Francja wybrała lewactwo

To wybór rewolucyjny, ale może przejechać się na nim cała Europa

Niestety. Nie potrafię ukryć goryczy i rozczarowania. Co prawda sondaże od dawna wskazywały, że Sarkozy nie ma najmniejszych szans, a ocalić mógł go jedynie cud, to w głębi duszy miałam nadzieję, że właśnie ten cud się wydarzy.

Wiele zarzucano Sarkozy’emu – że jest politycznym rotweillerem, nie daje za wygraną, jest niczym Bonaparte (nie bez kozery tak często nazywała go prasa), nie przebiera w słowach – jest szczery i mówi to co myśli. Tak a propos, to wolę takiego polityka, niż wijącego się w eleganckich, a tonących w fałszu frazesach. Pech chciał, że jego kadencja przypadła na czas najtrudniejszy dla Europy, tonącej w odmętach kryzysu. Prawdą jest, że byłemu prezydentowi puszczały czasem nerwy, że imigrantów nieco ostrzej traktował. I na to wszystko nagle wyłonił się rycerz Hollande i w iście socjalistycznym i kwieciście komunistycznym stylu zatruł lud obiecankami. Swoje zwycięstwo Hollande budował na gruzach frustracji i goryczy kontra Sarkozy (w zasadzie gdyby nie słynna afera seksualna z Dominiqu’iem Strauss Khanem w roli głównej, który miał rywalizować z Sarkozym, Holland nie stanąłby do walki). Francuzi uwielbiają rewolucje, są niezwykle obywatelskim społeczeństwem. Imponująca była 80 proc. frekwencja w wyborach i wypełnione po brzegi place Paryża w wieczór wyborczy (do późnych godzin nocnych trwały koncerty, a tysiące oczekiwały przyjazdu nowego prezydenta o 00.30; tłum był tak gęsty, że policja blokowała centrum, a szpaler samochodów i motocykli towarzyszących Hollandowi ledwo przecisnął się na plac! U nas takie obrazki to prawdziwy rarytas….). Ale co dalej? Czy podobny entuzjazm będzie towarzyszył im za dwa lata? Czy z chwilą wyboru socjalisty, „wyboru natychmiastowej zmiany” (hasło wyborcze Hollande'a), faktycznie, jak łudzi się 51 proc Francuzów, z ulic znikną kloszardzi, imigranci natychmiast się asymilują, na bezrobotnych będą z transparentami czekać nowi pracodawcy, a kryzys w Europie odejdzie do lamusa? Trzeba być naiwnym, by w to wierzyć!

W Europie i świecie nazwisko Hollande niewiele mówi. Ale prezydent elekt ośmielił się już powiedzieć światu, na dwie godziny po ogłoszeniu pierwszych wyników sondaży, że „6 maja to data ważna dla Francji i pamiętny dzień dla Europy”. Czemu ma służyć ta deklaracja?

Wspominałam już nieraz o jego światopoglądzie: proeutanazyjny, proaborcyjny, pro związkom homoseksualnym i rewolucji ekonomicznej chce w Unii. Obym się myliła, ale takiego prezydenta na czele jednego z najważniejszych państw świata bać się należy. Być może w polityce kwestie światopoglądowe to rzecz drugorzędna. Komentatorzy polityczni w ogóle o nich nie wspominają. Ale dla nas, chrześcijan, Europejczyków, to ważne. Bo skoro dla prezydenta Hollande'a życie ludzkie jest niczym, to znaczy, że z szacunkiem do człowieka, tak deklarowanym na wiecach wyborczych, może być też różnie. Jak się to będzie przekładać na decyzje polityczne? Zobaczymy. Ale nikt nie wmówi mi, że jedno z drugim związku nie ma.

Na koniec: perełki z ust dwóch rywali tuż po ogłoszeniu wyników wyborów prezydenckich. Sarkozy: „Proszę, byście szanowali Francoisa Hollande'a! Nie dajmy złego przykładu. (…) Proszę byście pokazali teraz, że Francja ma twarz demokracji, radości, wie, że życie składa się ze zwycięstw i porażek i najważniejsze, że nie ma twarzy nienawiści”.

Hollande zaś w rodzinnej miejscowości Tulle: „Jestem pierwszym normalnym prezydentem”.

Nic dodać, nic ująć. 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 29 30 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31 1
2 3 4 5 6 7 8