Nie wystarczy zmienić mentalność nadopiekuńczych rodziców. Trzeba zmienić także nadopiekuńczy system.
Poranny przegląd prasy. Edward Kabiesz w najnowszym Gościu Niedzielnym o sukcesie Dojrzewania. Podobno rekord wszechczasów w oglądalności. Nie dziwi. Reklama robi swoje, ale i temat. Coraz bardziej niepokojący nie tylko rodziców. Stąd sukces filmu. Przy okazji produkcji, albo równolegle do niej, na polskim rynku wydawniczym ukazała się książka Jonathana Haidta Niespokojne pokolenie. Zajrzałem do sklepu w portalu „Nauka, to lubię” i ze zdziwieniem odkryłem, że już sprzedana (kilka dni po premierze). Dziś, widzę, znów dostępna. Czyli jest zapotrzebowanie. Generowane przez problemy, z jakimi nie borykało się choćby pokolenie moich rodziców.
Problemy wcale nie nowe. Szukając materiałów na zupełnie inny temat odkryłem w swojej bibliotece trzy pozycje, analizujące zmiany, zachodzące w młodym pokoleniu (mając świadomość, że prawdopodobnie było ich dużo więcej). W kolejności: Francesco Cataluccio – Niedojrzałość, Choroba naszych czasów (Kraków, 2006); Michael Nast. – Pokolenie JA, Niezdolni do relacji (Warszawa, 2017); Zygmunt Bauman i Thomas Leoncini – Płynne pokolenie (Warszawa, 2018). Współautor ostatniej (T. Leoncini) był konsultorem Synodu, poświęconego młodym (2018), a książkę cytował w jednej z katechez papież Franciszek.
Tyle fachowa literatura. Równolegle, w mediach społecznościowych, od dłuższego już czasu, zamieszczane są filmy, zdjęcia, memy, nawiązujące do szczęśliwego dzieciństwa mojego pokolenia. O wodzie pitej z rzeki, tajemniczych wyprawach do lasu, brudnych rękach, zabawach na trzepaku i wiele innych. I tu dotykamy pewnego paradoksu. Matka zamieszczająca te materiały na swoim profilu, pięć minut po wyjeździe autobusu, wiozącego dzieci na szkolną wycieczkę, dzwoni doń pytając, czy wszystko jest w porządku. Nadopiekuńczość na każdym kroku.
Pytanie na ile ta nadopiekuńczość jest zawiniona. W pewnym sensie tak. Wielu rodziców kieruje się zasadą: skoro mieliśmy trudne dzieciństwo, niech przynajmniej nasze dzieci mają lepiej. Ale też stworzono mechanizmy prawne, nadopiekuńczości sprzyjające, a nawet ją generujące.
Dla przykładu. Uczestnicząc przed laty w kursie dla kierowników kolonii i obozów dla dzieci odkryłem, że będąc w górach nie mogę zgodzić się na to, by po obiedzie któryś z uczestników wyszedł na sąsiadującą z domem łąkę, by tam samodzielnie zrobić sobie deser z rosnących na niej poziomek i jagód. Gdyby – nie daj Boże – po drodze dziecko potknęło się i złamało rękę, kierownik i wychowawca będą mieli problemy z prawem. Bo to już wycieczka w góry. Dziesięć osób na jednego opiekuna i mający uprawnienia przewodnik są tu wymogiem, z którego nie można zrezygnować.
W rozmowie z rodzicami na szkolnym przystanku wspominałem, jak będąc pierwszoklasistą wrzeszczałem po drodze do szkoły na odprowadzającą mnie babkę, by nie robiła mi wstydu i wróciła się do domu. Rodzice, zgadzając się z potrzebą uczenia dziecka samodzielności, zauważyli przy okazji, że w obecnym systemie jest to niemożliwe. Jeśli rodzic nie będzie czekał na przystanku, dziecko nie zostanie wypuszczone z autobusu i jadący z nim opiekun zawiezie je do szkoły, gdzie będzie czekało na odbiór. Z tym też mogą być problemy, bo w niektórych szkołach są specjalne karty z chipami i dziecka nie może odebrać sąsiadka.
Zatem postawione wyżej pytanie: na ile jest to nadopiekuńczość zawiniona, a na ile systemowa, wydaje się być zasadnym. To z kolei prowadzi do wniosku, że nie wystarczy zmienić mentalność nadopiekuńczych rodziców. Trzeba zmienić także nadopiekuńczy system.
Pisząc o zmianie mentalności rodziców warto wskazać na problem, o którym pisze Hajdt: smartfon. Wielu z nich tłumaczy, że dla dziecka jest oknem na świat. Owszem, nie zapominajmy jednak, że okno pozwala wyglądać na świat, ale też – zamknięte – do tegoż świata broni dostępu. Otwiera na informacje (też nie wszystkie, bo Internetem rządzą algorytmy), zamyka na relacje. A te decydują o rozwoju. Intelektualnym i emocjonalnym. W tym kontekście zasada: wyłącz smartfon, włącz myślenie, zasługuje, by dołączyć ją do wychowawczych priorytetów.
Kilka powyższych, pisanych na marginesie Dojrzewania, refleksji, oczywiście nie wyczerpuje tematu. W zamiarze autora są raczej prowokacją, by do niego wracać i szukać rozwiązań. Te podpowiadają choćby wspomniane wyżej publikacje. Co prawda dzieciństwo w przeżywanym przez nasze pokolenie kształcie nie wróci, ale może odzyskać blask, radość (tej najwyraźniej dzieciom brakuje – widzę to choćby obserwując je w kościele) i być czasem kształtowania ludzi samodzielnych, twórczych i odpowiedzialnych.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Franciszek w przesłaniu do redakcji jezuickiego pisma „La Civiltà Cattolica”.
Międzynarodowa organizacja humanitarna Oxfam ostrzega przed zagrożeniem klęską głodu.
W tej chwili największą przeszkodą jest dotarcie do ludności na dotkniętych obszarach.