„Myślę, że Pan Bóg ma poczucie humoru i chyba czasem się uśmiecha, słuchając rozmaitych modlitw czy praktyk religijnych i to zarówno ludzi najprostszych, jak i wyrafinowanych teologów” – mówi filozof i kosmolog.
Osobiście mam trochę inną perspektywę. Sądzę, że taka religijność folklorystyczna długo chyba nie przetrwa, że zostanie to rzeczywiście „oczyszczone”. Ten typ religijności w Europie już zanika, w Polsce jeszcze trwa, ale w dłuższej perspektywie też nie ma wielkich szans. Jak na to trzeba patrzeć? Religia nie może się obejść bez obrazów, bo człowiek nie może się wyprać z wyobrażeń. To się nie da - tak jest zbudowany nasz aparat poznawczy, że myśli i żyje obrazami. I różne obrazy są niezbędne. One powstawały w historycznym procesie. Tak została uformowana polska, ludowa religijność, i dobrze, że tak jest. Spełniło to swoje zadanie, chociaż wygląda na to, że w dalszych epokach to się zmieni. Ale przyjdą inne obrazy. Nie łudźmy się. One mogą być bardziej abstrakcyjne, może bardziej wzniosłe.
Ale równie odległe od istoty rzeczy? Bo Ksiądz często powtarza, że jest zapewne inaczej.
Tak, i zawsze sobie mówię, że obraz prostego górala, który na swój sposób modli się pod przydrożną kapliczką, w stosunku do nieskończoności Boga nie jest tak bardzo różny od obrazu wyrafinowanego teologa i uczonego, który ma jakieś inne, wysublimowane wyobrażenia. W stosunku do nieskończoności obydwaj są na równi.
Myślę, że Pan Bóg ma poczucie humoru i chyba czasem się uśmiecha, słuchając rozmaitych modlitw czy praktyk religijnych, i to zarówno ludzi najprostszych, jak i wyrafinowanych teologów.
Kiedyś zauważył Ksiądz z przekąsem, że w programach polskich seminariów duchownych walka z herezjami pierwszych wieków zajmuje więcej miejsca, aniżeli obserwacja współczesnego życia naukowego, co mogłoby twórczo przysposobić do konkretnej pracy duszpasterskiej tu i teraz. Czy widać jakieś postępy na tej drodze, zarówno jeśli chodzi o Polskę, jak i szerszy wymiar, bo problem nie dotyczy chyba tylko nas?
Obserwuję zarówno postępy, jak i ruchy wstecz. Postępy dostrzegam głównie - także w Polsce - obserwując tworzenie się drobnych, elitarnych wysepek, gdzie pewne jednostki czy grupy próbują to realizować.
Natomiast, gdy chodzi o ogólny obraz, dotyczący nie tylko Polski, to widzę tutaj bardzo wielki problem. Mianowicie w dzisiejszym świecie panuje znamienne rozwarstwienie. Z jednej strony są elity intelektualne i uczeni, dzięki którym nauka robi ogromne postępy, wiedza idzie naprzód, a przyspieszenie naukowe dokonuje się w sposób niewyobrażalny. Natomiast ogół społeczeństwa jest raczej - użyję tu mocnego słowa - ogłupiany przez media, mody, poprawność polityczną i rozmaite inne nowoczesne mechanizmy społeczne. Obserwuję więc z jednej strony wzrost racjonalności w świecie, ale z drugiej strony wzbierającą falę irracjonalności. Jeżeli popatrzymy na przykład na politykę, to demokracja jest najlepszym sposobem na rządzenie, jaki ludzie wymyślili, ale wobec wspomnianego rozwoju mediów i technik społecznych degeneruje się, bo można nią manipulować.
Skoro, jak się nam dziś mówi, ponad 60 proc. wiadomości w Internecie jest sfabrykowanych, nieprawdziwych, to światową opinią publiczną można sterować jak się chce. To o tyle ciekawe, że techniki manipulacji społecznej oparte są na racjonalnych, naukowych podstawach, ale wykorzystuje się je do ogłupiania ludzi. I w sumie ta irracjonalność zalewa świat, a dysproporcja między racjonalnością i irracjonalnością jest ogromna.
