Kierunek niebo!

Gdzie Maryja przebywała po wniebowstąpieniu Syna? Czy dotknęło ją żądło śmierci? Wniebowzięcie to pasjonująca opowieść o tym, że rzeczywistość grzechu ma realny wpływ nie tylko na naszą duszę, lecz także na ciało. I o tym, że ostatnie słowo zawsze należy do Boga.

Gdy konsekrowany na biskupa w dniu pierwszego objawienia w Fatimie papież Pius XII ogłosił dogmat: Maryja została w-niebo-wzięta, plac św. Piotra i ulice Wiecznego Miasta wypełniał ponadpółtoramilionowy tłum. W pierwszym dniu listopada 1950 roku, tuż po wezwaniu Ducha Świętego, papież Eugenio Pacelli uroczyście ogłosił: „Niepokalana Matka Boża zawsze dziewica Maryja, ukończywszy swoje ziemskie życie, została wzięta do chwały nieba z duszą i ciałem. Ciała sprawiedliwych po śmierci rozpadają się i w ostatni dopiero dzień połączy się każde ze swoją duszą uwielbioną. Ale spod tego rodzaju ogólnego prawa zechciał Bóg wyjąć Najświętszą Maryję Pannę”. Na te słowa cały szczelnie wypełniony plac zareagował gromkimi brawami.

Oficjalne potwierdzenie

Papież nie dokonał żadnej rewolucji: potwierdził jedynie ex cathedra to, w co wierzyły od początku Kościoła całe pokolenia chrześcijan Wschodu i Zachodu. I nie chodzi jedynie o naturalny szacunek, jakim darzyli Matkę Bożą, ale o logiczną konsekwencję biblijnych słów, że jeśli „żądłem śmierci jest grzech”, to Ta, która w Lourdes przedstawiła się Bernadetcie jako Niepokalane Poczęcie, nie mogła doznać w swym ciele jego wyniszczających skutków. „Niemożliwym było, aby Twoje ciało, to naczynie godne Boga, w proch się rozsypało po śmierci” – przekonywał już w VI wieku German, święty biskup Paryża.

Pius XII podkreślał wielokrotnie, że najmłodszy dogmat Kościoła katolickiego ogłosił w jedności ze wszystkimi biskupami świata („Uznaliśmy za stosowne wezwać bezpośrednio i urzędowo wszystkich Braci Biskupów, by każdy z nich wypowiedział wobec Nas wyraźnie swoje zdanie”). 1 maja 1946 roku otrzymali oni pytanie: „Czy sądzicie, Czcigodni Bracia odznaczający się mądrością i roztropnością, że wniebowzięcie cielesne Najświętszej Dziewicy może być ogłoszone za dogmat wiary i czy życzycie sobie tego?”. „Tak” – odpowiedziało aż 96 proc. z nich.

Co ciekawe, sam ogłoszony przed 71 laty dogmat nie mówi nic o chwili śmierci Maryi, kwestie te pozostawiając teologom. Jak zachowywało się Jej ciało?

Nie mamy rzecz jasna materiału zdjęciowego, ale możemy przyjrzeć się z bliska innym fotografiom. Na przykład pośmiertnemu zdjęciu Małej Tereski. Zdumione karmelitanki z Lisieux zauważyły, że wykrzywiona przez ogromne duszności, opuchnięta twarz 24-latki po śmierci rozjaśniła się i wypogodziła, a wszelkie oznaki chorób zniknęły.

Wiem, żyjemy w czasach, gdy słowo „ikona” i „uśpienie” mają zupełnie inne znaczenia, a pierwszą podpowiedzią przeglądarki, gdy wpiszemy do niej te słowa, będzie „hibernacja komputera”. Nie trzeba jednak oglądać na Netflixie czarnych skandynawskich kryminałów czy ukończyć kurs medycyny sądowej (tylko dla ludzi o mocnych nerwach), by dowiedzieć się, czym jest rozkład. Czy ciało Maryi, której nie dotknęły przecież skutki grzechu pierworodnego, mogło ulec temu procesowi? Mogło zostać „zepsute przez śmierć”?

Wyjątkowa Służąca

Jako ludzie pogrążeni w grzechach nigdy nie zrozumiemy tego, jaka Ona była. Najpiękniejsza z córek Izraela, podjęła najważniejszą decyzję w dziejach wszechświata, wyjątkowa… Musiała zdawać sobie z tego sprawę. Jej pokora (wyrażona w okrzyku: „Oto Ja, służąca”) zapiera dech w piersiach. Była niepokalana (dogmat Immaculata Conceptio Beatae Virginis Mariae ogłosił 8 grudnia 1854 roku Pius IX), urodzona bez grzechu, przeczysta. Skażeni grzechem pierworodnym nie potrafimy wyobrazić sobie nawet w części takiego stanu: życia w absolutnej czystości, bez najmniejszej chęci zemsty, ironii, potępienia, odwetu, oceniania, osądzania, wyniosłości…

