Nasz patron kazałby nosić maseczki

Święty Karol Boromeusz patronuje siostrom, które zapominają o sobie.

Dwie kosmitki machają nam z okna drugiego piętra Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego w Mikołowie. – Która to s. Janina? – pytam, nie mając żadnych szans na rozpoznanie zakonnicy, z którą pół godziny wcześniej rozmawiałem. Wtedy była w habicie i choć miała maseczkę na twarzy, wiadomo było, z kim się rozmawia. – To ta niebieska – śmieje się spod swojej maseczki siostra Paulina, przełożona generalna boromeuszek. – A ta druga to s. Anna – dodaje.

– Ona tu robi największą robotę! – woła z góry „niebieska”, wskazując stojącą obok „białą”.

– Nie, to ona! – przekrzykuje ją s. Anna.

Są na froncie

– Siostry pracują w takim teamie i wspierają się. Wczoraj były tam od śniadania i wróciły do klasztoru o 23.00. A dyżur kończy się o 19.00! Razem było tego około 15 godzin. Były tak zmęczone, że płakać mi się chciało – opowiada s. Paulina. – Ale one są teraz na linii frontu. Zupełnie jak te „wojenne siostry” z książki Agaty Puścikowskiej – zauważa.

Co się stało? Otóż tydzień temu do jednego z dwóch oddziałów ZOL, prowadzonego przez personel świecki, przedostał się koronawirus. Spośród 40 pacjentów, ludzi wiekowych i zniedołężniałych, zakażonych zostało 16. Co gorsza, „padli” też wszyscy tam pracujący. Trzeba było zająć się pacjentami. Siostry błyskawicznie przeorganizowały swoje obowiązki. Trzy z nich, w tym s. Janina, rzuciły wszystko i przyszły pacjentom z pomocą. Jedna poszła tam krótko po skończeniu swojej zwykłej pracy, przesunięta z oddziału szpitalnego. – Siostro, to jest wybranie – dodawała jej otuchy przełożona. Harują teraz dzień w dzień ponad ludzkie siły. I są szczęśliwe. – Przez kilka dni byłyśmy w panice, ale potem uświadomiłyśmy sobie, że to wszystko jest w planie zbawienia. Nie trzeba panikować, tylko zrobić to, co do nas należy – mówi s. Paulina.

Dzisiaj siostra Janina ma dzień wolny, dlatego… poszła na oddział około godziny 10.

Zanim jednak przeistoczyła się w istotę w niebieskim kombinezonie, zdążyliśmy z nią porozmawiać. – Kiedy zaczęła się pandemia, myślałam sobie: „Karol Boromeusz w takim czasie mocno działał, a my się cofamy. Kręcimy się tylko w naszym środowisku – ZOL i koniec”. Nagle jednak poczułam, że Pan Bóg teraz nas potrzebuje. Pomyślałam: „Boże, teraz są czasy karolowe! Podobne do tych, które nastały w Mediolanie podczas epidemii dżumy!” – opowiada s. Janina. Uważa, że z siostrami po prostu odpowiada na potrzebę chwili.

– Zgodnie ze wskazówkami św. Karola zachowujemy ściśle wymogi sanitarne. Będąc na ZOL, musimy zdjąć habity i założyć kombinezony. Zmieniamy je kilka razy na dzień, musimy zachowywać rygor – podkreśla. Śmieje się, że ta praca w dniu wolnym to jej „wolontariat”.

Pierwszy ślub

Tym, co wyróżnia boromeuszki spośród wielu zgromadzeń o podobnym charakterze, jest ślub miłosierdzia, który siostry składają razem ze zwykłymi ślubami czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. – To nie jest czwarty ślub, to jest pierwszy ślub! – zaznacza s. Paulina.

Ślub miłosierdzia jest dla boromeuszek motywujący i inspirujący, ale i w jego realizacji grozi rutyna. Wyzwanie chwili, jakim okazała się pandemia, siostry odczytują jako niezwykłą szansę odświeżenia charyzmatu zgromadzenia. – Ja, jako pielęgniarka, cały czas czułam, że ten ślub realizuję w posłudze chorym, ale dzisiaj czuję go o wiele mocniej. I widzę, że to samo jest w całej wspólnocie. Siostry są gotowe podjąć każde zadanie w posłudze miłosierdzia, na przykład w pielęgnacji chorych sióstr, którą się do tej pory nie zajmowały. A teraz szybko się tego nauczyły i robią to z miłością – zapewnia s. Janina.

