W sprawowaniu liturgii nie chodzi tylko o wierność tekstom i rubrykom.
Musicie dbać o czytelność znaków – usłyszałem jeszcze w poprzednim tysiącleciu od pewnego księdza na spotkaniu katechetów. Przyznam, że zirytował mnie tym: jak my, świeccy, tylko katecheci, mamy dbać o czytelność liturgicznych znaków? Czy to nie księża powinni się o to w pierwszym rzędzie troszczyć? Po co apelować o to do katechetów (w większość katechetek)? Irytacja przeszła, gdy poznałem tego księdza bliżej. Bożego człowieka. Od wielu lat już zresztą świętej pamięci. Ten jego apel jest chyba jednak ciągle aktualny. Choć, zdania nie zmieniłem, powinien być przede wszystkim skierowany do kapłanów: dbajcie o czytelność znaków.
Wspominam to, bo temat znaków w liturgii poruszył dziś w katechezie wygłoszonej podczas audiencji generalnej papież Leon. Ukazując sens celebrowania wedle ustalonych reguł mówił:
Obrzęd włącza nas w ściśle określoną sekwencję gestów i modlitw, co niekiedy może być sprzeczne z naszą indywidualną skłonnością do spontaniczności. Jego logika nie polega jednak na krępowaniu wolności za pomocą schematów. Wręcz przeciwnie – poprzez uroczystą prostotę swoich rytmów obrzęd przerywa gorączkową aktywność i przywraca nas temu, co najistotniejsze. Odkrywamy w ten sposób inny wymiar działania – niepodporządkowany rachunkowi wydajności – oraz inne doświadczenie czasu i przestrzeni. W obrzędzie doświadczamy logiki darmowości, znajdujemy chwilę wytchnienia, która odnawia serce, uznajemy, że uprzedza nas łaska Boża, uczymy się żyć w rytmie przenikniętym obecnością Ducha Świętego.
Ciekawe, prawda? Nie chodzi tylko o to, co zazwyczaj kojarzymy z liturgią: dające łaskę sakramenty. To sama liturgia, samo jej sparowania, kolejne je części, obrzędy, towarzyszące temu znaki, dają nam szansę „przerwania gorączkowej aktywności” i „przywrócenia nas temu, co najistotniejsze”. Dlatego tak ważne jest, by znaki towarzyszące jej sprawowaniu były czytelne. I nie chodzi tylko o ich rozumienie: chodzi o taki sposób sprawowania liturgii, by dać szansę na przeżycie....
O czym myślę? Ot, przykład najbardziej chyba już znany, często przytaczany: by podczas Liturgii Wigilii Paschalnej, gdy w śpiewie Exultetu słyszmy o świecy rozjaśniającej mroki ciemności, tych ciemności nie trzeba było sobie wyobrażać; by wierni mogli to przesłanie odnieść do tego, czego chwilę wcześniej doświadczyli, na własne czy widzieli. O czytelność każdego ze znaków w liturgii trzeba jednak zadbać, nie tylko tych pojawiających się raz w roku. Nawet o coś tak prozaicznego, jak to, jaki sens ma, że stoimy, ajaki że siedzimy czy klęczymy. O każdy znak....
Zwróciłbym w tym kontekście uwagę na sprawowanie sakramentu chrztu. Tak, wiem, że jego sprawowanie podczas Eucharystii ma swoje teologiczne i praktyczne uzasadnienie. Tyle że wplecione w obrzędy Eucharystii znaki związane z udzielaniem tego sakramentu nikną. Zwłaszcza gdy chrzest udzielany jest większej licznie dzieci, a wszystko odbywa się „hurtowo”.... Może warto jednak nie łączyć wszystkiego z Eucharystią? Nie wiem...
Bo zrozumieć znak, przeżyć go, doświadczyć jego wymowy, to dwie różne rzeczy. W pierwszym pomóc może lektura. Ot, także ostatnio przypominanego na naszym portalu o cyklu o znakach liturgicznych. W drugim... Wiadomo.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
A znaki i symbole prowadzą do autentycznego spotkania z Bogiem.
Nuncjusz apostolski poprowadzi procesję w Poznaniu, a arcybiskup Belgradu w Gdańsku.