Królewskie DNA

O sekretach Jasnej Góry, pobożności i nawróceniach na Woodstocku opowiada paulin o. Michał Legan.

Marcin Jakimowicz: Ależ tu tłumy. Nie można wetknąć szpilki. Wy, paulini, macie w ogóle czas, by się pomodlić?

O. Michał Legan: Bez modlitwy nie ma co wychodzić do posługi. W dewizie zakonnej mamy hasło „Solus cum Deo solo”, czyli „Sam na sam z Bogiem”. Wciąż przekonujemy się, że nie chodzi o to, by sobie stworzyć zewnętrzną idealną przestrzeń do modlitwy, bo może się okazać, że wokół jest pusto, a w sercu pozostaje chaos, krzyk, bunt. Jeśli człowiek nie będzie miał wolności w sercu, to ta zewnętrzna nic mu nie da. Pokój serca to dar. Jeśli go nie otrzymasz, będziesz się szarpał nawet na pustyni. Świetnie widać to u naszego patrona Pawła Pustelnika. Pierwsze lata przebywał na pustyni z musu − ukrywał się przed prześladowaniami. Gdy te ustały, musiał zadać sobie pytanie: wracać do cywilizacji czy pozostać na pustyni? Wybrał odosobnienie, ale nie dlatego, że musiał. Chciał. Na pustyni spędził dziewięćdziesiąt lat. Dziś, 14 sierpnia, wchodzi na Jasną Górę pół Polski. A my odprawiliśmy spokojnie jutrznię, godzinę czytań, modlitwę w ciągu dnia. Na zewnątrz wszystko huczało, a my śpiewaliśmy psalmy.

Naprawdę nie ma Ojciec czasami ochoty zamienić Jasnej Góry na Zieloną lub Jelenią?

Pochodzę z Zielonej Góry i zamieniłem ją na Jasną świadomie i dobrowolnie. Oczywiście mam czasami ochotę zamienić Jasną Górę na cokolwiek, bo taka jest natura człowieka, że męczy go miejsce, w którym przebywa, przeżywa frustracje i rozterki…

Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma…

U sąsiada trawa jest zawsze bardziej zielona, nie zauważyłeś? Po czasie okazuje się, że nie jest ważne to, czego ja chcę, a to, czego chce ode mnie Bóg. A On powołał mnie na Jasną Górę. I powiem szczerze: jestem z tego dumny. Dostałem łaskę mieszkania w najświętszym miejscu w Polsce. Byłbym głupi, gdybym Bogu za to nie dziękował

Czym jest sanktuarium? Kilka przecznic za Jasną Górą łaska Boża działa słabiej?

Sanktuarium nie jest tam, gdzie stoją czcigodne mury posiadające na to odpowiednie „papiery”, ale tam, gdzie Bóg spotyka człowieka. Najważniejszym sanktuarium jest serce człowieka. Sanktuarium było łono Maryi, erem Karola de Foucauld, więzienna cela kard. Văn Thuậna, bagażnik, w którym wieziono ks. Jerzego. Na Jasnej Górze Maryja od wieków powtarza Ewangelię, zwłaszcza jedno zdanie z Kany: „Zróbcie wszystko, cokolwiek mój Syn wam powie”. Ostatnio pewien młody chłopak powiedział mi: mogę dziesięć razy wejść do kaplicy Matki Bożej i Ona będzie milczeć, ale gdy wcześniej klęknę przy konfesjonale, odkrywam, że Ona bardzo wyraźne do mnie mówi. Jeden z egzorcystów opowiadał, że pewna zniewolona osoba nie potrafiła wytrzymać w kaplicy Cudownego Obrazu. Gdy obraz oddano do renowacji i w ołtarzu umieszczono kopię, od razu to wyczuła. Czy Bóg ma prawo wybrać jakąś ikonę? Jasne. Nie czcimy bożków z drewna i złota. Nie jesteśmy poganami. Czcimy Osobę. A kogo przedstawia ikona jasnogórska? Siedzącego na kolanach matki Jezusa, trzymającego w dłoni ewangeliarz.

Spotkałem ludzi, którzy czuli się niegodni, by zwrócić się do Maryi. Żyli w grzechu nieczystości, konkubinatach, byli zniewoleni pornografią. „Za wysokie progi” − mówili.

Sam przychodziłem przed laty do Maryi jako osoba zniewolona, z grubym łańcuchem na szyi. Byłem zawstydzony, miałem wzrok wbity w ziemię, jak niewolnik. Tyle że aby spotkać się z oczyma Maryi, musisz wysoko podnieść głowę.

I nie trzeba nikogo poklepywać familiarnie po ramieniu: „Głowa do góry”.

Podnosisz głowę. I co widzisz? Okno do nieba. Jako dziecko mieszkałem blisko podstawówki. Moja mama słyszała w kuchni szkolny dzwonek. Wiedziała, kiedy kończę lekcje. Wracałem po szkole, a ona stała w oknie i machała mi z tęsknotą. To samo czuję, gdy modlę się pod jasnogórską ikoną. Widzę okno od kuchni w niebie. Jedną dłonią Maryja przytula Jezusa. Druga jest pusta, Dlaczego? Po to, by przytulić każdego. W przypowieści o synu marnotrawnym ojciec przytula chłopaka, który śmierdzi chlewem i świńskimi odchodami. Ojciec biegnie go przytulić, a nawet ucałować. Przypomina to opowieść z Księgi Tobiasza. Matka Tobiasza wybiega na drogę, by ucałować na powitane syna. To dla mnie kwintesencja jasnogórskiej ikony, która… cała jest ewangelią. Jest w niej i Kana, i matka czule całująca Tobiasza, i piękno Oblubienicy z Pieśni nad Pieśniami.

Gdy Maryja dowiaduje się, że zostanie matką Boga, odpowiada hymnem „Magnficat”, czyli słowem Bożym. Nie dodaje nic od siebie. Wyśpiewuje wersety Biblii. Wie, że słowo Boże wystarczy. Na wszystko, co Ją spotkało, jest Słowo. Na wszystko, co przeżywasz, jest Słowo.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 29 30 31
    1 2 3 4 5 6 7