Ech, dzieci, dzieci…

Dzieciaki nam rosną. Dorastają do prawa jazdy, do nocnej imprezy... Tylko w konfrontacji z dorosłymi problemami kruche jakieś.

Czerwiec już się zaczął. Dzień dziecka minął – z zabawami, festynami, występami, słodyczami i  upominkami dla najmłodszych. Pogoda nie bardzo sprzyjająca, co prawda… 

Tamten czerwiec był gorący.  Dom w dolinie. Z jednej strony prastary las  biskupów ze Spiry, z drugiej miasteczko i rozgrzane słońcem winnice. Kasztanowce na stromym zboczu, w pnącym się w górę ogrodzie moich państwa obok sałaty i buraczków prawdziwy figowiec. Dnem doliny przechodzący szlak, chwile zamyślenia wśród zieleni przerywane pozdrowieniami przechodzących turystów. 

Pan  - pracuś. W niektórych czynnościach nie da się wyręczyć. Syn wiejskiego listonosza spod Gołdapi. Pani tutejsza. On chętnie zagrałby w szachy. Niestety, nie umiem. No to chociaż w warcaby… Ciągle przegrywam. Ona późnym popołudniem zakłada adidasy i patrzy wyczekująco. Pora na obowiązkowy spacer wśród pięknych widoków. Podczas spaceru moja pani wyciąga ręce po macierzyńsku czy też po babcinemu do przechodzących maluchów. Wieczorem kładę ją do łóżka, a ona nazywa mnie wtedy mamą. Chyba jestem mamą, która wreszcie przyszła po latach, nieprawdaż? Panu macham ręką na dobranoc. Słów już nie usłyszy, zdjął aparat słuchowy. Jeszcze przekręci klucz w drzwiach i zaśnie pod wielką mapą Prus Wschodnich.

No, gorąco w moim pokoiku na poddaszu trochę dokucza. Ale ogólnie to lajtowa sztela. Baby się o nią  biją. Któraś zostawiła tu zapas kawy, dres i szlafrok. A ja nie będę się bić i spakuję wszystkie rzeczy. Jutro przyjeżdża zmienniczka.

Przyjechała, więc gadamy. Jak zwykle o tym, dlaczego do tej pracy i na co potrzebna jest kasa. Moja zmienniczka wzdycha. Mniejsza o kredyt na wybudowany z trudem dom, ale ostatnio doszły koszty domu opieki – oczywiście luksusowego – dla matki. Nie pytam czy w nowo wybudowanym domu nie znalazłby się pokoik dla starszej pani. Nie pytam czy mama już tylko leży,  czy też wieczorem ubiera buty i chciałaby wyjść na spacer wiejską drogą. Czy myli krzątające się wokół niej kobiety z własną matką… O motywy nie pytam, co mnie to w końcu obchodzi? Nie dociekam, ale otrzymuję wyjaśnienie. To dla dobra dzieci. Przyjaciel rodziny, będący osobą kompetentną,  wytłumaczył, że dzieciakom trudno byłoby patrzeć na starość, niedołężność i powolne odchodzenie bliskiej osoby. To nie na ich delikatną jeszcze psychikę.

 Oczyma wyobraźni widzę małego Franusia, który pyta, dlaczego babcia ciągle nazywa go Władziem. Małą Zosię, która z płaczem raportuje mamie, że babcia znów wybiegła z domu i chce iść gdzieś, nie wiadomo gdzie. Kilkulatka Tymusia, który wypytuje, dlaczego babunia już z łóżka nie wstaje i jęczy. Choć wiem też, że czasem maluchy intuicyjnie więcej pojmują niż dorośli…

„Ech, dzieci” – wzdycha moja zmienniczka. I tu niespodzianka. Najstarszy znowu w kłopoty wpakował siebie i nie tylko siebie. Ma już prawo jazdy, to wziął wieczorem samochód i zabrał młodsze rodzeństwo na imprezę. A wracając – masz babo placek!- spowodował wypadek. Dobrze, że skończyło się bez poważniejszych urazów. 

No tak… Dzieciaki nam rosną. Dorastają do prawa jazdy, do nocnej imprezy, do błędów, bez których trudno się życia nauczyć. Tylko w konfrontacji z dorosłymi problemami kruche jakieś, wymagające specjalnej ochrony, by nie stopnieć. Jak płatki śniegu. A może nie… Może niepotrzebny, wręcz szkodliwy ten ochronny parasol. 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
31 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11