Cufal

Agnieszka i Robert Dziedzicowie: Gdy w 2011 roku pojechaliśmy nad morze, znajomi postawili na nas krzyżyk. Nie gadaliśmy ze sobą, ale na siebie szczekaliśmy. Wydawało się, że tego małżeństwa nie da się uratować.

Agnieszka: Wakacje 2011? Awantura za awanturą. Byliśmy 17 lat po ślubie i wydawało się, że będzie to ostatni rok naszego związku.

Robert: Nie dało się już gadać. Szczekaliśmy na siebie. Bardzo nas to dołowało. Każde dłuższe zdanie kończyło się awanturą. Oboje jesteśmy cholerykami, co nie ułatwiało sytuacji. Na szczęście zainterweniował sam Pan Bóg. Jak zwykle w naszym przypadku – przez ludzi.

Agnieszka: Zmarł tata Roberta. Pomyśleliśmy: „Puścimy Matyldę, naszą młodszą córkę, do Wczesnej Komunii, by schorowani dziadkowie zobaczyli ją jeszcze w białej sukience, jak przystępuje do tego sakramentu. W parafii w Rudzie Śląskiej-Orzegowie pojawił się nowy proboszcz – ks. Rysiu Nowak. I wszystko zaczęło się kręcić. Dotychczas kościoły omijaliśmy szerokim łukiem.

Robert: Żyliśmy obok. Z roku na rok było coraz gorzej. Zaczęliśmy chodzić na katechezy dla dzieci przed Wczesną Komunią i sami wiele się uczyliśmy. (śmiech) Poznawaliśmy fajnych ludzi. Po Komunii ks. Rysiu zaproponował nam, rodzicom, utworzenie kręgu Domowego Kościoła. Nie wiedzieliśmy, o co w tym wszystkim chodzi, ale zgodziliśmy się. Głupio było nam odmówić. (śmiech) Kompletnie nie wiedzieliśmy, w co się pakujemy, bo nigdy nie należeliśmy do żadnej wspólnoty. Postanowiliśmy, że skoro farorz (proboszcz) zaprasza, to pójdziemy na spotkanie. Dziś wiemy, że to był strzał w dziesiątkę.

Agnieszka: Zyskaliśmy nowych przyjaciół, choć z nikim z naszych starych znajomych nie straciliśmy kontaktu. To superludzie. Tylko trochę nie rozumieją, dlaczego nagle zaczęliśmy chodzić do kościoła. (śmiech) Przyjęliśmy Jezusa jako Pana i Zbawiciela. Pojechaliśmy na rekolekcje oazowe. Naprawdę mamy doświadczenie, że 2011 rok wszystko zmienił. Ale nie przestaliśmy się kłócić, dalej jest ostro. Kościół jednak uczy nas przebaczenia.

W naszej parafii ruszył Krąg Biblijny. Jak to brzmi… Wydaje się, że to mała grupka, która spotyka się na nudnych wykładach. Nic podobnego! W Orzegowie sala jest wypełniona, często brakuje krzeseł. Ksiądz Tomek Kusz, który prowadzi tę grupę, wziął nas do Izraela. To był przełom w naszym życiu. Mówi się, że każdy ma w Ziemi Świętej swoje miejsce. Moim miejscem jest Nazaret. W bazylice Zwiastowania padłam na kolana i baaardzo długo rozmawiałam z Maryją. Modliłam się o zmianę, oddałam się Jej na maksa. Coś we mnie pękło… Tam odkryłam, że mogę biegać. Przed miesiącem pobiegłam w Jerozolimie w półmaratonie.

Robert: Przed lotniskiem wypaliłem ostatniego papierosa. Pomodliłem się, by Jezus zabrał mój nałóg, i od tego czasu nie palę. Jestem wolny. W Izraelu doświadczyliśmy też Bożej mocy. Jeden z naszych znajomych na lotnisku w Tel Awiwie-Jafie zaczął zwijać się z bólu. Zaczęliśmy się za niego modlić i ból odszedł. Bóg sam zsyłał nam ludzi, którzy stawali się naszymi przyjaciółmi. Pierwsza stacja drogi krzyżowej w Jerozolimie. Ksiądz mówi: „Krzyż wezmą Dziedzicowie i Bociańscy”. Nie znaliśmy się. A dziś? Aga biega kilka razy w tygodniu z Gosią, niedawno przebiegły półmaraton jerozolimski. A ja zakumplowałem się z „Bocianem”. On jest za Ruchem, ja za Górnikiem, więc mamy się o co wadzić. (śmiech)

Agnieszka: Kocham podróże i Bóg pozwolił nam podróżować. Na ŚDM w Polsce przyjęliśmy do domu młode Włoszki. Piękny czas. Gdy papież Franciszek zapowiedział, że kolejne spotkanie młodzieży będzie w Panamie, marzyliśmy, by tam pojechać. I… wygraliśmy wycieczkę do Panamy na rok przed ŚDM. Coś pięknego!

Miałam ciężko w domu, nigdy się nam nie przelewało, więc gdy zaczęłam pracować, wspomagałam rodziców. Gdy w 2013 roku oboje zmarli… wygraliśmy samochód. Miałam wrażenie, że Pan Bóg oddał mi to, co wysyłałam przez lata rodzicom. To było bardzo poruszające. Nasz proboszcz stał się niemal członkiem rodziny. Gdy zorganizował w parafii Seminarium Odnowy Wiary, niemal wszystkie spotkania przepłakałam. Było to oczyszczenie, teraz to widzę.

Robert: Gdy dzwonisz do naszego proboszcza, zawsze odbierze, a jeśli jest zajęty, oddzwoni. Kiedy nie przyszliśmy na spotkanie kręgu Domowego Kościoła, dzwonił z troską: „Kochani, co u was? Wszystko dobrze?”. Genialny kapłan. Podobnie jak ks. Tomek Kusz, który prowadzi Krąg Biblijny. Co ciekawe, zawsze przed spotkaniem kręgu w domu była awantura i mówiliśmy: „Odpuszczamy. Nie nadajemy się. Nie idziemy”. Na szczęście szliśmy na spotkanie. Byliśmy pierwsi, by się wykruszyć. Nikt by za nas nie dał złamanego grosza, ale dzięki Bogu trwamy już tyle lat… Pilnujemy się, bo wiemy, że możemy wszystko zepsuć. Ratują nas ludzie. Tak działa w naszym życiu Pan Bóg. Uratował nasze małżeństwo, dał nam nowe relacje. Odkryliśmy Jego miłosierdzie. Po katolicku się mówi, że coś jest wymodlone, po śląsku – że to „cufal”. Obie wersje są poprawne.

Wysłuchał Marcin Jakimowicz

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie... Pobieranie...

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 31 1
    2 3 4 5 6 7 8
    9 10 11 12 13 14 15
    16 17 18 19 20 21 22
    23 24 25 26 27 28 29
    30 1 2 3 4 5 6