Misję mam w sercu

– Jeśli ktoś liczy na spektakularne efekty, to się rozczaruje. Najpierw trzeba poznać ludzi, przebywać z nimi, wypić jedną czy drugą herbatę. Projekty pomocy rozwojowej nie zakładają efektów widocznych od razu – mówi Karolina Wilczyńska.

Jest lekarzem. Pracuje na oddziale chorób wewnętrznych i w hospicjum, a pod koniec 2018 r. na zaproszenie s. Weroniki Popowskiej dwa miesiące spędziła w ośrodku zdrowia w Rushaki na północy górzystej Rwandy. – O wyjeździe do krajów misyjnych myślałam już w liceum, ale zajęłam się wieloma innymi rzeczami i tamte przebłyski potraktowałam jako młodzieńczy kaprys. Tymczasem one wracały, a dwa lata temu na poważnie zaczęłam szukać informacji o wyjazdach medyków do najuboższych krajów świata, a także kontaktu z osobami, które na takim wolontariacie już były – opowiada. Tak trafiła na Fundację Pomocy Humanitarnej „Redemptoris Missio” z Poznania, która akurat brała udział w projekcie „Polska pomoc”, realizowanym przez Ministerstwo Zdrowia.

Kierunek – Rwanda

Tu marzenia zderzyły się z mozolnymi krokami formalnymi, które trzeba było podjąć. Od dokumentacji, przez intensywny kurs internetowy na temat pomocy rozwojowej i Rwandy – historii kraju, sytuacji politycznej czy społecznej, po takie ułożenie spraw zawodowych w Opolu, by możliwy był dwumiesięczny wyjazd.

– Nieraz się denerwowałam, czy wszystko uda mi się dopiąć. Wielokrotnie zadawałam sobie pytanie, czy to ma sens, żebym wyjeżdżała. Na szczęście miałam ogromne wsparcie ze strony współpracowników i przyjaciół. Leciałam do Afryki z dużym poczuciem bezpieczeństwa, że mam wsparcie w Polsce. Uzmysłowiłam sobie, jak wielu dobrych ludzi jest wokół mnie, jak wielu osobom na mnie zależy – podkreśla. – Jednym z kroków, jakie musiałam zrealizować, było stworzenie planu, co będę robić w Afryce. To było trudne zadanie, bo miałam mgliste pojęcie o realiach życia w Rwandzie. Pisałam bardzo ogólnie o uczeniu dzieci podstaw higieny, mówieniu o przeciwdziałaniu wadom postawy czy profilaktyce chorób zakaźnych. Na miejscu plan uległ zmianie. Wtedy już wiedziałam, co jest wykonalne, a co nie – chociażby z powodu braku narzędzi – wyjaśnia lekarka.

Kigali, stolica Rwandy, może spokojnie równać się z miastami europejskimi. Jednak im bardziej w głąb kraju, tym warunki życia są trudniejsze. – Rwandyjczycy najczęściej chodzą pieszo po wiele kilometrów. Mieszkają w chatkach o różnym standardzie, jedne mają podłogi, inne nie, jedne mają okna, inne nie. Jedzą ryż, fasolę i banany, ale nie te, które znamy z polskich sklepów. Hodują zwierzęta – opowiada. Postrzega ich jako ludzi życzliwych, przyjaźnie nastawionych, prostolinijnych i niezwykle ekspresyjnych, co objawiało się między innymi radosnym i rozśpiewanym świętowaniem.

Na początek wspólna herbata

– Często pomoc rozwojowa mylona jest z pomocą humanitarną czy szeroko pojętą filantropią. Projekt pomocy rozwojowej nie zakłada efektów widocznych od razu. Chodzi o zaszczepienie idei, krzewienie dobrych nawyków, stopniowe edukowanie, co krok po kroku odmieni codzienny świat ludzi żyjących w określonym kraju – tłumaczy Karolina Wilczyńska. Ze względu na swoją specjalizację pracowała w gabinecie w ośrodku zdrowia. – Można powiedzieć, że to gabinet lekarza rodzinnego. Przyglądałam się pracy miejscowego personelu medycznego, udzielałam konsultacji, kiedy jej potrzebowali, pokazywałam, jak prawidłowo wykonywać badania lekarskie, wyjaśniałam, jakie choroby i nieprawidłowości można wykryć zwyczajnym badaniem fizykalnym – opowiada. I dodaje: – Są schorzenia, na których oni zdecydowanie lepiej się znają niż ja, np. choroby pasożytnicze, które występują tam powszechnie.

Wolontariuszka przyznaje, że nie jechała z przeświadczeniem: „Ja was wszystkiego nauczę”, „ja wiem lepiej”. W efekcie zaprzyjaźniła się z pielęgniarkami Annualite i Joshephine i sama wiele od nich się nauczyła. – W Polsce nie mam styczności z porodami, a tam do ośrodka wiele kobiet przychodziło urodzić dziecko. Pielęgniarki nie mają specjalistycznych narzędzi, środków znieczulających, nie mają USG czy możliwości cesarskiego cięcia, ale świetnie sobie radzą – podaje przykład.

Podkreśla też, że jadąc z pomocą rozwojową, nie jedzie się po to, by realizować własne ambicje. – Jeśli ktoś liczy na spektakularne efekty, to się rozczaruje. Najpierw trzeba poznać ludzi, przebywać z nimi, wypić jedną czy drugą herbatę. A nawet jeśli ma się poczucie, że nie robi się niczego wielkiego, to jest to tylko złudzenie. Myślę, że nie potrafimy wyobrazić sobie efektów, które pojawią się po czasie. Naprawdę warto podejmować tę prostą, mozolną pracę – zapewnia.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie... Pobieranie...

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    30 1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10