– Miłosierdzie zaczynamy od naszej wspólnoty, to jest teraz bardzo namacalne – wtóruje jej s. Natana, historyk zgromadzenia.

A jest w tej wspólnocie w Mikołowie 25 sióstr. Mieści się tu dom generalny zgromadzenia i prowadzony przez nie szpital, a także wspomniany ZOL.

Niedawno odbyło się posiedzenie zarządu zgromadzenia i dyrekcji szpitala. Dyrektorka mówiła o trudnej sytuacji finansowej szpitala, ale również o tym, że placówka przyjmuje wielu pacjentów zaniedbanych pod względem higienicznym, których żaden szpital nie chce, wykraczając w ten sposób daleko poza zakres świadczeń, które pokrywa fundusz. – Ja się nie odzywałam, ale byłam dumna. Bo od początku zgromadzenia, we Francji, było tak, że siostry miały objąć posługą chorych, których nie przyjął szpital. One chodziły wtedy po domach i pielęgnowały tych ludzi. Ja podziękowałam Bogu, że my to robimy. Choćbyśmy były najbiedniejsze, chwała Bogu, że trafiają do nas te osoby – mówi z rozjaśnioną twarzą s. Janina. I ją, i inne siostry inspiruje postać patrona zgromadzenia, św. Karola Boromeusza. Dziś szczególnie w kontekście jego posługi dla ofiar dżumy. Gdy w Mediolanie wybuchła epidemia, św. Karol jako arcybiskup miejsca przejął w praktyce stery.

Siostra Natana zaznacza, że był przede wszystkim duszpasterzem i jego główną troską było utrzymanie ludzi w ufności Bogu. To był przedmiot jego żarliwych modlitw i kazań. – Wiedział jednak, że człowiek jest całością, duszą i ciałem, i trzeba dbać o jedno i drugie – mówi s. Natana. Zwraca uwagę na jego nad wyraz nowoczesne podejście do kwestii walki z zarazą. Sprowadził lekarzy, zarządził kwarantanny, izolacje, krótko mówiąc, wdrożył reżim sanitarny. – Był prawnikiem, wydał szczegółowe zalecenia, na przykład żeby myć ręce w occie czy ssać goździki (które rzeczywiście są antyseptyczne) – dopowiada s. Paulina. – Karol miał przekonanie, że kapłani powinni się mocno zabezpieczyć i iść do chorych. Zamykanie się na tę biedę i siedzenie w domu nic nie daje. Wszystko to jest historią zbawienia i teraz jest czas na czynną miłość, na miłosierdzie. Kiedy nic nie robimy i siedzimy w lęku, nie odpowiadamy na wołanie Boga – mówi z przekonaniem przełożona. – Żaden z kapłanów, który przestrzegając restrykcji, poszedł służyć, nie zmarł. W odróżnieniu od tych, którzy bali się iść do ludzi.

Czy św. Karol Boromeusz byłby dziś zwolennikiem noszenia maseczek? – Oczywiście! – równocześnie odpowiadają dwie siostry. – Święty Karol mocno podkreślał konieczność życia w łasce, ale i współpracy z nią. Stąd tak mocno mówił o obostrzeniach – zaznacza przełożona.

Kocham zgromadzenie

Boromeuszki są obecne w kilku krajach. Powstały w połowie XVII wieku we Francji. Obecnie tworzą niezależne wspólnoty (w Polsce są dwie) złączone federacją. Mikołowskie Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza ma swoje domy w ośmiu polskich diecezjach oraz w Rzymie i w Zambii.

Właśnie w Zambii 9 lat spędziła s. Franciszka. Gdy wiele lat temu szła do zakonu, motywował ją przykład wspaniałych sióstr. – Posługa najbardziej potrzebującym, chorym – to mnie pociągało – mówi. Była gotowa przyjąć każdą wolę Bożą, ale zgłosiła pragnienie pracy na misjach. Jej marzenie się zrealizowało. Przemierzając afrykański busz, pomagała ludziom, zaradzając ich potrzebom. Zajmowała się chorymi w terenie, odbierała porody, uczyła udzielać pierwszej pomocy. Niedawno dostała kartkę od osieroconych dzieci, z którymi pracowała. „Czekamy na Ciebie” – pisały. Wzruszyła się.

