Łódką pod prąd

Kończy się proces beatyfikacyjny wyjątkowych kobiet. Czas je poznać.

Był rok 1945. Niemcy uciekali na zachód. Od wschodu wchodzili „wybawiciele” – Armia Czerwona. Sowieci brutalnie rozprawiali się z tymi, których uważali za wrogów i „Niemców”. Nie miały znaczenia płeć i pochodzenie. Wymierzali sprawiedliwość przez prześladowania, rabunki, gwałty na kobietach. Tego losu doświadczyły też siostry katarzynki z Warmii i Mazur. Ich winą było to, że mówiły po niemiecku, niektóre były Niemkami, inne pochodziły z mieszanych rodzin. Większość była tutejsza – z Warmii właśnie. Były córkami gospodarzy, nauczycieli, leśniczego, marynarza... Zajmowały się opieką nad biednymi, chorymi, sierotami. Niezależnie od pochodzenia podopiecznych do wszystkich podchodziły z sercem. Zapłaciły za to cenę najwyższą. Obecnie kończy się proces beatyfikacyjny kilkunastu z nich. Kończą się też prace ekshumacyjne zamordowanych sióstr.

Dziedzictwo Protmann

– Nasza założycielka bł. Regina Protmann mawiała: „Na większą pochwałę zasługuje ten, kto łódkę swą prowadzi naprzód wśród trudów i niebezpieczeństw, pod prąd, pod wiatr i pod fale, aniżeli ten, kto żegluje z prądem i wiatrem” – mówi s. Angela Krupińska, wikaria prowincjalna Zgromadzenia Sióstr św. Katarzyny Dziewicy i Męczennicy. – Nasze zgromadzenie ma już ponad 450 lat i staramy się wypełniać duchowe przesłanie założycielki. Jednak to siostry, które przeżyły II wojnę światową, dały największe świadectwo prowadzenia łódki pod prąd, wśród niebezpieczeństw, wręcz heroicznie...

Zgromadzenie powstało, by łączyć modlitwę z pracą. Siostry zajmowały się m.in. nauczaniem i wychowywaniem dzieci i młodzieży żeńskiej, duszpasterstwem kobiet, a także pracą w kościele. W latach czterdziestych XX wieku pracowały w ponad 100 domach na terenie Prus Wschodnich. Na Warmii znane były we wszystkich miastach i większych wioskach. – Czas II wojny światowej to dla katarzynek okres wytężonej pracy w szpitalach i sierocińcach. Ale też czas względnego spokoju, gdyż działania wojenne nie obejmowały Prus Wschodnich – opowiada s. Angela. – Sytuacja zmieniła się pod koniec 1944 r., gdy Armia Czerwona przystąpiła do ofensywy. Lokalne władze pruskie zabraniały ewakuacji ludności cywilnej, zgodnie z oficjalną propagandą o potędze niemieckich oddziałów. Dopiero na początku 1945 r. ludzie zaczęli masowo, w popłochu, uciekać. Dwa miliony mieszkańców w czasie siarczystej zimy uciekały na zachód. Niestety pół miliona ludzi wpadło w ręce żołnierzy Armii Czerwonej. Nasze siostry zostawały na Warmii. Czuły, że są potrzebne miejscowym, że muszą służyć im do końca...

Zapłaciły za to cenę ogromną. W wyniku chorób, bombardowań, gwałtów, w ewakuowanych transportach z rannymi i z dziećmi, przy łóżkach chorych i w trakcie zesłania w głąb Rosji zginęły aż 102 katarzynki. – Wśród nich jest 16 wyjątkowych bohaterek. Umierały między 22 stycznia a 25 listopada 1945 r. To obecnie sługi Boże – opowiada s. Angela, która przygotowuje monografię na ich temat.

Każda inna

Bestialstwo żołnierzy Armii Czerwonej najpierw dotknęło siostry ze szpitala mariackiego w Olsztynie (niem. Allenstein). – Lżej ranni chorzy byli ewakuowani. Leżący, w stanie ciężkim, musieli pozostać w budynku. Nasze siostry, pracujące w szpitalu jako pielęgniarki, nie chciały ich opuścić, nie odeszły od obłożnie chorych i rannych – opowiada s. Angela. – Gdy weszli Sowieci, potraktowali je jak... zbrodniarki. I postanowili ukarać.

22 stycznia 1945 r. dopadli siostrę Krzysztofę Klomfass. Zakonnica, wówczas 41-letnia, wraz z chorymi ukryła się w schronie. Rosjanie schron zajęli. Siostra próbowała bronić podopiecznych i siebie. Wściekli Sowieci, zaskoczeni jej oporem – broniła się przed gwałtem – zadźgali ją bagnetami. Podobny los spotkał s. Liberię Domnick, która chroniła dzieci. Gdy w schronie zaczął maluchom dokuczać głód, nie zważając na niebezpieczeństwo, wyszła na powierzchnię w poszukiwaniu jedzenia. Została zastrzelona. – Siostra Generosa Bolz została pojmana i przetrzymywana na poddaszu szpitalnym. Była zbiorowo, wielokrotnie gwałcona i maltretowana, głodzona. Cudem przeżyła dziesięć dni gehenny – opowiada s. Angela. – Kiedy udało jej się wyswobodzić z niewoli, nadludzką siłą woli, troszczyła się jeszcze o pochówki poległych pacjentów i personelu szpitala. Jednak w wyniku traumatycznych doświadczeń zachorowała na tyfus i zmarła 9 maja. Wszystkie trzy zakonnice zostały pochowane na przyszpitalnym cmentarzu.

Cmentarzu, o którym po latach Olsztyn niemal zapomniał...

