Między wiarą a pewnością

Skąd wiadomo, że Bóg istnieje? Skąd pewność, że to właśnie chrześcijaństwo przynosi najpełniejsze o Nim objawienie, a nie inne religie? Nie trzeba się takich pytań bać.

Argumentów za istnieniem Boga jest więcej. Jednym z nich jest np. fenomen ludzkiej wolności. Dlaczego w świecie zdeterminowanym prawami natury powstała istota, która potrafi powiedzieć „nie”? Czy nie świadczy to o tym, że człowiek faktycznie  jest, jak uczy Biblia, nie tylko cząstką świata przyrody, ale cząstką świata ducha? Albo to ludzkie pragnienie, by istniał Bóg, pragnienie życia wiecznego. Skąd by się wzięło w tym materialnym świecie? Pragnienie wieczności wytworzyły prawa przyrody? 

Żaden z tym argumentów nie jest oczywiście argumentem rozstrzygającym. Wzięte  razem mają już jednak swoją znaczącą wagę. W ich świetle istnienie Stwórcy wydaje się znacznie sensowniejszym wytłumaczeniem istnienia takiego a nie innego świata, niż odwoływanie się do przypadkowo powstałych praw natury i przypadkowo istniejącej materii. Że go nie widać? Że nie można Go  zbadać? To, że człowiek ma rozum też wymyka się umiejętności zbadania przez fizyków czy biologów. Przecież badając ich metodami widzimy tylko prądy. To, że człowiek jest istotą rozumną jest jednak dla nas oczywiste, bo widzimy skutki tej rozumności. I podobnie świat jest dla wierzących widocznym skutkiem istnienia wszechmocnego, rozumnego Boga.

A skąd wiadomo, że ten Bóg, to ten sam, którego objawił nam Jezus Chrystus?  No to dociekajmy dalej.

Mało prawdopodobne, że to zmyślenie

I w tej kwestii jest sporo argumentów mniejszej wagi. Ot, cała historia Izraela Starego Testamentu, która wskazuje na istnienie Boga ingerującego w jego losy. Można oczywiście wyjście z Egiptu uznać za bajki, a wyzwolenie z niewoli babilońskiej za zbieg okoliczności, ale więcej niż o nieistnieniu Boga mówi to sceptycyzmie tych, którzy wiarę w Boga odrzucają. Dla chrześcijan jednak kluczem do wiary w Boga takiego, jakim objawił Go Jezus Chrystus, będą odpowiedzi na pytania związane z Jego (Jezusa) zmartwychwstaniem. Jak więc? Czy Jezus naprawdę pokonał śmierć? Czy faktycznie zabity powstał do nowego życia? Bo jeśli dokonał, jak zapowiedział,  niemożliwego, to pewnie wszystko, co mówił, było prawdą. Zmartwychwstanie byłoby dowodem...

I tu można, porzucając dociekania, powiedzieć, że to wszystko bajki. Ale twierdzenie takie nie ma wiele wspólnego z rozumną próbą dojścia do prawdy. Zastanówmy się więc: czy Jezus faktycznie zmartwychwstał? Co o tym świadczy?

Jeśli nie, to znaczy, że ktoś oszukuje, a ktoś został oszukany. Czy to możliwe, że oszukali nas uczniowie Jezusa, Apostołowie? W Ewangeliach napisano, że sami byli przyniesioną przez kobiety wiadomością o pustym grobie Jezusa zaskoczeni. Piotr i Jan pobiegli sprawdzić. Ta wzmianka o biegu już nadaje sytuacji znamię autentyczności. Dość sprytny byłby to zabieg, gdyby chodziło o sytuację zmyśloną. Potem, pisze Jan, zobaczyli płótna. I  dopiero wtedy Jan uwierzył. Wcześniej nie. Czy przyznawałby się do niewiary w słowa Mistrza, gdyby to nie było prawdą? Czy  pisaliby o tym, ze sami nie wierzyli, jak Tomasz, który żądał dowodu i chciał dotknąć Jezusa? Ich wyjaśnienia wyglądają na szczere. Właśnie dlatego, że przyznają się do swojego niedowiarstwa. Ba, nawet do zostawienia Jezusa w chwili najcięższej próby samego. Tak nie robą ludzie, którzy kłamią. Zwłaszcza gdy spodziewają się, że dzięki kłamstwu osiągną jakieś korzyści. 

