Między wiarą a pewnością

Skąd wiadomo, że Bóg istnieje? Skąd pewność, że to właśnie chrześcijaństwo przynosi najpełniejsze o Nim objawienie, a nie inne religie? Nie trzeba się takich pytań bać.

Z cyklu (in spe) „Nieoczywistości”

Strasznie irytujące to, wstępujące zwłaszcza w anglosaskich filmach, przedstawianie wierzących – księży, siostry zakonne – jako osoby, które, pytane o jakąś sprawę dotyczącą ich religijnych przekonań, nie próbują tłumaczyć, a wszystko kwitują stwierdzeniami typu „trzeba mieć wiarę”.  Nie inaczej zda się dziś mówić wielu tych, którzy Boga biorą na sztandar, ale niespecjalnie mają Go w sercu. Wiara, owszem, to ważna sprawa. Tyle że nie znaczy to, że powinna porzucić rozum. Kościół przez wieki sprzeciwiał się fideizmowy – czyli poglądowi głoszącemu prymat wiary nad poznaniem rozumu, czemu wyraz dał ostatecznie, jak się wydaje, XIX wieczny Sobór Watykański I, w konstytucji „Dei Filius”. Wiara nie musi i nie powinna bać się rozumu. Gdy tak jest, każda podpowiadana przez rozum wątpliwość urasta do rangi wielkiego problemu. Ot, w historii kwestia sporu miedzy geocentryzmem a heliocenryzem, dziś bardziej problem pochodzenia człowieka od wspólnego z małpą przodka czy też psychologiczne teorie, np. sprowadzające człowieka do istoty miotanej tylko i wyłącznie pożądaniami. Albo i konstruowana dziś, właśnie na potrzebne odrzucenia wiary w Stwórcę, hipoteza wieloświata; że istnieje nieskończenie wiele światów, a tylko nasz jest tym, który „się udał”. Można używając rozumu rzucić na takie sprawy, na takie argumenty przeciwne wierze, sporo światła. Ale gdy człowiek się uprze i nie chce go użyć, a tylko twardo trzyma się tego, że musi wierzyć, ryzyko, że w pewnym momencie wszystko trzaśnie i człowiek wiarę odrzuci, całkiem spore. 

Jak więc to jest z tym istnieniem Boga?  Czy Chrystus faktycznie był tym, za kogo się podawał? Przemawiają za wiarą w Boga objawionego przez Jezusa Chrystusa jakieś racjonalne argumenty czy trzeba tylko zacisnąć zęby i na przekór rozumowi powiedzieć „wierzę”?

Pewność: czy to nie fikcja?

„Święta Matka Kościół utrzymuje i naucza, że naturalnym światłem rozumu ludzkiego można z rzeczy stworzonych w sposób pewny poznać Boga, początek i cel wszystkich rzeczy” – ogłosił wspomniany Sobór Watykański I (zobacz Katechizm Kościoła Katolickiego 36). Sęk w tym, że owa „pewność” nie jest, jak wielu by chciało, pewnością stuprocentową, rozwiewającą w tej kwestii wszelkie wątpliwości. To pewność pozwalająca podjąć decyzję „tak, wierzę”, ale nie pewność, która wyleczy wszelkie w tym względzie ludzkie lęki i obawy. Zauważmy: choć nie mamy stuprocentowej pewności, że ruszając do pracy samochodem szczęśliwie do niej dojedziemy, nie przeszkadzam nam to kilka razy w tygodniu na taką podróż się decydować. Podobnie powinno być  z wiarą w Boga, w Chrystusa: cień wątpliwości nie musi oznaczać, że nasze „tak” Chrystusowi nie jest szczere, pełne. Niestety, w tej kwestii ludzie nieraz to trzymanie się cienia wątpliwości uznają za postawę godną człowieka rozumnego... 

