Droga, która uczy odwagi

Agnieszka Zientarska z różańcem w ręku znalazła się wśród buddyjskich pielgrzymów. Jest pierwszą osobą z Polski, która przeszła 1600 kilometrów dookoła wyspy Shikoku w Japonii.

Nigdy nie wiedziałam, dokąd dojdę danego dnia, gdzie się zatrzymam. Trudy rekompensowały mi piękne widoki i to, że mogłam zakosztować pełnej wolności. Miałam świadomość, że niczego nie muszę, że tylko idę – opowiada Agnieszka Zientarska. Opolanka wielokrotnie wracała na szlaki wiodące do Santiago de Compostela. Samotnie przeszła też norweską Drogę św. Olafa prowadzącą z Oslo do Trond- heim. Natomiast ostatnio jej chęć pieszego pielgrzymowania zaprowadziła ją aż do Japonii. To dlatego, że usłyszała o starym buddyjskim szlaku na wyspie Shikoku i zdecydowała, że nim podąży. Wspomnieniami z wędrówki, która trwała 40 dni, podzieliła się z uczestnikami V Opolskiego Festiwalu Podróżniczego.

Doświadczenie cykliczności

– Ta droga wiedzie dookoła wyspy, przede wszystkim wzdłuż oceanu, i liczy 1600 kilometrów. Na trasie znajduje się 88 świątyń buddyjskich, położonych głównie na wzniesieniach. Od IX wieku za sprawą mnicha Kobo Daishi, który sprowadził do Japonii buddyzm ezoteryczny, mnisi buddyjscy wędrowali tym szlakiem, by praktykować ascezę, ćwiczyć się w świadomości – opowiada Agnieszka. Ale to nie buddyzm ją pociągnął, lecz możliwość samotnego wędrowania z plecakiem i wtopienia się w Japonię. – Odkąd pierwszy raz wyruszyłam na Camino, moja wędrówka ciągle trwa – podkreśla.

Przyznaje, że droga na wyspie Shikoku różni się od średniowiecznych szlaków pielgrzymkowych w Europie. – Na naszym kontynencie dawne pielgrzymki rozpoczynano u progu własnego domu. Prowadziły one do grobu św. Jakuba, grobu św. Piotra, grobu św. Olafa, do Ziemi Świętej… Japoński szlak jest kolisty, więc nie ma konkretnego miejsca, z którego się wychodzi ani do którego się zmierza. Ważne jest, żeby przejść całe koło, żeby iść i doświadczać cykliczności, bo koło oznacza zmianę – porównuje podróżniczka. Podkreśla też, że w obu kulturach celem drogi było odkrywanie siebie i najważniejszych wartości.

Poszukiwania mapy

Wyruszając do Japonii, Agnieszka Zientarska nie miała konkretnych informacji o szlaku. Nie miała też żadnej mapy. Nie wiedziała nawet, od którego miejsca ma zacząć swoją wędrówkę. – W pielgrzymowaniu nieodmiennie pojawiają się przeszkody. Tym razem przeszkodą była niepewność: nie znam japońskiego, nie wiem, jak będzie na miejscu… – przyznaje.

Pierwsze dni spędziła w Tokio. Już tam zrozumiała, że Japończycy są bardzo powściągliwi i nieśmiali, a do przełamania dystansu nie dochodzi zbyt szybko. – Spotkania są bardzo sformalizowane, wszystko musi być uporządkowane i nazwane. Już w samolocie każdy przy powitaniu wręczał mi swoją wizytówkę. Nie mogłam się odwdzięczyć tym samym, co wywoływało duże zdziwienie. Zastanawiali się, czy ktoś, kto nie ma swojej wizytówki, w ogóle istnieje – opowiada. I dodaje: – Z Japończykami rozmawia się bardzo powoli, metaforami. Dlatego potrzeba zatrzymania i wiele uważności, bo oni nie mówią o sobie i o swoich potrzebach wprost. Co więcej, w zgodzie z etykietą nie mogą nigdy odmówić, muszą znaleźć taki sposób wypowiedzi, żeby ich rozmówca z kontekstu mógł wywnioskować, że nie chcą spełnić jego prośby. Po prostu trzeba się bardzo mocno wsłuchiwać w intencje drugiej osoby.

Mimo kilku dni wędrowania od księgarni do księgarni Agnieszce nie udało się w Tokio kupić żadnej mapy czy przewodnika po szlaku na wyspie Shikoku. Ale dzięki Katrin, kobiecie poznanej w ramach couchsurfingu, dowiedziała się o mieszkającej w Japonii amerykańskiej dziennikarce, która przeszła pielgrzymi szlak. To Amy Chavez. Dziennikarka zaprosiła opolankę na kilka dni do siebie, na maleńką wyspę liczącą zaledwie 300 mieszkańców. 
– Dostałam od Amy nie tylko mapy, ale też kontakty do ludzi, których mogę spotkać w drodze. Rozpoczęcie pielgrzymki było coraz bliżej. Niestety, na wyspie Shikoku tamtego lata temperatura dochodziła do 45–50 stopni Celsjusza. Z powodu upałów zmarło tam 300 osób, wiele było też hospitalizowanych. Wcześniej przeszedł też tajfun, który doprowadził do powodzi na północy wyspy i opóźnił rozpoczęcie mojej wędrówki – opowiada Agnieszka Zientarska.

Pod stopami wilgoć ziemi

Okazuje się, że każdy Japończyk powinien raz w życiu przejść szlak na wyspie Shikoku. – Poznałam dziewczynę z Tokio, która nie mogła chodzić, ale przez 10 dni w intencji swojej chorej mamy pielgrzymowała od świątyni do świątyni, jeżdżąc autobusem. Dowiedziałam się, że wielu Japończyków dzieli sobie drogę na raty. Znana jest też praktyka, że jeśli ktoś sam nie może wyruszyć na szlak, to znajduje kogoś, kto – odpowiednio opłacony – pójdzie za niego – opowiada.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13 14 15 16 17 18 19
    20 21 22 23 24 25 26
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9