Skandalista na ołtarze

„Nie mógłbym dłużej żyć, gdybym nie słyszał i nie czuł, jak do mnie mówi” – powtarzał o Jezusie ks. Luigi Giussani. Założyciel Comunione e Liberazione, prężnego ruchu świeckich i duchownych, jest kandydatem na ołtarze.

Czytając wniosek o wszczęcie procesu beatyfikacyjnego ks. Giussaniego, w 7. rocznicę jego śmierci, metropolita Mediolanu kard. Angelo Scola nie krył wzruszenia. – Idąc dziś wieczorem do Duomo, przed oczami miałem uśmiech Luigiego. Nie można było pozostać obojętnym, człowiek prostował się od razu, widząc go i słysząc. Dla tysięcy Włochów, dla mnie, był jak ojciec – mówi Alfredo Tradigo, z redakcji tygodnika katolickiego „Famiglia Cristiana”. – Jako student chodziłem do kościoła, modliłem się. Jak zobaczyłem ks. Giussaniego, usłyszałem głos, czułem, że mnie to porywa – dodaje.

Don Gius, jak nazywano ks. Giussaniego, był trochę jak ks. Wojtyła – studentów zabierał na łódki, w góry, na morze. W latach 60. organizował wyjazdy koedukacyjne – co wtedy we włoskim Kościele było pomysłem śmiałym. Do pokolenia ’68 mówił bez ogródek o odpowiedzialności w seksie. Alfredo Tradigo: – Wymagał, dlatego go słuchaliśmy. W klimacie kulturowym lat 70. otwierała się debata o rozwodach i aborcji. Słowa Giusa, stanowcze, ale wypowiadane z miłością, dawały nam poczucie bezpieczeństwa. Czuliśmy, że można mu zaufać.

Prześladowani

Luigi Giussani urodził się w Desio pod Mediolanem w 1922 r. Do seminarium niższego wstąpił jako 11-letni chłopak (prawdopodobnie pod wpływem wiary mamy), potem było liceum klasyczne, gdzie wśród nauczycieli spotyka Giovanniego Colombo, przyszłego arcybiskupa Mediolanu. On zaraża Luigiego pasją do literatury, siłą przekazu wiary opartej na rozumie. Święcenia kapłańskie Luigi przyjmuje w 1945 r. z rąk bł. Ildefonsa Schustera, potem studiuje teologię orientalną i protestancką. Rezygnuje z kariery uniwersyteckiej, by uczyć w liceum. Angażuje się w Akcję Katolicką, nie myśli o stworzeniu ruchu. Widzi jednak – jak potem napisze do Jana Pawła II – „wśród młodych silne pragnienie powrotu do podstaw chrześcijaństwa, do źródeł, do życia wiarą na każdej płaszczyźnie”.

Być może dlatego, kiedy don Gius założył pierwsze komórki Comunione e Liberazione, staliśmy się najbardziej znienawidzonym ruchem we Włoszech – tłumaczy Tradigo.

Cellini, członkowie ruchu Komunia i Wyzwolenie, byli prześladowani na wyższych uczelniach, wyrzucano ich nawet z seminariów duchownych. Tak zwani postsoborowi biskupi progresiści uważali nas za „integrystów” – twierdzi Antonio Socci.

Tradigo: – Nie byliśmy przeciw Soborowi Watykańskiemu II, nie byliśmy też tradycjonalistami. Don Gius uczył nas, że wiara musi być częścią całego naszego życia, że Kościół jest życiem, uczył miłości i posłuszeństwa do Kościoła.

CL było jak płachta na byka wobec komunistów. Don Giussani wysłał swoich ludzi do Sieny, jednego z najbardziej czerwonych miast we Włoszech, by byli zaczynem. Socci: – Od czasów św. Katarzyny

nie widziano tu niczego podobnego. W wyborach do samorządu studenckiego katolicy zebrali ponad 50 proc. głosów, stawiając na równe nogi lokalny aparat służb czerwonych PCI (Partito Comunista Italiano).

Warto wspomnieć, że założony przez cellinów tygodnik „Il Sabato” wspierał później polską „Solidarność”. Był jedynym pismem, na którego łamach ukazało się zdjęcie zmaltretowanego ciała ks. Jerzego Popiełuszki, a potem pierwszy w Europie wywiad z Lechem Wałęsą.

Ale to nie polityka zapalała nasze serca, a świadectwo cellinów, ich przyjaźń z Jezusem, którą zarażali otoczenie – twierdzi Socci. Watykanista, pisarz, od ponad 20 lat w ruchu Komunia i Wyzwolenie, w dniu pogrzebu don Giussaniego na łamach „Il Giornale” napisze: „Ksiądz Giussani rozpalił nasze serca, rozświetlił nasze ciemne drogi młodości spopielonej ideologią i zżartej przez piachy Nicości. Wprowadził do naszego życia piękno Jezusa Chrystusa”. Giussani często wskazywał swoje ulubione płótno Caravaggia „Powołanie św. Mateusza”. Socci: – Tłumaczył nam, że tak jak snop światła na tym obrazie przebija ciemność, tak Jezus wkracza w życie Mateusza i wzywa go po imieniu, ten zaś zdziwiony pyta gestem dłoni: „Ja? Wołasz właśnie mnie?”. Mateusz, który prowadził nędzne i ponure życie, zdawał sobie sprawę, że nie zasługuje na uwagę Jezusa. Don Gius uświadamiał nam, że Jezus powołuje nas bez względu na nasze słabości, że jesteśmy cenni w Jego oczach.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9