Być strażnikiem Groty

Dziś Bożemu Narodzeniu nie zagraża podważanie faktów o życiu Jezusa, lecz banalizacja wydarzenia w Betlejem, wyjaśnia ks. prof. Henryk Seweryniak, teolog fundamentalny i apologeta, od niedawna jeden z konsulatorów Papieskiej Rady ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji, w rozmowie z Agnieszką Małecką.

Być strażnikiem Groty   Agnieszka Małecka/ GN Boże Narodzenie jest dobrą okazją, aby na naszych ulicach z entuzjazmem na ogłosić chrześcijańską radość i nadzieję. Agnieszka Małecka: Sekcja Teologii Fundamentalnej na UKSW, pod kierunkiem Księdza Profesora zorganizowała sympozjum o „Powracaniu apologii”. Czy to sygnał, że jest konieczny powrót systematycznej obrony chrześcijaństwa, na wzór pierwszych wieków?

Ks. prof. Henryk Seweryniak: – W historii Kościoła zawsze było tak, że w pewnych epokach pojawiała się apologia. Rzeczywiście, rozkwit tego nurtu dokonał się już w starożytności. Chrześcijanie musieli bronić się wtedy przed prześladowaniami ze strony Żydów, a potem ze strony władz rzymskich. Rozkwita więc genialna apologia, pierwszy niejako nurt refleksji chrześcijańskiej. Tutaj mamy takich jej przedstawicieli, jak św. Justyn, Tertulian, Orygenes, św. Ireneusz, aż do św. Augustyna. Nurt ten powraca po wiekach, w dobie reformacji, a później oświecenia. W XVIII i XIX wieku apologetyka zajmowała bardzo ważne miejsce w programach studiów teologicznych, na uniwersytetach i w seminariach. W epoce II Soboru Watykańskiego Kościół skoncentrował się na dialogu. Dzisiaj wydaje się, że na nowo, w Polsce być może szczególnie, potrzebujemy apologii.

Jakiego rodzaju? Naukowej dyskusji czy świadectwa życia, a może wszystkiego razem?

– Apologia musi mieć dobre podstawy naukowe w tym sensie, że powinna odwoływać się do faktów, opierać na potwierdzonych danych, posługiwać się racjonalną argumentacją i oczywiście być obiektywna, tzn. nie poszukiwać na siłę przeciwnika. Rzecz jasna nasza apologia dotyczy – oprócz obrony podstaw chrześcijaństwa – obrony samej prawdy dotyczącej życia, moralności, relacji społecznych. Jeśli więc na przykład chce się bronić prawdy o życiu, trzeba znać się także na faktach biologicznych, na bioetyce itp. Kolejną kwestią jest kwestia języka, jakim się to robi: żywego, operującego dowcipem i ironią, a przede wszystkim takiego, który dotyka człowieka w jego doświadczeniu egzystencjalnym.

Nie jest tajemnicą, że najlepszymi apologetami są dzisiaj w Polsce nie tyle księża, teologowie, ile raczej dobrzy dziennikarze. Stąd na naszym warszawskim sympozjum byli obecni: Grzegorz Górny, Jan Pospieszalski i Rafał Ziemkiewicz. A jest ich jeszcze o wiele więcej, liczni goszczą także na stronicach „Gościa Niedzielnego”. Wspomniała Pani o świadectwie życia... Tak, my, księża, wiemy, że ludzie rzadko nawracają się przez nasze kazania; nawracają się głównie dzięki świadectwu; widząc uczciwość, konsekwencję i prostotę życia wierzących; jeśli potrafimy właśnie życiem pokazać racje naszej wiary i motywy nadziei. Mnie zawsze fascynuje to, jak prawda życia była kluczowa dla św. Augustyna, kard. Hozjusza, Błażeja Pascala, bł. Johna H. Newmana czy Keitha G. Chestertona.

Ksiądz Profesor opisywał w swojej książce „geografię wiary” – miejsca, gdzie wszystko się dokonało. Dlaczego „katolicyzm, który jest konkretem”, jest ciągle podważany?

– Rozpocznę od tego, że dla mnie, jako apologety, od pewnego czasu niezwykle ważne jest poznanie miejsc zakorzeniania się chrześcijaństwa. W tym właśnie sensie o chrześcijaństwie jako „konkrecie” pisał w książce „Listy do młodego katolika” George Weigel, wybitny apologeta amerykański. Ten „konkret” jest dlatego podważany, że dla wielu zbyt zawrotny, wręcz paradoksalny. Podstawowa sprawa jest taka: dla wielu „konkret” chrześcijaństwa stał się zbyt wymagający, trudny. Spoglądają więc na niego z pewną podejrzliwością. Trzech czołowych „ateistycznych proroków współczesności”: Marks, Nietzsche i Freud zostało nazwanych przez francuskiego filozofa Paula Ricoeura ”mistrzami podejrzenia”. Oni podeszli z  podejrzeniem do całej kultury, która wyrosła na Chrystusie. Mówili: to nie stworzenie świata przez Boga, ale ewolucja; to nie element duchowy jest w punkcie wyjścia, tylko materia; to nie świadomość, dusza, ale popędy. U niektórych z ich następców miało to jakieś znamiona poszukiwań naukowych, ale u wielu innych przyjęło postać ideologii. W ideologiach tych kategorie: stworzenia, duchowości, duszy były ostro zwalczane. I dziś mamy tego konsekwencje, przede wszystkim egzystencjalne. Z tymi ideologami niewiary trzeba umieć się zmagać. A częściej jeszcze ze zwykłym żerowaniem niektórych partii, ugrupowań na antyklerykalizmie, który w punkcie wyjścia traktuje katolika czy księdza jako osobę z gruntu „podejrzaną”.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13 14 15 16 17 18 19
    20 21 22 23 24 25 26
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9