„Ksiądz wywalał mnie z lekcji religii, mówiąc: »Wyjdź, szatanie!«” – opowiadał, pędząc na pełnej petardzie. Zżymał się, gdy nazywano go celebrytą. Na czym polega fenomen rosnącej popularności ks. Jana Kaczkowskiego?
Należy do autorów, którzy stali się płodni dopiero po śmierci. Podobnie jak dominikanin arystokrata ojciec Joachim Badeni czy arcybiskup Fulton John Sheen, których coraz to nowe książki trafiają na księgarskie półki. Czy nie znaczy to, że odkryliśmy go zbyt późno? A może (skłaniam się raczej ku tej wersji) ks. Jan tak bardzo nie mieścił się w schematach i kościelnych szufladkach, że wydawanie jego „złotych myśli” stało się bezpieczne dopiero wówczas, gdy na ulicach zawisły jego nekrologi? Prawdopodobnie tak, bo słynął z niewyparzonego języka i ogromnego dystansu do sobie.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Nazywał siebie świnią, gdy kolejny raz się upił. Potem był odwyk i wyjście na prostą.
Kościół afrykański czasami czuje się nieco pomijany, dziś jest jednak samodzielny.
Bieda, wojenne rany i nierówności społeczne naznaczają codzienność dzisiejszej Angoli