Zdradzeni w Kościele

W historii Kościoła nie ma epoki bardziej lub mniej podatnej na kryzys. Kościół jest w kryzysie od chwili… powołania pierwszych uczniów. I każdy z nas ma zdolność ten kryzys pogłębić.

Kolejny dowód na zatrute owoce Soboru Watykańskiego II… Następny świecki lider tzw. posoborowej odnowy… Posoborowe wspólnoty są wyjątkowo podatne na takie nadużycia i manipulacje… To tylko wybrane komentarze, które w różnych miejscach wyczytałem po ujawnieniu nadużyć seksualnych i duchowych (z dorobioną do nich „teologią”), jakich miał się dopuszczać wobec kobiet Jean Vanier, założyciel wspólnot Arka oraz Wiara i Światło. Bolesne w treści oświadczenie, jakie opublikowały władze L’Arche International (po wnikliwym dochodzeniu wewnętrznym, potwierdzonym również przez zewnętrzną instytucję), wstrząsnęło nie tylko ludźmi bezpośrednio zaangażowanymi w stworzone przez Vaniera dzieła, które przywracają społeczną godność osobom z niepełnosprawnością intelektualną.

Ojcowie i sieroty

Przytoczone wyżej komentarze zdradzały pewną manierę w analizach problemów Kościoła, którą można sprowadzić do hasła: żyjemy w czasach największego kryzysu chrześcijaństwa, a jego źródłem jest posoborowa odnowa i „rewolucja”, jaką zapoczątkowało soborowe otwarcie drzwi. Łatwo uwierzyć w te zaklęcia, mając perspektywę historyczną sięgającą tylko 50–60 lat wstecz. Tymczasem i kryzysy, i nadużycia, i przewrotność, i wykorzystywanie władzy duchowej do osiągania sprzecznych z wiarą celów są obecne w historii Kościoła niemal od początku. Ta perspektywa nie ma na celu bagatelizowania sprawy Vaniera, która dotyka tu i teraz konkretnych ludzi i która jego duchowym dzieciom podcięła skrzydła, a osobom niechętnym Kościołowi dostarczyła nowych zapasów amunicji. Chodzi o to, by z bolesnego przypadku nie robić młotka do uderzania w ostatni sobór, w powstałe w jego wyniku wspólnoty życia i tym samym w całe dobro, jakie za ich sprawą się dzieje – również za sprawą założonych przez Jeana Vaniera dzieł. Bo idąc tym tropem, należałoby uderzyć w wiele innych dzieł w historii Kościoła, których „ojcowie założyciele” nie sprostali temu, co sami stworzyli. Zawsze zastanawiałem się: dlaczego Jezus tak mocno zalecał, by nikogo na ziemi nie nazywać swoim ojcem? Dopiero wybuchające co jakiś czas skandale w Kościele, upadek kolejnych autorytetów czy głośne odejścia z kapłaństwa rzuciły mi na to nowe światło: może Jezus chciał nas ustrzec przed poczuciem osierocenia, gdy wynoszeni na piedestał, „święci za życia” ojcowie, autorytety okazują się jednak ludźmi, a nie półbogami z naszych prywatnych ołtarzyków?

