Jak odróżnić „nadaremność” od aktu strzelistego?
Z cyklu (in spe) „Nieoczywistości”.
Pierwsze przykazanie? Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną? Stwierdzenie, że dla wierzących jego przesłanie jest jasne byłoby pewnie przesadą, Ale w zasadzie chyba wiemy: odrzucenie Boga, szukanie mocy w magii, odkrywania przyszłości we wróżbach i wiara w zabobony; że o naszym losie decyduje mysz, którą z drugiej strony drogi zobaczył czarny kot. Mniej oczywiste: wystawianie Boga na próbę, świętokradztwo, symonia – powiemy po zajrzeniu do Katechizmu (Katechizmu Kościoła Katolickiego – KKK). Wiadomo, chodzi o to, by nikogo ani niczego nie stawiać ponad Bogiem. Trzecie przykazanie, o święceniu dnia świętego? Wiadomo, Msza i odpoczynek. Choć, jak się zastanowić, w odwrotnej kolejności. A drugie przykazanie? Nie będziesz wzywał imienia Pana, Boga twego nadaremnie? Tak, wymawianie imion świętych bez uszanowania. Do rozróżnienia z aktami strzelistymi, gdy człowiek spyta o intencję. I...? No właśnie.
Katalog grzechów dość skromny, ale...
Kto zajrzy do wspomnianego Katechizmu przeczyta, że to bluźnierstwa, łamanie złożonych z powołaniem się na Boga przyrzeczeń, także więc krzywoprzysięstwo, przekleństwa posługujące się imieniem Boga... A kiedy przeczyta dokładniej ów punkt dotyczący bluźnierstwa przeczyta także: „Bluźniercze jest również nadużywanie imienia Bożego w celu zatajenia zbrodniczych praktyk, zniewalania narodów, torturowania lub wydawania na śmierć. Nadużywanie imienia Bożego w celu popełnienia zbrodni powoduje odrzucanie religii” (KKK 2148).
Zauważmy więc koniecznie: w drugim przykazaniu chodzi też – a może nawet przede wszystkim – o przeciwstawienie się UŻYWANIA Boga do jakichś swoich celów. Przysięgając fałszywie człowiek bierze Boga na świadka wiedząc, że kłamie albo nie zamierza dotrzymać obietnicy. Szarga więc godność Boga. Przeklinając kogoś z użyciem imienia Bożego w swoją słuszną czy niesłuszną złość na bliźniego angażuje Boga. Podobnie jest z tym powoływaniem się na Boga w celu ukrycia różnych zbrodniczych praktyk, także zagarniania czyjejś własności – ziemi na przykład – z powołaniem się na Boga (patrz w naszych czasach np. usprawiedliwianie grabieży własności Palestyńczyków obietnicami danymi Izraelowi w Starym Testamencie). Tak, słusznie zauważono w Katechizmie, że takie działania powodują, iż krzywdzeni odrzucają Boga. Bo jak kochać kogoś, jak ufać komuś, kto stoi po stronie tego, który mnie krzywdzi? Jakiż to dobry Bóg, który stoi po stronie krzywdziciela przeciw jego ofierze?
Obraz czy karykatura?
Człowiek wierzy w takiego Boga, jakiego obraz w sobie nosi, ale i odrzuca takiego, jakiego obraz ma przed oczyma swojego serca. Rozmawiając z tymi, którzy odrzucili wiarę można nieraz zauważyć, że właśnie taki fałszywy obraz Boga jest powodem, dla którego Go odrzucają i nie chcą mieć z Nim nic wspólnego. Gdybym ja taki jak oni obraz Boga miał, też nie chciałbym mieć z Nim wiele wspólnego... Skąd się to bierze? Różnie być może. Ktoś może sobie coś w głowie sam namotać. Ale między innymi z łamania przez wierzących drugiego przykazania. Z zarozumiałego przedstawiania spraw tak, jakobyśmy mieli Boga po swojej stronie nawet, gdy dopuszczamy się wobec bliźnich nieprawości. Tak, grzechy przeciwko drugiemu przykazaniu to grzechy ludzi wierzących, próbujących używać Boga, by ugrać coś dla siebie. Grzechy ludzi, którzy Boga nie szanują i mniej czy bardziej świadomie używają Go dla wsparcia takich czy innych swoich spraw.
Przykład? Najprostszy, będący najczęściej wyrazem nie złej woli, ale bezmyślności: straszenie dzieci Panem Bogiem. By zyskać posłuszeństwo. „Bozia cię skarze!”. Tak? A za co niby? Za pobrudzone podczas biegania po podwórku eleganckich spodnie? Zauważmy: kiedy dziecko coś zbroi łatwo dostrzega wybaczenie ze strony bliskich. Mamy, taty, dziada, babci. Widzi, że już się nie gniewają. Ale jest jeszcze ten „Bozia”. Wybaczył? A może czeka na odpowiedni moment, by spuścić mi manto, że popamiętam? Zwłaszcza jeśli po takiej groźbie „Bozia cię skaże” faktycznie coś przykrego się stanie, w dziecku rośnie przekonanie, że Bóg jest złośliwym żandarmem, który nie wybacza żadnego potknięcia....
