Znak zapytania

Co wspólnego mają Wielki Post i misje? Osobiste nawrócenie.

O ile Wielki Post jest wezwaniem do osobistego nawrócenia (choć w głębi serca możemy często uważać, że to żona, dzieci, sąsiad czy teściowa potrzebują nawrócenia bardziej niż my), o tyle misje kojarzą się nierozłącznie z nawracaniem, tyle że... innych.

Ale tak jak dobrze przeżyty Wielki Post kończy się spotkaniem ze Zmartwychwstałym dającym nam nadzieję nowego życia, tak serce misjonarza starającego się w cierpiącej, potrzebującej osobie dostrzegać i kochać Chrystusa może zostać odmienione. Takie jest doświadczenie klawerianki, siostry Anny Jarosz.

Na zapleczu

„Ja też chcę zrobić coś dla misji” – pomyślała mała Ania, słuchając rekolekcyjnych nauk głoszonych przez księdza pracującego na co dzień w Kongu. Była wtedy w IV klasie podstawówki. Ta myśl nie opuszczała jej przez kolejne lata i w końcu, w VII klasie, poszła do parafialnej biblioteki, by o misjach dowiedzieć się czegoś więcej. Jej wybór padł na najmniejsze czasopismo, jakie tam znalazła – „Echo z Afryki i innych kontynentów”, wydawane przez siostry klawerianki. Schowała je do kieszeni, bo nie za bardzo chciała, aby ktoś wiedział, czym się interesuje. Oprócz artykułów dotyczących misji znalazła w nim także zachętę od sióstr: „Jeśli jesteś zainteresowana naszym powołaniem, zgłoś się”. – Napisałam do sióstr, że nie jestem zainteresowana ich powołaniem, ale chciałabym coś robić dla misji – uśmiecha się s. Anna. I tak zaczęła się jej przygoda.

Opowiada tę historię, aby wyjaśnić, że dla niej pierwszym powołaniem jest to misyjne, a nie zakonne. Nawiązała jednak kontakt z siostrami i wykorzystując materiały, które od nich dostawała, zaczęła prowadzić w parafii kółko misyjne dla dzieci. Odkryciem była dla niej postać bł. Marii Teresy Ledóchowskiej, założycielki klawerianek, która dla misji porzuciła dostatnie życie. Choć jest nazywana Matką Afryki, w Afryce nie była nigdy. Dla s. Anny to było olśnienie. – Ona nigdy nie wyjechała na misje, a całe swoje życie poświęciła animacji misyjnej wśród chrześcijan, aby uwrażliwiać na sprawy misji. Dla mnie to było niesamowite, że nie trzeba wyjeżdżać na misje, żeby coś dla nich robić. Odkąd przeczytałam o bł. Marii Teresie, czuję, jak ona mi towarzyszy i mnie prowadzi – opowiada. I tak trafiła do misyjnego zgromadzenia św. Piotra Klawera, której członkinie zasadniczo nie wyjeżdżają na misje. Dlatego nikogo nie mógł dziwić widok zapłakanej ze szczęścia siostry Anny, która dokładnie w 20. rocznicę swojego wstąpienia do zakonu mogła dziękować Bogu za dar powołania w kaplicy w Kigali, stolicy Rwandy, gdzie przyjechała z młodzieżą z Polski na trzy tygodnie. – Wiedziałam, że chcę być jak nasza założycielka. Robić coś na zapleczu, tam, gdzie jestem, mówiąc o misjach i zachęcając do pomocy misjom. Ale myślę, że Jezus chciał, żebym doświadczyła czegoś więcej. Tam przeżyłam proces nawrócenia. Ten wyjazd był dla mnie rachunkiem sumienia z mojego życia, z wdzięczności, miłości, cierpliwości i posługi drugiemu człowiekowi.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8