Historia idealna

Najczęstszym błędem, jaki popełniamy, jest idealizowanie okresu pierwotnego Kościoła. Był wtedy ogień, był zapał ewangelizacyjny, było głoszenie z mocą, były znaki i cuda potwierdzające naukę apostołów. Z pewną tęsknotą czytamy ten fragment Dziejów Apostolskich: „Sprzedawali majątki i dobra i rozdzielali je każdemu według potrzeby. Codziennie trwali jednomyślnie w świątyni, a łamiąc chleb po domach, przyjmowali posiłek z radością i prostotą serca. Wielbili Boga, a cały lud odnosił się do nich życzliwie. Pan zaś przymnażał im codziennie tych, którzy dostępowali zbawienia”. Ale parę stron dalej pojawiają się opisy pierwszych pęknięć wywołanych nadużyciami. „Idealna historia Kościoła skończyła się w piątym rozdziale Dziejów Apostolskich” – usłyszałem od abp. Grzegorza Rysia podczas jednej z debat o kryzysie w Kościele. Przypomnijmy tę historię: Ananiasz i Safira zostają oskarżeni przez św. Piotra o kłamstwo nie tylko wobec wspólnoty, ale i wobec Ducha Świętego w sprawie zapłaty za sprzedaną ziemię. Pierwszy zgrzyt i pęknięcie? Gdyby historię Kościoła liczyć nie od Pięćdziesiątnicy, tylko jeszcze wcześniej, to można by równie dobrze wskazać moment, gdy uczniowie, za plecami Jezusa, spierają się o to, który z nich będzie największy w królestwie niebieskim. A bardziej wnikliwi zwracają uwagę, że kryzys Kościoła zaczął się właściwie od powołania pierwszych uczniów…

Pranie brudów

Wyidealizowany obraz Kościoła pierwszych wieków burzy również lektura listów św. Pawła, w których obecna jest nie tylko wielka teologia, ale też mocna krytyka poszczególnych wspólnot za nadużycia i skandale. Pierwszy List do Koryntian to m.in. „pranie brudów” Kościoła w Koryncie, w którym dochodziło i do przypadków kazirodztwa, i do uczestnictwa w ucztach o charakterze bałwochwalczym, i do skandalicznych zachowań podczas zgromadzeń na łamaniu chleba. Mamy również List do Galatów, a w nim dramatyczne pytanie apostoła: „Kto wam przeciął drogę trwania przy prawdzie?”. I słowa pełne wyrzutu: „Zerwaliście z Chrystusem wszyscy, którzy szukacie usprawiedliwienia w Prawie; wypadliście z łaski”. A w Liście do Kolosan św. Paweł musi napominać wiernych za igranie z ogniem, czyli wchodzenie w praktyki magiczne i mieszanie ich z kultem chrześcijańskim. W listach do Tymoteusza uderza wypominanie nie tylko szerzenia heretyckich poglądów, ale również rozpustnego życia… wdów. Nie inaczej jest w pismach, jakie do wspólnot kierowali św. Jakub i św. Piotr – ten ostatni musiał zmierzyć się z wykorzystywaniem przez niektórych liderów posługi w Kościele do osiągania zysków finansowych oraz z pojawiającymi się we wspólnotach fałszywymi prorokami. Najmocniej chyba obraz zepsucia w pierwotnych gminach chrześcijańskich wybrzmiewa w Apokalipsie św. Jana – w Pergamonie czy w Tiatyrze dochodziło do praktykowania pogańskich kultów.

Papież zabija papieża

Moglibyśmy przebiec całą historię Kościoła i wskazywać, że oprócz przejawów świętości jest cała masa przykładów, które niejednego zapewne od wiary odciągnęły. I nie chodzi tylko o grzechy – bo te popełnia każdy i w tym sensie każdy w jakimś stopniu odpowiada za kryzys Kościoła – ale również o tworzenie struktur grzechu, które przeniknęły do kościelnych instytucji i wspólnoty. Kryzys, który poprzedził reformę gregoriańską w XI wieku, był związany z wielkim grzechem duchownych, w tym również papieży. Benedykt IX ożenił się, sprzedał urząd papieski, kilkukrotnie napadał na Rzym, by zasiadać na stolicy Piotrowej. Ojciec Tomasz Gałuszka OP, znakomity historyk mediewista, odpowiadając na pytanie o rzekomą wyjątkowość obecnego kryzysu, mówił: – Mieliśmy już takie kryzysy, że sam Bogu dziękuję, że mnie stworzył dopiero w XX wieku. Na przykład: w latach 1378–1417 wielka schizma zachodnia, trzech papieży; wierność papieżowi była niezbędna do zbawienia, takie było oficjalne nauczanie, ludzie umierali z pytaniem, czy są za właściwym papieżem i czy w związku z tym nie będą potępieni. Albo czasy Grzegorza VII, który umiera na wygnaniu w Salermo z poczuciem klęski i przegranej rewolucji, bo Rzym ani duchowni, ani wierni go nie chcieli. A wcześniej i później liczni antypapieże, walki i morderstwa – gdy przyszły papież zabija swojego poprzednika, i to własnoręcznie. A cofnijmy się do synodu w 897 roku, gdy jeden papież wydobywa z grobu poprzednika, dokonuje nad nim sądu, bezcześci zwłoki i resztki wlecze ulicami Rzymu – wyliczał.