Z Bogiem na ustach i sztandarach
Inny przykład, z życia społecznego. Branie Boga na sztandary. Jakaś grupa wierzących ma swoja sprawę, czegoś tam się domaga. I demonstruje. Może, oczywiście. Ale gdy w takiej sytuacji trzyma krzyże w ręce albo śpiewa „My chcemy Boga” przedstawia siebie jako tych, z którymi jest Bóg. Siłą rzeczy ci, którzy są przeciw, nie podzielają tych postaw, są wtedy przeciw Bogu. Zwłaszcza kontrmanifestanci. I nawet jeśli człowiekowi, ludziom chcą powiedzieć coś przykrego, opluć czy nawet rzucić w nich kamieniem, w Boga uderzają, Jego obrażają. Bo wierzący UŻYLI Boga jako tarczy (a nieraz i pałki) dla załatwienia jakichś swoich spraw...
Z użyciem Boga spotykamy się też w internecie. Gdy Bóg, wiara w Niego, jest wykorzystywany do... robienia zasięgów. „Jeśli kochasz Jezusa łapka w górę”, „Jeśli uważasz, że Bóg jest dobry napisz w komentarzu „Amen” – spotkać można posty w mediach społecznościowych. Cóż to jest, jeśli nie wykorzystywanie Boga dla jakichś swoich przyziemnych celów? Jego należy czcić, przed Nim należy klękać, a nie używać jako narzędzia dla poprawienia oglądalności... Podobnie zresztą bywa i na niektórych stronach katolickich: dbamy o oglądalność, więc publikujemy „skuteczne modlitwy”. Kliknij, odmów, a na pewno otrzymasz od Boga to, o co prosisz. Cóż to jest innego, jak nie sprzeczne z pierwszym przykazaniem magiczne podejście do wiary? Cóż to jest, jak nie – w kontekście drugiego przykazania – wykorzystywanie faktu, że ludzie szukają pomocy u Boga do poprawienia sobie oglądalności? Tak naprawdę każda modlitwa w jakimś sensie jest skuteczna, a jednocześnie żadna nie gwarantuje, że Bóg zrobi tak, jak sobie tego życzymy. Modlitwa, spotkanie z Bogiem, nie działa jakby było znanym z religii wschodu kręceniem modlitewnym młynkiem. Wysłuchanie jej po naszej myśli albo nie, zawsze zależy od Boga. A jedyne pewne znaki łaski, w tym sensie, że na pewno otrzymujemy związane z nimi łaski, to sakramenty....
Jeszcze inną formą nadużywania Bożego imienia, grożącego szczególnie wyżej postawionym są roszczenia związane ze stwierdzeniem, że każda władza pochodzi od Boga. Tak, w pewnym sensie tak. Od Boga pochodziła władza tych, którzy skazali Jezusa na śmierć, od Boga władza Piłata, który ten wyrok zatwierdził, od Boga władza prześladowców chrześcijan Nerona, Domicjana i Dioklecjana. Od Boga też władza Stalina i Hitlera. Przecież nic na świecie nie dzieje się bez zgody Boga, to prawda. Jest jednak kolosalna różnica między tym, co Bóg kierując losami świata dopuszcza, a tym, co jest Jego wolą. Tę znamy choćby dzięki przykazaniom dekalogu. Nadużyciem jest stwierdzenie, że jeśli ktoś ma władzę, to jego działania, jego decyzje, są automatycznie realizacją woli Bożej. Nie są. O ile łamią Chrystusowe przykazanie „abyście się wzajemnie tak umiłowali, jak Ja was umiłowałem”, nie są. I nie są wyrazem miłości do Boga. Ten kto mówi „miłuję Boga”, a brata swego nienawidzi, jest kłamcą. Nie może kochać Boga, którego nie widzi, ten, kto nie kocha brata, którego widzi. Tak pisał święty Jan (1J 4,20-21). Żądanie uznania decyzji przełożonych za wyraz woli Bożej – a nie Bożego dopustu – są łamaniem drugiego przykazania.
Nieoczywiste, prawa? Ale jak się zastanowić...
***
To pierwszy odcinek być może nowego cyklu na Wiara.pl. Być może, bo przecież nie wiadomo, co przyniesie jutro, najbliższe tygodnie, miesiące lata... Zobaczymy :)
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Równocześnie prawie jedna trzecia w dorosłym życiu odeszła od wiary.
Leon XIV wzywa do odbudowy zaufania w relacjach międzynarodowych.
Europa nie może utracić swojej misji budowania pokoju i jedności.
Leon XIV podkreślił też, że są one dla Kościoła nieocenionym darem.