Tymczasem, gdyby trzymać się cienia wątpliwości... Nie, Kartezjusz swoim „Myślę więc jestem” dawno rozstrzygnął spór o to, czy istnienie jest wielką iluzją czy też istniejemy faktycznie. Nie rozstrzygnął jednak kwestii, czy świat rzeczywiście jest takim, jakim go poznajemy. A może, jak w filmie Matrix, leżymy zanurzeni w jakiejś cieczy z podłączonymi do naszych głów (o ile faktycznie je mamy) elektrodami i cały ten świat, który, jak się wydaje, otacza nas, jest tylko wynikiem impulsów elektrycznych, którymi steruje jakaś wyższa istota czy istoty? Kto może zaręczyć, że tak nie jest? Wszak... Ot, takie kolory. Przecież nie istnieją, prawda? To tylko nasz mózg tak a nie inaczej interpretuje niektóre długości fal elektromagnetycznych. Niektóre, bo podczerwień i nadfiolet są dla nas niewidoczne. Jak to więc jest z tą nasza pewnością, gdy chodzi o poznanie otaczającej nas rzeczywistości? Jako wierzący możemy przypuszczać, że kochający nas Bóg nie wprowadzałby nas w błąd. Ale kto odrzuca istnienie Boga, wiarę chrześcijan....

Bóg istnieje. To właściwie pewne

Jak to więc jest z tym istnieniem Boga? Czy istnieją jakieś na Jego istnienie dowody? Ha. Dowody, w sensie ścisłym, istnieją tylko w naukach formalnych. Ot, takich jak matematyka czy logika. W innych dziedzinach (także gdy chodzi o sprawy dotyczące przestępstw) mówimy raczej o mocniejszych czy słabszych argumentach. Ale generalnie istnienie Boga jest raczej pewne. Dlaczego?

Najbardziej przekonującym dowodem na istnienie Boga jest to, że istnieje świat. Doświadczenie uczy, że nic nie bierze się z niczego; że każdy skutek ma jakąś swoją przyczynę. Dlaczego więc istnienie świata miałoby nie mieć swojej przyczyny? Dlaczego świat istnieje, choć równie dobrze mógłby nie istnieć? Istnieją tylko dwie możliwe odpowiedzi na to pytanie: świat istnieje w sposób konieczny od zawsze (przed Wielkim Wybuchem tych 14 miliardów lat temu był inny, ale był) albo istnieje, bo stworzył go (zarówno materię jak i kierujące nią prawa) odwiecznie istniejący Bóg. Nie ma w zasadzie innej możliwości. Pół na pół. Dlaczego wiara w istnienie Boga miałaby być mniej racjonalna niż odrzucenie wiary w Niego, to już kwestia, którą trzeba zostawić do wyjaśnienia psychologom. 

Tymczasem za istnieniem Boga przemawiają i inne argumenty. Ot, to wszystko, co nazywamy „zasadą antropiczną”. To znaczy że wszechświat, od podstawowych praw fizyki (chodzi np. o siły w atomie) przez budowę Kosmosu (m in to, jak z wodoru i helu powstają potrzebne do powstania życia pierwiastki cięższe) aż do zasad rządzących biochemią ukształtowany jest tak, jakby jego celem było powstanie życia? Przypadek? Gdy podczas wykopalisk archeolog odkopuje uszczerbiony garnek do głowy mu nie przychodzi, by uznać to za dzieło przypadkowo działajacych sił przyrody. Jeśli patrzymy na obrazy (niekoniecznie zaraz współczesne) do głowy nam nie przyjdzie, że obraz jelenia na rykowisku powstał przez przypadkowe rozlanie się farby. Gdy chodzi jednak o świat, mądrze uporządkowany zaskakującymi prawami fizyki i biochemii, odrzucający istnienie Boga twierdzą, że to zbieg okoliczności. 

Żeby wytłumaczyć jakoś fakt istnienia tych nakładających się na siebie nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności powstała zresztą wspomniana wyżej koncepcja wieloświata: istnieje nieskończenie wiele światów, a nasz jest jedynym w którym te wszystkie niezwykle małe prawdopodobieństwa się zrealizowały. Faktycznie, żeby wydarzyło się coś nieskończenie nieprawdopodobnego trzeba nieskończenie wiele prób... I tak, uważający się za kierujących się względami naukowymi, przyjęli istnienie obok naszego świata nieskończenie wielu innych, nieudanych, o których nauka nic powiedzieć nie może, ale które istnieć muszą, by wyjaśnić dlaczego w naszym świecie zdarzyło się to wszystko nieprawdopodobne. A odrzucają znacznie prostsze wyjaśnienie: że ten świat stworzył mądry Bóg. Stworzył go jako precyzyjny mechanizm, w który, żeby działał, nie trzeba już ingerować...

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6