Zerkam na internetowe portale, przez które przelewa się właśnie tsunami warczących komentarzy po śmierci potrąconej przez autobus kobiety. Fala hejtu na kierowcę, mieszanie z błotem zmarłej matki („Zamiast pilnować dzieci, bawi się na dyskotece”). Żadnej taryfy ulgowej. Mam wrażenie, że chodzi jedynie o to, by wyrzucić z siebie agresję, znokautować słowem, wylać wiadro pomyj i zakończyć wszystko kliknięciem przycisku „off”. Maryja patrzyła na ludzkie dramaty bez cienia osądzania, z absolutną czystością spojrzenia. Była bezgrzeszna i pewnie miała z niebem tak silną relację, że przeczuwała, iż ludzie nie wytrzymają dobroci Jezusa, eksplodują agresją i ostatecznie zabiją Go poza Miastem Pokoju. A On wykorzysta to, by… ich zbawić. Przechowywała wszystko w swoim sercu. Może dlatego, że problemami tego kalibru nie mogła podzielić się z nazaretańskimi sąsiadkami?

Żądło grzechu nie tylko nie niszczyło Jej ducha i duszy, lecz także musiało ominąć Jej ciało. Przecież „dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka, uczynił go obrazem swej własnej wieczności, a śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą” (Mdr 2, 23-24). Nie bez powodu Kościół wschodni nazywa Maryję w akatyście „zagrodą duchowych owieczek, obroną od wilków niewidzialnych, raną bolesną zadaną demonom, Tą, która piekło ogałaca, a demony strąca do przepaści”.

Co ciekawe, artyści (wśród nich Wit Stwosz pracujący od 1477 do 1489 roku w krakowskiej bazylice Mariackiej nad imponującym ołtarzem Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny, jednym z najwybitniejszych dzieł późnogotyckiej sztuki rzeźbiarskiej w Europie) nie czekali na oficjalny komunikat płynący ze Stolicy Apostolskiej, ale pokazywali Maryję, którą niewidzialna winda zabierała wprost w obłoki.

Sala na górze

Związane z nią opisy ewangeliczne kończą się na Wieczerniku. Tam Maryja trwała na modlitwie wraz z apostołami. Wedle tradycji po wniebowstąpieniu Syna miała zamieszkać w sali na górze u Jana, który pod krzyżem usłyszał: „Oto Matka twoja”. W tej samej sali, w której Jezus łamał wobec uczniów chleb i gdzie na apostołów spadły języki ognia.

Jerozolimski Wieczernik, zwany „matką wszystkich kościołów” (Hagia Sion, Mater Ecclesiarum), składa się z dwóch części. W dolnej zgodnie z tradycją mieści się grób króla Dawida, w górnej sala, do której rabbi Jeszua zaprosił uczniów na ostatnią wieczerzę. Te dwa piętra są niezwykle symboliczne: Nowy Testament wyrasta na Starym. „Syn Dawida” łamie chleb i zsyła ogień Ducha nad miejscem upamiętniającym pasterza, który kamieniem pokonał giganta. Jedna z tradycji głosi, że Maryję pochowano u stóp Góry Oliwnej w Dolinie Jozafata. Na tym miejscu stanął kościół. Druga tradycja, związana z listem ojców Soboru Efeskiego (431 rok), dotyczy grobu św. Jana Apostoła, umiłowanego ucznia, który „wziął Maryję do siebie”. Wedle niej miejscem zaśnięcia Maryi jest Efez. W swych szczegółowych jak GPS mistycznych opisach niemiecka stygmatyczka Anna Katarzyna Emmerich (1774–1824) wskazała na mały, kamienny domek, który miał być świadkiem ostatnich chwil Maryi.

Jak było naprawdę? Dogmat o wniebowzięciu wskazuje najważniejszy kierunek: prawdziwym domem Maryi było niebo. Wróciła do domu. Czy zmarła? A może podobnie jak biblijni Henoch czy Eliasz została porwana do królestwa jeszcze za życia? Sam dogmat nie rozstrzyga tego dylematu, pozostawiając przestrzeń interpretacji teologom.

