Katechizm inaczej. Dekalog

Skarbiec wiary Kościoła jest ogromny. Są w nim "nova et vetera" - rzeczy nowe i stare. Te "stare" nie starzeją się nigdy. A "nowe" nie są nowe. Trzeba jedynie najdawniejszą tradycję Kościoła odczytywać na nowo. - abp Alfons Nossol

62. Nie wystarczy kochać

“Czcij ojca swego i matkę swoją!”

Zawsze odwiedzam rodziny przed chrztem dziecka. Swego czasu miałem sposobność być u kilku niemłodych już, bo “w okolicy czterdziestki” matek i ojców. Malec (ten jeszcze nie ochrzczony) zaczął płakać. Mama z całą miłością próbuje spełnić swój macierzyński obowiązek. Nic z tego. Malec już nie płacze, ale się drze. Podchodzi tato, bierze na ręce i… dzieciak momentalnie cichnie, a podtatusiały tatuś chodzi z nim wokół stołu wpatrzony w syna. To trzeba było zobaczyć: spojrzenie ojca pełne miłości, czułości, oddania, nieomalże nabożeństwa. I tu widzę początek rozumienia czwartego Bożego przykazania: głęboka, naturalna - a więc Boża więź łącząca ojca i matkę z dzieckiem. Dla rodziców dziecko jest świętością. Jest. Dlatego dla dziecka jest wszystko, nawet gdyby rodzicom brakowało. Dlatego za dzieckiem matka wskoczyłaby w ogień, a ojciec gotów harować do upadłego, by na chleb zarobić. Znasz takie rodziny? Bo ja znam. U podstaw, w głębi tajemnicy ojcostwa i macierzyństwa zapisana jest tajemnica Bożego ojcostwa, Bożego daru. Życie jest tym darem. I tajemnicą - bo to nie mężczyzna i kobieta dają życie. Daje Bóg - oni je tylko przekazują. I dlatego, że w przekazywaniu daru życia stoją tak blisko Boga, właśnie im: ojcu i matce należy się ogromny szacunek. Oni są naprawdę “pierwsi po Bogu”.

“Czcij ojca swego i matkę swoją”. Nie powiedział “kochaj”, ale właśnie “czcij”. Bo nakaz “kochaj” rodzi się z potrzeby serca i odruchu dziecięcej bezradności. I to jest piękne, i znaczy bardzo dużo - dlatego, że miłość jest z Boga, a Bóg jest miłością. Aby jednak ta miłość - dziecka do rodziców - wyróżniała się spośród wielu rodzajów miłości, dany został nakaz: “Czcij!” W śląskiej gwarze można było wyrazić ową cześć należną rodzicom. Do brata mówiło się “za jedno” - czyli “ty”. Do sąsiada mówiło się “za dwoje” - czyli “wy”. Do matki i ojca mówiło się “za troje” - czyli “oni”. Lubiłem tego słuchać, gdy odwiedzałem mojego dawnego katechetę. Mieszkała z nim na plebanii jego matka. Zawsze mówił do niej “za troje”, posługując się tą pełną czci i uszanowania formułą. To było jednak więcej, niż formuła. Kochaj ojca i matkę! Kochaj - ale miłością pełną czci. Taka miłość i taka cześć jest jedyna.

I na zawsze. Bo czwarte przykazanie dane zostało człowiekowi na całe jego życie, nie tylko na czas dzieciństwa. Wychodzi człowiek z domu, dorośleje, zaczyna żyć swoim życiem. Nieraz do rodziców daleko, z drugiego końca Polski, albo i dalej. Czasem do rodziców daleko w inny sposób: oni, prości, wiejscy albo fabryczni ludzie, a dorosłe dziecko ma swoja pozycję w życiu, jest “kimś”, z tytułami: może doktor, może biskup, może pułkownik, może senator czy wojewoda. “Czcij ojca swego i matkę swoją!” Pismo św. idzie dalej i powiada: “Synu, czcij ojca swego czynem i słowem…, a jeśliby nawet rozum stracił, miej wyrozumiałość…” (Syr 3, 1 - 16).

Nie jest łatwa ta miłość pełna czci. Dla obu stron. Bo dla matki i ojca dziecko zawsze zostaje dzieckiem. Serce domaga się czułości i opiekuńczości, troski i bycia razem. A trzeba się rozstać. Trzeba, bo zaborcze zatrzymywanie dziecka przy sobie zwykle prowadzi do bolesnego przekreślenia czwartego przykazania. Dziecko dorośleje - czułości już nie potrzebuje, opiekuńczości też nie. Bycie razem niemożliwe, a i troska staje się inna. Dlatego obie strony - rodzice i dziecko muszą z biegiem lat odnajdować nowe formuły rozumienia i realizacji Bożego nakazu i potrzeby serca.

Jedną, nieraz drażliwą kwestią, jest posłuszeństwo wobec rodziców. Dla dziecka staje się ono problemem kilkakroć. Raz, gdy trzy- czterolatek odkryje moc słowa “nie!” W tym okresie trzeba mądrości rodziców, którzy będą umieli odkrytą przez dziecko wolność skierować we właściwym, choć trudniejszym kierunku: na “tak!”, na umiejętność akceptacji. Drugi raz (upraszczając) dziecko i rodzice zaczynają mieć problem z posłuszeństwem, gdy nastolatek zaczyna się usamodzielniać. I wtedy posłuszeństwo musi się umniejszać, a poszerzać odpowiedzialność. Z obu stron potrzeba zaufania. Rodzicom, by nie weszli w koszarowy rygor. Dziecku, by nie popełniło w młodości błędów mogących przekreślić całą przyszłość. I tak, jak życie jest darem Boga, a nie rodziców, tak i miłość oraz cześć okazywane rodzicom zawsze prowadzą do Boga. A zaufanie i posłuszeństwo okazywane rodzicom stają się szkołą posłuszeństwa Bogu. A to jedyna, naprawdę skuteczna droga ku dobru.

«« | « | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    1 2 3 4 5 6 7