Teologia zbrodni

Ta historyczna perspektywa nie ma na celu ani podważania świętości, która równolegle rosła i rośnie nadal w Kościele i która jest jego istotą, ani pomniejszania współczesnych skandali i odpowiedzialności za nie. W 2018 roku w piśmie „Famille Chretienne” ukazała się poruszająca rozmowa z o. Jeanem Pateau, benedyktynem i opatem z francuskiego Fontgombault. „Jak to możliwe – pytał retorycznie mnich – że ci, którzy mieli prowadzić braci do Chrystusa, odwrócili się od Niego tak bardzo, że dopuścili się wykorzystywania powierzonych im owiec? Jak można było milczeć bezczynnie w obliczu tych niewyobrażalnych cierpień?”. I dopowiadał: „Gdy te skandale wychodzą na jaw, powinniśmy w pierwszej kolejności zwrócić się do ofiar. Nasze serca powinny cierpieć także dlatego, że w oczach świata doszło do zniekształcenia obrazu Kościoła (…). Mamy obowiązki wobec Kościoła. Kochać Kościół to cierpieć wraz z nim i dla niego, czasami także z powodu winy jego własnych członków”.

W przywołanej na początku bolesnej sprawie Jeana Vaniera najbardziej uderza fakt, że nadużyciom seksualnym towarzyszyło przerażające dorabianie „teologii” i „duchowości”, co ułatwiało z pewnością proces uwodzenia ofiar. A także fakt, że inspiracją do tego był dla Vaniera jego duchowy mistrz, o. Thomas Philippe, oraz to, że do samego końca – wiele na to wskazuje – nie chciał przyznać się do podwójnego życia.

Trzeba iść dalej

Cała historia z pewnością podcięła skrzydła wszystkim, którzy na Arce i pismach Vaniera opierali swoje dojrzewanie w Kościele i rozumienie jego najgłębszej istoty. Tym bardziej przejmująco brzmią słowa, jakie napisał Zbigniew Nosowski, redaktor naczelny „Więzi” i osoba od kilkudziesięciu lat związana z ruchem Wiara i Światło stworzonym przez Vaniera. W bardzo osobistym tekście („Najtrudniejsza wiadomość świata”) Nosowski napisał m.in.: „Takich jak ja jest bardzo wielu – równie obecnie zagubionych. Dla niektórych Jean był już jedynym i ostatnim autorytetem w Kościele (…). Runął autorytet Jeana Vaniera. Będę starał się dalej iść drogą, którą on wskazywał – ale będę nią szedł już nie za nim”. Jest w tych słowach ważne światło: drugie życie Vaniera nie jest w stanie podważyć dobra, które stworzył. Parę lat temu abp Grzegorz Ryś mówił: „Pan Bóg zaryzykował takie działanie i wybrał ludzi, o których my mówimy, że »przechodzą kryzys«, a tak naprawdę są ciężkimi grzesznikami. To mnie przekonuje o niesamowitej pokorze Pana Boga, który ryzykuje objawianie samego siebie przez człowieka, który jest bardzo ograniczony swoim grzechem”.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10