Bóg wszelkiej pociechy

Chrześcijaństwo nie obiecuje łatwego pocieszenia. Wskazuje na krzyż i zmartwychwstanie Jezusa jako źródło nadziei. Strapionym mówi: „nie jesteś sam, Bóg jest towarzyszem twojej samotności. On się o ciebie zatroszczy”.

Strapionych nie brakuje. Każdy z nas bywa przytłoczony ciężarem życia, gubi radość, pogrąża się w smutku i w czarnych myślach. Szukamy wtedy kogoś, kto podniesie nas na duchu, potrzebujemy jak tlenu współczującej obecności i nadziei. Czasem, jak na biblijnego Hioba, spadają na ludzi całe serie nieszczęść, dramaty nie do udźwignięcia. Odruchowo odsuwamy się od ludzi pogrążonych w żałobie po stracie bliskich lub od tych, którzy dowiedzieli się o nowotworze. No bo co powiedzieć? Opowiadać, że będzie lepiej, skoro nie będzie? Nie bardzo wiemy, czym ma być pocieszenie w sytuacjach skrajnie trudnych. Kiedy zdarzają się wielkie katastrofy, w medialnych relacjach obowiązkowo pojawia się wiadomość, że na miejscu są psychologowie, którzy niosą pomoc. Może to jakiś znak czasu: nie potrafimy już sami wspierać się wzajemnie w nieszczęściu, musimy prosić o pomoc specjalistów. A może, idąc głębiej, jest tak dlatego, że brakuje nam ostatecznego fundamentu pociechy – Boga?

Co mówi Bóg?

Chrześcijaństwo jest religią pocieszenia. Benedykt XVI w encyklice o nadziei analizuje samo słowo „pocieszenie”, które po łacinie brzmi consolatio. Słowo con-solatio wyraża ideę „bycia razem” w samotności, która przestaje już być samotnością. Tego się ostatecznie spodziewamy po Bogu: że dzięki Niemu nigdy nie będziemy tragicznie samotni. On jest Pocieszycielem, który nie zawiedzie. Słowo Boże przekazuje tę prawdę w wielu miejscach na różne sposoby.

„Ja i tylko Ja jestem twym pocieszycielem” – mówi Bóg w Księdze Izajasza (51,12). W Starym Testamencie przewija się motyw Jerozolimy oczekującej pocieszenia. Święte Miasto, opuszczone przez sprzymierzeńców, zniszczone przez najeźdźców, skazane na wygnanie mieszkańców, wydaje się zapomniane nawet przez Boga. W rzeczywistości Bóg opuścił je tylko na „krótką chwilę”, po to, by zrozumiało, że On jest jedynym Pocieszycielem. „Mówił Syjon: Pan mnie opuścił, Pan o mnie zapomniał. Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie. Oto wyryłem cię na obu dłoniach, twe mury są ustawicznie przede Mną” (Iz 49,14-16).
W czasie niewoli babilońskiej Izraelici wyczekują ostatecznej pociechy, która wiąże się z nadejściem Mesjasza, nazwanego w tradycji żydowskiej „Pocieszeniem Izraela”.

Jezus realizuje mesjańskie zapowiedzi. Głosi Dobrą Nowinę doświadczającym smutku czy ucisku. Wzywa: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11,28). Jezusowe dzieło ma kontynuować w Kościele Duch Święty, który jest nazwany przez Pana innym (pierwszym był Jezus) Pocieszycielem. „Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze” (J 14,16). Greckie słowo „Paraklet” oznacza dosłownie obrońcę, kogoś, kto odpowiada na wezwanie o pomoc i staje obok.

Święty Paweł konkretyzuje. Pokazuje, że Duch Święty działa we wspólnocie wierzących, posługuje się ludźmi w niesieniu pociechy innym. Apostoł nazywa Boga „Bogiem wszelkiej pociechy”. To „Ten, który nas pociesza w każdym naszym utrapieniu, byśmy sami mogli pocieszać tych, co są w jakiejkolwiek udręce, pociechą, której doznajemy od Boga. Jak bowiem obfitują w nas cierpienia Chrystusa, tak też wielkiej doznajemy przez Chrystusa pociechy” (2 Kor 1,3-5). To już jest prawdziwa teologia pocieszania. Paweł pokazuje, że Boża pociecha nie dokonuje się przez odrzucenie „utrapienia”, ale paradoksalnie przychodzi w samym środku cierpienia, jeśli tylko zjednoczymy się z cierpieniami Chrystusa. Tajemnica Ukrzyżowanego mówi nam, że Bóg współcierpi z nami, schodzi aż na dno ludzkich ciemności, dotyka rozpaczy. Krzyż jest drogą do zmartwychwstania. To jest absolutny fundament chrześcijańskiego pocieszania. Ewangelia mówi strapionym: przyjmij nieuniknione cierpienie, idź za Ukrzyżowanym przez dolinę śmierci, dojdziesz do zmartwychwstania.

Co mówi świat?

Współczesna kultura w wielu swoich przejawach głosi nihilizm. Profesor Maria Janion, guru warszawskiej inteligencji, mówi w wywiadzie: „Odrzucam religię jako pocieszenie. (…) Nie pozostaje nam nic więcej, jak trwanie w naszej tragicznej kondycji. Tylko to i nic więcej. Stawiam sobie wymóg trzeźwości, życia bez złudzenia, bez iluzji”. Przyjmując takie założenie, nie można dać nikomu nadziei, pozostaje tylko rozpacz, którą trzeba mężnie znosić. Wiele dzieł współczesnej kultury opiewa rozpacz jako jedyne godne człowieka rozwiązanie tajemnicy cierpienia, przemijania i śmierci. Kasandryczne jęki zamiast pociechy. Porzućcie wszelką nadzieję. Dante miał pewne sugestie co do tego obwieszczenia. Dziś jakby awan­sowało ono piętro wyżej.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9