Abp Nossol o testamencie Benedykta XVI

O powodzie rezygnacji, testamencie i pewnym błędzie Benedykta XVI w jego 86. urodziny mówi osobisty przyjaciel papieża emeryta abp Alfons Nossol. Opowiada on także anegdoty o podopolskiej katedrze Ratzingera, językowych qui pro quo oraz o przygodach na dawnej granicy enerdowskiej.

Wyjeżdżając do Monachium?

- Nie. Wówczas ks. Joseph Ratzinger był profesorem teologii w Tybindze i wykładał na jednym wydziale z ks. Hansem Küngiem. Byli to bliscy przyjaciele. Napisałem do ks. prof. Ratzingera krótki liścik z pytaniami, dotyczącymi wybranego przeze mnie tematu. O dziwo, zamiast Ratzingera odpisał mi Küng. Wyjaśnił, że Ratzinger wyjechał na pół roku z wykładami do USA, ale też poparł pomysł pisania o Karlu Barcie. A kiedy Ratzinger wrócił, to równie gorąco poparł ten temat. Polecił mi literaturę.

W pracy habilitacyjnej, w której omawiałem wpływ Bartha na rozwój chrystologii katolickiej, doszedłem do wniosku, że miał on też pewien wpływ na myśl Ratzingera. Sam Ratzinger - kiedy po latach będąc w Polsce się o tym dowiedział - widział w tym przesadę. Jednak przyznawał, że barthowskie ujęcie wiele mu dało, ale w sferze inspiracji ekumenicznej. Powtarzał za nim tezę, że jako chrześcijanie różnych wyznań „wierzymy inaczej, ale nie wierzymy w Innego. Ten nie-Inny nas łączy i stąd możemy eksponować tę jedność mimo naszej inności”.

Jakie rozmowy Księdza Arcybiskupa z kard. Ratzingerem były najważniejsze i dlaczego?

- Rozmowy na temat chrystologii, to one mi najwięcej dały. Pamiętam, że kiedy w 1979 r. mogłem wziąć udział ogólnoeuropejskim Spotkaniu Teologów Systematycznych w Monachium. Organizował je właśnie Joseph Ratzinger, już jako arcybiskup Monachium-Fryzyngi. Pamiętam, że tematem sympozjum był Duch Święty w teologii, a ja miałem referat nt. „Duch Święty jako obecność Jezusa Chrystusa dzisiaj”. Ratzinger uważnie mnie słuchał, zabrał głos w dyskusji, a następnie bardzo długo rozmawialiśmy.

Jaki Benedykt XVI jest prywatnie, jak się z nim obcuje?

- Jest człowiekiem bardzo delikatnym, nigdy się nie narzuca. Potrafi uważnie słuchać i nie przerywa. Choć wewnętrznie jest bardzo emocjonalny, na zewnątrz tego nie okazuje. W rozmowie zawsze dąży do istoty sprawy. Pomaga rozmówcy w precyzowaniu pojęć. A jeśli watek rozmowy się wyczerpał, to znajdował nowy. Potrafił też dostosować się do poziomu rozmówcy. Zawsze wspaniale się z nim rozmawiało.

Ksiądz Arcybiskup jest wybitnym ekumenistą. Jakie inspiracje znajdował Ksiądz w tej dziedzinie u Benedykta XVI?

- Benedykt XVI zawsze pragnął służyć tylko Chrystusowi i wspólnocie ludu Bożego, czyli Kościołowi. W tym kontekście należy postrzegać jego naukę o ekumenii. Już na początku swej papieskiej posługi mówił, że pragnie „widzialnych kroków” ku jedności. Takim widzialnym krokiem - w przygotowaniu którego uczestniczył jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary - było podpisanie w Augsburgu w 1999 r. wspólnej deklaracji o nauce o usprawiedliwieniu pomiędzy Kościołami luterańskimi a rzymskokatolickim. Jan Paweł II nazwał to wydarzenie wielkim krokiem ku jedności, a przygotowane ono zostało przy ogromnym udziale kard. Ratzingera.

Ratzinger ekumenię przedstawiał zawsze jako owoc nawrócenia do Chrystusa, co dopiero umożliwia wzajemne zbliżanie się różnych Kościołów. Tłumaczył, że w pierwszym rzędzie musimy się nawrócić i to jest punkt wyjścia dla ekumenizmu. Mówił, że jeśli w ramach naszych wyznań będziemy się coraz bardziej zwracać ku Ukrzyżowanemu i bardziej obejmować Jego nogi, to nie spostrzeżemy, kiedy zaczniemy wzajemnie się obejmować. A kiedy to nastąpi, wie tylko Duch Święty. Ekumenia jest darem Ducha Bożego, o własnych siłach jej nie „spreparujemy”. Dlatego należy raczej mówić o wspólnym zbliżaniu się do Chrystusa, przez Ducha, dzięki któremu miłość Boża jest rozlana w naszych sercach. A kiedy ta miłość się zrealizuje, osiągniemy pojednaną różnorodność. A jaki będzie mieć kształt, nie wiemy. Będzie darem Bożego Ducha.

Benedykta XVI cechował szczególny szacunek dla prawosławia. Zanim został papieżem, to przez wiele lat był członkiem komisji ds. dialogu między Kościołami katolickim i prawosławnym. Także ja jestem do dziś członkiem tego gremium. Ratzinger rzadko zabierał głos, ale gdy to robił, miało to wielką głębię. Prawosławni byli nim zafascynowani, jego precyzją myśli i znakomitą francuszczyzną, gdyż obrady komisji toczyły się ze strony katolickiej w tym języku.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
31 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10