– To dla mnie łaska i zadanie – mówi s. Franciszka o swoim życiu zakonnym. – Kocham to zgromadzenie – zapewnia.

Klucz do nieba

Boromeuszki z Mikołowa, jak wiele zgromadzeń, przeżywają trudności ze względu na brak powołań. Dwa lata temu śluby wieczyste złożyła jedna siostra. Młodszych nie ma.

Siostra Paulina, która niedawno została wybrana na przełożoną generalną, nie załamuje rąk. – Mam przekonanie, że jeśli naprawdę będziemy żyły zgodnie z naszym charyzmatem, wtedy dziewczyny przyjdą. I będą powołania. To jest właśnie to, co teraz robią nasze siostry – mówi, nawiązując do sytuacji „frontowej”, w jakiej postawiła je pandemia.

– Myślę, że nie trzeba intensywnie szukać nowych powołań, ale zadbać o te, które są, zadbać o ich jakość duchową. Wtedy powołania przyjdą, bo to Pan posyła. To nie jest nasz wysiłek. Nasz wysiłek powinien polegać na wypełnieniu naszego posłania. Mam przekonanie, że nie chodzi o ratowanie zgromadzenia, ratowanie instytucji, które mamy. Bo mamy wspaniałe siostry, które żyją charyzmatem, ale jako dyrektorki różnych instytucji są umęczone. I mówią czasem: „Ja już nie mam siły walczyć z tymi przepisami, z tym wszystkim, ja chcę służyć”. Odczuwają to boleśnie, bo chcą być nadzieją, chcą być cierpliwe, uśmiechnięte. To jest ważniejsze niż wszystko inne. Myślę, że jak Pan będzie chciał, to trzeba to inne zostawić – mówi z pogodą w oczach.

– Właśnie napisałam list okólny do zgromadzenia z okazji zbliżającej się uroczystości patronalnej zgromadzenia św. Karola Boromeusza. Pisząc, przeczytałam zdanie papieża o powołaniu do świętości, że dla każdego chrześcijanina miłosierdzie jest kluczem do nieba – uśmiecha się. – A my składamy ślub miłosierdzia. Dla nas nie ma innej drogi. Chcemy tym żyć – zapewnia. •

Święty Karol Boromeusz

Pochodził z arystokratycznego rodu. W wieku 7 lat został przeznaczony do stanu duchownego. Otrzymał solidne wykształcenie prawnicze. Gdy miał zaledwie 23 lata, jeszcze zanim przyjął święcenia kapłańskie, jego wuj papież Pius IV mianował go kardynałem i arcybiskupem Mediolanu z obowiązkiem przebywania w Rzymie. Gorszące praktyki obsadzania krewnymi stanowisk kościelnych obniżały poziom duchowieństwa, w przypadku Karola tak się jednak nie stało. Okazał się autentycznie przejęty swoimi obowiązkami. Olbrzymie dochody przeznaczał na ubogich, a sam prowadził bardzo surowy tryb życia. Będąc pierwszą osobą po papieżu, podjął działania naprawcze w Kościele, co przysporzyło mu wrogów. Ci, po śmierci Piusa IV, doprowadzili do usunięcia go z Rzymu, co ucieszyło Karola. Wreszcie mógł stać się prawdziwym pasterzem archidiecezji mediolańskiej. Tam stworzył wyższe seminarium duchowne, wprowadził wizytacje kanoniczne, wspierał zakony, zakładał bractwa, fundował przytułki. W czasie zarazy kazał rozdawać żywność ubogim (karmiono do 70 tys. ludzi dziennie), a na potrzeby chorych oddał nawet swoje łóżko. Zachęcił duchownych do opieki nad chorymi i ich rodzinami. Wywarł znaczny wpływ na przebieg Soboru Trydenckiego. Pod jego wpływem m.in. nakazano biskupom przebywać w swoich diecezjach, a duszpasterzom w parafiach, zakazano kumulacji urzędów kościelnych, wprowadzono obowiązek zakładania seminariów duchownych. Zmarł w Mediolanie 3 listopada 1584 r. Beatyfikowany w 1602 r., kanonizowany w 1610 r.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6