Co więcej, w niektórych przypadkach owa racjonalność i irracjonalność współistnieją w tym samym człowieku. Mam na myśli na przykład uczonych, którzy obok tego, że są uczonymi, także pozostają odbiorcami tych społecznych mechanizmów. Powstaje pytanie: który z tych procesów zwycięży? Czy świat pójdzie w stronę racjonalności czy irracjonalności?
Co podpowiada tu intuicja, wiedza, doświadczenie Księdza Profesora?
Intuicja podpowiada, że irracjonalność raczej wygra. Chyba, że nastąpi jakiś globalny kataklizm, wtedy sytuacja się cofnie i może zaczniemy od zera. Gdyby doszło na przykład do zniszczenia ludzkości przez bombę atomową czy szereg takich bomb, zostałaby garstka jakichś mutantów, którzy zaczną cały proces od nowa. Ale to jest oczywiście scenariusz najbardziej makabryczny. Oby nie nastąpił. Nie chcę w to wierzyć, ale jest możliwy.
W każdym razie irracjonalność światu zagraża. I dlatego widać już pewne oznaki swego rodzaju przymierza świata nauki ze światem religii czy teologii, a przynajmniej tych ich części, które są za racjonalnością. Nauka i religia mogą się zjednoczyć w obronie racjonalności.
To bardzo optymistyczna hipoteza, a na pewno pragnienie i marzenie bardzo wielu ludzi.
I nie jest to takie dalekie od rzeczywistości. Pewną próbkę takiego procesu obserwowałem po upadku Związku Radzieckiego. Miałem wówczas dość spore znajomości wśród rosyjskich uczonych i obserwowałem bardzo ciekawe zjawisko. Cały system Rosji sowieckiej był irracjonalny, jak wszystkie absolutyzmy. Naukę wykorzystywano do jak najgorszych celów (zresztą dzisiaj mamy tego kontynuację). Natomiast w Rosji postsowieckiej widać było dążenie uczonych rosyjskich do szukania wsparcia w religii, w cerkwi rosyjskiej. Oni widzieli, że racjonalność religijna może pójść w parze z racjonalnością naukową i przeciwdziałać wszechobecnemu nonsensowi. To się niestety skończyło, bo Rosja poszła w innym kierunku.
Apeluje Ksiądz Profesor o to, by było więcej takich księży, którzy będąc teologami wykazywaliby się znajomością rozwoju nauk empirycznych. Ale, o co właściwie toczy się gra? Czy głównie o to, że - jak Ksiądz wskazuje - myślenie religijne może być coraz powszechniej uznawane za kompletnie irracjonalną działalność człowieka? W tym miejscu trzeba by zapytać o wymowę niektórych homilii…
Czasami człowiek mądry idąc do kościoła gorszy się tym, co tam widzi i słyszy. I niekoniecznie musi to być odpust na dalekiej wsi, ale też niedzielna msza w Krakowie czy Warszawie. Także do mnie osobiście często dochodzą głosy ludzi, którzy się rozczarowali.
Z uwagi na swoją “naukowość” jest Ksiądz zapewne ulubionym adresatem “skarg i wniosków” dotyczących elementów irracjonalności w polskiej homiletyce?
Nie tylko, także w lekcjach religii. Natomiast ta areligijność, która grozi dzisiaj światu, a także Polsce, polega na tym, że większość ludzi po prostu traci zainteresowanie religią. Nie są ani przeciw ani za - ich to po prostu nie obchodzi. I to jest już najgorsze, co może być. A w Polsce procent takich ludzi bardzo wzrasta.
Czy rozwój sztucznej inteligencji i potencjał, jaki ze sobą niesie, napawa Księdza Profesora nadzieją i dumą czy raczej sceptycyzmem i obawą, że w ogólnym bilansie przeważy jednak jej złe wykorzystanie?
Najpierw zastrzeżenie: jesteśmy dopiero u progu tego zjawiska, więc trudno przewidywać, co będzie dalej. Zaskakujący jest jej bardzo szybki rozwój, bo przecież to się zaczęło nie tak dawno. Jeszcze dekadę temu mówili o tym co najwyżej specjaliści i opowiadały książki z gatunku science fiction. A teraz to się stało wszechobecne. Nie bardzo wiemy, ani w jaką stronę, ani też jak szybko to pójdzie.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Wzrasta poziom zagrożenia. Dziesięć krajów obawia się rozprzestrzeniania się wirusa.
Poświęcona trosce o człowieka w dobie sztucznej inteligencji.