznych. To te wizyty budowały poczucie godności.

– W tym duchu także my chcemy każdego dnia być, choć na kilkanaście minut, razem z bezdomnymi – mówi ks. Daniel.

Spotkania i marzenia

Rozmowy i przyjaźnie z bezdomnymi zdumiewają. – Opowiadam moim znajomym o moich spotkaniach i rozmowach z panem Wiesiem. Są zdumieni. Jakoś to akceptują, ale jednocześnie mówią, że nie byliby w stanie robić czegoś takiego – mówi Iza. – Moje spotkania z ludźmi, którzy jako bezdomni żyją poza społecznością, po prostu mnie ubogacają i dostarczają wręcz ekstremalnych doświadczeń. Pewnego dnia, na deptaku w centrum Radomia, zaprosiłem bezdomną kobietę na obiad do restauracji. Kelnerka miała z początku opory, by nas obsłużyć. Ale ostatecznie to zrobiła – mówi ks. Glibowski. I zdradza coś więcej: – W kontakcie z bezdomnymi tym, co budzi opór, i to naturalny, jest ich smród. Ja pozbyłem się tego oporu i traktuję to jako Bożą łaskę. Od dawna pragnąłem gościć u siebie w mieszkaniu bezdomnego. I wreszcie to się spełniło. Pewnego dnia zadzwonił do mnie taki człowiek i mogłem go podjąć posiłkiem. Ta kolacja była dla mnie goszczeniem samego Pana.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 29 30 31
    1 2 3 4 5 6 7