Posługa jednania bardzo potrzebna

Gdy przestaje się mówić „moja wina” nieuchronnie zmierza się ku deklaracjom „twoja wina”.

Piątek, koniec pierwszej dekady września, epidemii w Polsce dzień 647. Jej fala dość wysoka, wielu ludzi umiera, ale pojawił się przebłysk nadziei, że zaczęło się jej opadanie: dziś dwa tysiące mniej zakażeń niż przed tygodniem. Dyskusje na temat restrykcji nie milkną. Nie milkną też spory dotyczące szczepień. Jestem za. Wcale nie dziwię się jednak tym, którzy w skuteczność szczepień niespecjalnie wierzą. Proszczepionkowa propaganda, chcąc być skuteczniejszą, posuwa się dość często do takich działań, że przynoszą efekt odwrotny od zamierzonego. Ot, na początku tej fali podkreślano wiele razy, że najwięcej zakażeń jest w województwach o najniższym procencie zaszczepionych. Teraz, od paru tygodni, te dwa, trzy województwa notują regularne spadki ilości zachorowań. I temat zniknął. Tyle że większość ludzi nie ma aż takiej sklerozy, żeby zaraz zapomnieć...  Że nieciekawie w polskiej polityce – to już norma. Że nieciekawie w polskiej gospodarce –  wiadomo, inflacja – to pewna nowość. Mocno niepokoi też to, co dzieje się wokół nas, zwłaszcza napięcie związane z konfliktem na Ukrainie. Ja chciałbym jednak poświęcić dziś parę słów sprawom bardziej duchowym.

Piękny list do spowiedników wystosował Penitencjarz Większy, kardynał Mauro Piacezna. Warto przeczytać, bo jest on jednym wielkim wskazaniem na jedynego Zbawiciela świata, Jezusa Chrystusa. W Jego misji uczestniczą spowiednicy – przypomina Kardynał. I zwraca uwagę: „Posługa pojednania jest wezwaniem do głoszenia jedynego wybawienia, w okolicznościach, w których nasila się «dezorientujący krzyki, paradoksalnie ale rzeczywiście, rośnie w ludziach pragnienie miejsca, gdzie doświadczą prawdy i sprawiedliwości, zaspokaja pragnienie wolności i wyzwolenia”.

Czy faktycznie tak jest? Nie wiem. Ale jeśli, to rośnie nadzieja, że Chrystus faktycznie nie da swojemu Kościołowi zniknąć. Być może proces odchodzenia od Kościoła ludzi związanych z nim jako tylko instytucją będzie się nasilał, ale – miejmy nadzieję – liczba tych, dla których Jezus Chrystus będzie rzeczywiście Panem, będzie rosła. Wszak człowiek z natury swojej, choć zraniony grzechem, jest przecież dobry. I trudno mu na dłuższa metę żyć w zakłamaniu urągającym jego rozumności. A taką właśnie papkę serwuje mu jako danie główne współczesny świat...

Pozostaje jednak jedno, ważne pytanie: czy ci, którzy mają spowiadać, rozumieją wagę tej misji? Konkretniej: czy ci, którzy spowiadać mogą, spowiadać zechcą? Mam tu na myśli oczywiście wspólnoty w tych krajach, w których praktyka indywidualnej spowiedzi zanika, w konfesjonale stoją szczotki i wiadra do sprzątania kościoła, a ksiądz częściej niż do udzielenia sakramentu pokuty i pojednania potrzebny jest do towarzyszenia parafianom w ich ostatniej drodze na cmentarz. „Ludzie się nie spowiadają” – słychać od tamtejszych duszpasterzy. Ale czy nie trzeba by czasem po prostu usiąść w konfesjonale, nawet jeśli nikt nie przyjdzie? Jeśli nie ma ku spowiedzi okazji, to co się dziwić, że nie przychodzą?  Przecież chyba dość oczywistym jest, że zaczepić księdza i poprosić o spowiedź zdecydowanej większości ludzi znacznie trudniej, niż podejść do konfesjonału, w którym ksiądz już czeka...

Przyznaję, że złości mnie postawa duszpasterzy wbrew wszelkim, wyraźnym zaleceniom Kościoła lekceważącym sakrament pokuty i pojednania. I wielkim paradoksem jest dla mnie, że właśnie w takich środowiskach najgłośniej w kontekście grzechu mówi się o potrzebie rozeznawania. Sytuacji grzesznika, jego osobistej odpowiedzialności za czyn itd. Bardzo ciekawe jak. Cóż...

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11