Spóźnialski Tomasz

Na chrześcijańskim Wschodzie Uśpienie, czyli Święto Zaśnięcia Matki Bożej Maryi, było szczególnie pielęgnowane już od V wieku i okrzyknięte nawet „małą pasją”. W przeddzień tego najważniejszego maryjnego święta prawosławia, poprzedzonego piętnastodniowym postem, odprawiane jest całonocne czuwanie. To ostatnie w roku liturgicznym święto z dwunastu wielkich świąt prawosławia ustanowił cesarz Maurycjusz. Obchodzi się je w zależności od przyjętego przez wiernych kalendarza 15 lub 28 sierpnia. Zaszczytny tytuł zaśnięcia otrzymywały w historii największe sobory (m.in. moskiewski, we Włodzimierzu, w Smoleńsku oraz słynne ławry: Poczajowska czy Pieczerska). Wedle tradycji Kościołów wschodnich w ostatnich dniach Niepokalanej dwukrotnie ukazał się Gabriel, archanioł, którego poznała jako nastolatka w domku w Nazarecie. Miał poinformować Ją o nadchodzącej śmierci i wręczyć gałązkę drzewa daktylowego, którą miano nieść podczas pogrzebu. Jej ostatnią wolą było złożenie ciała przy rodzicach: Annie i Joachimie oraz ukochanym Józefie. Tuż przed odejściem z tego świata (którego Wschód nie nazywa śmiercią, lecz zaśnięciem) pokłon Matce ich Mistrza oddali apostołowie „W chwili śmierci łoże, na którym spoczywała Bogurodzica, otoczyła światłość oraz aniołowie i święci. Wtedy to pojawił się Chrystus, który zapytał Matkę Boską o jej duszę”.

Jak głosi wschodnia tradycja, z pożegnaniem spóźnił się Tomasz. Przyszedł trzy dni po pogrzebie. Apostołom zrobiło się go żal i odwalili grobowy kamień, by mógł dotknąć świętego ciała Maryi. Gdy otworzyli grób, nie znaleźli w nim ciała Niepokalanej, a wieczorem tego samego dnia Maryja miała ukazać się uczniom podczas posiłku ze słowami: „Radujcie się! Jestem z wami na zawsze”.

Czy to jedynie analogia do biblijnego opisu powstania z martwych Jezusa, który pokonał śmierć trzeciego dnia? Żyjący w V wieku Epifaniusz z Salaminy pisał, że „Maryja zniknęła z ziemi po śmierci bez naruszenia swojej cielesnej powłoki”.

Pamiętajmy, że podobne opowieści bazują przede wszystkim na Protoewangelii Jakuba (napisanej ok. 140 roku po narodzeniu Jezusa), tekstach „Słowo Jana Teologa na Zaśnięcie Bogarodzicy” i „Słowo Jana arcybiskupa z Tesalonik” czy homiliach Modesta, patriarchy Jerozolimy. Z kolei apokryfy powstałe „na marginesie” Ewangelii, pełne koloryzacji i przejaskrawień, nigdy nie weszły do oficjalnego kanonu ksiąg uznanych przez Kościół. Kościół zachodni w opisywaniu ostatnich chwil Miriam zachowuje ostrożność i nie rozstrzyga jednoznacznie, czy Matka Jezusa zmarła (i została wzięta do nieba dopiero po śmierci i rychłym wskrzeszeniu), czy przeszła do nieba, nie umierając. To, co świętujemy jako Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny, Kościoły Wschodu „rozbijają” na trzy rzeczywistości: zaśnięcie Maryi, jej zmartwychwstanie i wniebowzięcie.

Nas to też czeka!

„Wierzymy, że Maryja, podobnie jak Chrystus, jej Syn, przezwyciężyła już śmierć i króluje w chwale niebieskiej w pełni swojej istoty, »z duszą i ciałem«” – wyjaśnia sedno tego święta Benedykt XVI. „W całej peł​​ni dostępuje udziału w zmartwychwstaniu swego Syna już po zakończeniu życia ziemskiego; doświadcza tego, czego my oczekujemy na końcu czasów, kiedy zostanie pokonany »ostatni wróg«, czyli śmierć. Doświadcza już tego, co wyznajemy w Credo: »Wierzę w ciała zmartwychwstanie i życie wieczne«” – dodaje papież.

Piękne! Czysta metafizyka godności i życia. Te słowa są dla nas prawdziwym drogowskazem. Naszą ojczyzną jest niebo, a przyszłością – wieczność. Konstytucja apostolska Munificentissimus Deus wyraża nadzieję, że „wiara w cielesne wniebowzięcie Maryi umocni i uaktywni naszą wiarę w nasze własne zmartwychwstanie”.

„Należało, aby Ta, która przy zrodzeniu zachowała nienaruszone dziewictwo, zachowała też po śmierci swe ciało bez wszelkiego skażenia. Należało, aby Ta, która Stwórcę nosiła w swym łonie jako dziecię, przebywała w Bożym domu. Należało, aby Oblubienica, którą zaślubił Ojciec Niebieski, zamieszkiwała w oblubieńczym przybytku niebieskim. Należało, aby Ta, która wpatrywała się w swego Syna na krzyżu i doznawała w sercu miecza boleści, którego uniknęła przy porodzeniu, wpatrywała się w Niego siedzącego po prawicy Ojca” – wołał zachwycony św. Jan Damasceński.

Ustanowienie w 1950 roku dogmatu było publicznym ogłoszeniem triumfu życia (pamiętajmy, że nie ostygły jeszcze kominy krematoriów obozów koncentracyjnych) i przypomnieniem prawdy, którą wygłaszamy w Credo, a o której Zbigniew Herbert pisał „zmartwychwstaniemy ciałem”. Rozkład nie jest ostatnim słowem – ono zawsze należy do Boga.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8