Odnalezione

Teren zarośnięty był krzewami i trawą. Nie widać było nawet śladów mogił. Jedynie starsi mieszkańcy pamiętali i wskazywali miejsce, gdzie w latach 1944 i 1945 grzebano zmarłych. W październiku br. na tym terenie przeprowadzono ekshumacje, by odszukać zamordowane katarzynki. Młodsi mieszkańcy z niedowierzaniem obserwowali prace: miejsce, gdzie chodzili na spacery z psami, okazało się miejscem świętym... – W pracach uczestniczyła zarówno strona kościelna, czyli my – siostry katarzynki oraz delegat biskupa warmińskiego, jak i pracownicy IPN. Udało się odnaleźć nie tylko nasze bohaterki, ale też inne ofiary.

Znaleziono prawdopodobnie szczątki polskiego żołnierza zamordowanego przez NKWD oraz księdza, na temat którego na razie nie ma żadnych informacji. Po przeprowadzeniu badań potwierdzających tożsamość trzech katarzynek z Olsztyna ich szczątki zostaną przewiezione do domu generalnego sióstr, do Braniewa. Znajdują się tam już szczątki ekshumowanej w Gdańsku s. Caritiny Fahl. – Siostra Caritina wielokrotnie własnym ciałem osłaniała młode siostry i nowicjuszki, broniąc je przed gwałtami. Nie przestraszyła się bicia i straszenia. Uratowała młode zakonnice, a sama oddała życie. Zmarła 5 czerwca 1945 r. – mówi s. Angela.

Kolejnym etapem prac ekshumacyjnych będzie Orneta. Prace zapowiedziano na listopad. Jednak ze względu na sytuację epidemiczną być może zostaną przesunięte. – Nasze siostry, same cierpiące na gruźlicę, pracowały w zakładzie dla chorych. Mimo że były zmuszane przez żołnierzy niemieckich do ewakuacji, nie zgodziły się opuścić podopiecznych. Sowieci znęcali się nad nimi. Choć cierpiały wiele tygodni, zmarły bez słowa skargi. Siostra Bona Pestka 1 maja, s. Gunhilda Steffen 30 maja, a s. Rolanda Abraham 25 czerwca.

Na nieludzkiej ziemi...

Nie wszystkie bohaterskie katarzynki uda się odnaleźć. Wiele zostało wywiezionych na Wschód, do pracy w obozach radzieckich. – Z Olsztyna na Syberię zostały wygnane siostry Maurycja Margenfeld, Leonis Müller i Tiburcja Mischke. Tam zmarły, wspierając do końca innych jeńców – opowiada s. Angela.

Kiedy natomiast 27 stycznia Armia Czerwona wkroczyła do Kętrzyna, pracujące tam siostry Sekundina Rautenberg i Adelgarda Bönigk postanowiły pozostać z tymi, którzy nie dali rady lub nie mieli dokąd uciekać. Zginęły poddane torturom na ulicach miasta: zadano im wiele ran sztyletem i przywiązano do pędzącego pojazdu. Nie jest znane miejsce ich pochówku.

W Lidzbarku Warmińskim 2 lutego od niemieckich kul zginęły siostry Aniceta Skibowska, Gebharda Schröter i Sabinella Angrick. – Zostały zagonione do refektarza. Były bite i upokarzane. Być może, gdyby się poddały – przeżyłyby. Jednak walczyły o godność i od gwałtu wolały śmierć – mówi s. Angela. – Ich ciał również nie udało się odnaleźć.

Ostatnią z 16 sług Bożych była s. Ksaweria Rohwedder. Jechała z uchodźcami na zachód. Gdy do pociągu wpadł nagle sowiecki żołnierz, zwrócił uwagę na habit zakonny. Chciał zgwałcić ją na oczach wszystkich... – Broniła się, a żołdak był nieugięty. Bił ją kolbą karabinu. Gdy siostra odzyskała przytomność, wraz z ludźmi modliła się za oprawcę i przebaczyła mu. Umarła 26 listopada 1945 r., w okolicach Piły. Nie jest znane dokładne miejsce jej pochówku – opowiada s. Angela.

Niebawem błogosławione

Każda z nich to inna osobowość: jedne były żywiołowe, inne ciche, jedne odważne, inne nieśmiałe, pełne humoru albo nieco kostyczne. – Łączyło je natomiast oddanie swojej pracy, radość w powołaniu i... zwyczajność. W normalnych warunkach być może nie zostałyby zauważone, ponieważ nie wyróżniały się wybitnymi cechami – opowiada s. Angela. – Jednak czas był dramatyczny i niezwykły, a one wykazały się heroizmem. Każda miała czas na dokonanie wyboru między ucieczką a pozostaniem przy chorych. Wybierały też między rozpaczą a świadomym wynagradzaniem za grzechy i świętokradztwa. A gdy na pozór nie miały już niczego – zamieniały krzywdę i cierpienie w modlitwę i przebaczenie.

Proces beatyfikacyjny zamordowanych sióstr katarzynek rozpoczął się w grudniu 2004 r. w Braniewie, z inicjatywy Zgromadzenia św. Katarzyny Dziewicy i Męczennicy. Postulatorką na etapie diecezjalnym była s. Józefa Krause CSC. Wyszukano, zebrano i przebadano dokumentację dotyczącą sióstr, przesłuchano kilkudziesięciu świadków. 9 grudnia 2006 r. zakończył się diecezjalny etap i dokumentacja przewieziona została do Rzymu. W Rzymie postulatorką procesu jest s. Łucja Jaworska. – Niebawem, może nawet w ciągu dwóch lub trzech lat, zyskamy nowe, wielkie błogosławione. One już teraz wypraszają wiele łask – mówi s. Angela. – Warto się do nich zwracać o pomoc. Szczególnie, gdy chcemy, by łódka naszego życia płynęła pod prąd.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10