Dalej: czy gdyby ta historia została zmyślona, to czy poświęciliby jej resztę życia i w końcu wszyscy prócz Jana, oddaliby za nią swoje życie? Jaki sens jest umierać za wymyśloną przez siebie historię? A przecież nie chodzi o jednego czy dwóch ludzi, ale co najmniej dziesięciu (nie licząc Jana). Wariaci? Rybacy, celnik mieliby być ludźmi, którzy dali się omamić własnym wymysłem? To się nie klei. 

No i przede wszystkim wiemy, że ci jego uczniowie doświadczali w sobie mocy Jezusa. Czytamy o tym w Dziejach Apostolskich. Skąd się wzięła w nich moc uzdrawiania? Bujda? To jak to się stało, ze ludzie w takiej masie zaczęli im wierzyć? Tak na słowo? To, że ich nauczaniu towarzyszyły wielkie znaki wydaje się w tym kontekście pewne. Każdy z wymienionych wyżej argumentów pojedynczo nie musi przekonywać. Ale wzięte razem mają już sporą siłę... 
Mało prawdopodobne więc, że Apostołowie zmartwychwstanie Jezusa zmyślili. Niektórzy mówią, że ulegli autosugestii.... Temu argumentowi przeczy trzeci z przytoczonych wyżej argumentów. Autosugestia nie sprawia, ze człowiek zyskuje moc uzdrawiania albo przekonywania tłumów....

Są też tacy, którzy twierdzą, ze to sam Jezus, albo do spółki z Nim inni, tajemni uczniowie, oszukali Apostołów... Jezus nie umarł na krzyżu? Apostoł Jan pisze o przebitym włócznią żołnierza boku Jezusa i wypływającej z niej krwi i wodzie...  Ale nawet gdyby Jezus wtedy naprawdę nie umarł, to ciężko skatowany pokazałby się swoim uczniom kilkadziesiąt godzin później? I spotkaliby Go potem jeszcze, np. po tygodniu, gdy Tomasz dotykał Jego ran? Skatowany przed ukrzyżowaniem człowiek? Człowiek, którego serce przebiła włócznia żołnierza? I przyszedłby do nich po tygodniu pełen życia. I pytał o jedzenie? No i jak wszedł do Wieczernika mimo zamkniętych drzwi? Tajne wyjście z grobu, tajne wejście do Wieczernika nie tłumaczą, jak prawie zabity – jak muszą przyjąć mówiący o oszustwie – nagle odzyskuje siły. No i nie tłumaczą tego, o czym była mowa wcześniej: skąd w uczniach Jezusa wzięły się potem te wszystkie nadzwyczajne moce. 

Nie, to nie są stuprocentowo pewne argumenty za zmartwychwstaniem Jezusa. Wzięte jednak wszystkie razem sporo ważą. Znacznie więcej niż sceptycyzm, uznający to wszystko za czcze wymysły. O twierdzeniu niektórych, jakoby historia Jezusa w całości została wymyślona znacznie później już nie mówiąc.... 

Wiara poszukująca zrozumienia

Człowiek który zmierzył się z przedstawianymi wyżej dylematami, pytany o swoje przekonania w tym względzie, będzie świadom, że jego pewność w wierze jest.. pewnością wiary, a niekoniecznie rozumu. Rozum, owszem, wskazuje, że wiara w Boga i w Chrystusa jako Zbawiciela jest racjonalną, że przemawiają za nią mocne argumenty. Ale nie jest to, zwłaszcza to drugie, pewność absolutna, pewność, która pozwalałaby lekceważyć wszelkie ludzkie wątpliwości w tym względzie. I taka właśnie wiara, wiara dopuszczająca wątpliwości – swoje, innych – jest wiarą, która może przekonać niezdecydowanych. Jest wiarą, która zachęca, by powiedzieć Bogu „tak”, choć lęk i podszyty nim rozum kreślą różne inne, mało prawdopodobne scenariusze. Wiara, która ignoruje argumenty rozumu, a domaga się jedynie ślepego zaufania, tak naprawdę poszukujących odstręcza. A sama, nie zahartowana w poszukiwaniu, w zetknięciu z przeciwnymi argumentami, może się łatwo zawalić. 

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6