Kapłańska tożsamość na cywilizacyjnym zakręcie?

Z o. Józefem Augustynem SJ o kapłańskiej tożsamości i jej kryzysie rozmawia Tomasz Królak (KAI).

Od czasu do czasu dowiadujemy się o odejściu z szeregów kapłańskich jakiegoś księdza, zakonnika. Jaka jest skala tego zjawiska w Polsce?

O. Józef Augustyn SJ: W roku 2014 wystąpiło 72 kapłanów diecezjalnych. Jest to około 0.3 procent. Podobny odsetek rezygnacji dotyczy księży zakonnych. W sumie w 2014 roku z kapłaństwa zrezygnowało około stu księży diecezjalnych i zakonnych. To jedno średnie seminarium w Polsce. Skala zjawiska narasta. Dla porównania podajmy: w 1974 roku na 14-15 tysięcy księży diecezjalnych wystąpiło 23; a w 2014 na 24 tysięcy – 72. W ostatnich 40 latach ze stanu kapłańskiego, rocznie, nie występowało nigdy więcej niż stu księży.

A jak pod tym względem Kościół w Polsce wygląda na tle świata?

– Przed Soborem Watykańskim II na mniej więcej pół miliona duchownych katolickich co roku rezygnowało z kapłaństwa około tysiąca księży. W okresie posoborowego kryzysu, w latach 70. liczba ta była nawet czterokrotnie wyższa. Obecnie wskaźniki wystąpień księży na Zachodzie nie są wyższe niż w Polsce. Mniej wstępuje do seminariów, mniej przyjmuje święcenia i mniej też występuje.

Obecny kryzys kapłaństwa w Polsce przypomina nieco ten z lat 70. na Zachodzie, kiedy to szeregami kapłańskimi zachwiała – jak to określił Jan Paweł II – błędna interpretacja Soboru. Rezygnację z rygoryzmu w podejściu do wielu spraw, rubryk liturgicznych czy też kazuistyki moralnej interpretowano jako obniżenie poprzeczki duchowej. Paweł VI, który bardzo cierpiał z tego powodu, mówił o „bolesnych dezercjach kapłańskich”.

Dochodzimy do kwestii zasadniczej: przyczyn odejść z kapłaństwa. Zapewne jest ich wiele…

– Myślę, że decydujący jest kryzys zakorzenienia w ideałach ewangelicznych, niskie motywacje odwołujące się do pewnych korzyści w wymiarze osobistym i społecznym (pozycja społeczna, szacunek wiernych, stabilizacja materialna, gratyfikacja emocjonalna), które nie zostały oczyszczone. One nie dają siły, odwagi w stawianiu czoła wymaganiom kapłaństwa.

Bycie księdzem, który służy ludziom, jest do nich nastawiony życzliwie, poświęca się hojnie, codziennie modli się, nie szuka gratyfikacji emocjonalnej czy materialnej – jest bardzo wymagające. Jeżeli brakuje zakorzenienia duchowego, młody mężczyzna tuż po święceniach swoje „wyrzeczenia” niemal bezwiednie kompensuje sobie – używając języka Ewagriusza z Pontu – w sferze pożądliwej: konsumpcja, doznania zmysłowe, chciwość. A gdy ta postawa trwa dłużej, stopniowo rodzi się rozdwojenie pomiędzy przyjętymi ideałami a codziennością. Jest to bardzo frustrujące dla samego księdza i staje się źródłem gniewu na samego siebie i na otoczenie, a w konsekwencji także smutku. Tak rodzi się księżowska surowość, twardość, która gnębi innych w tym, czego sama nie zachowuje.

A trudności z celibatem jako przyczyna odejść z kapłaństwa?

– Nie przeceniałbym problemów z celibatem w analizie wystąpień kapłańskich. Gdyby powodem odejść miał być najpierw celibat, to wielu księży już dawno powinno odejść, i dramatem dla Kościoła jest to, że jednak nie odchodzą, ale latami organizują sobie podwójne życie.

Nie mówimy o chwilowym zagubieniu, po którym człowiek wraca do Boga i szczerze rozmawia z przełożonym. To jest ludzkie. Ksiądz, który uzna swój grzech z pokorą, będzie miłosierny dla grzeszników. Celibat jest łaską ze względu na Królestwo niebieskie, daną tym, którzy wszystko poświęcają dla Jezusa, także miłość ludzką, a więc coś, co tu na ziemi jest najpiękniejsze i najważniejsze dla każdego.

Czy powodem odejść bywają konflikty z przełożonymi?

– Posłuszeństwo to istotny problem. Ksiądz zależy od biskupa. To on decyduje o tym, gdzie będzie pracował, na jakim stanowisku, itd. A decyzje nie zawsze są konsultowane. Biorąc pod uwagę setki księży w jednej diecezji, można rozumieć, że rządzenie staje się formą administrowania. Daleki jestem od upatrywania przyczyn wystąpienia księży po stronie przełożonych. Ale w życiu młodych, wrażliwych księży, gdy na ich osobiste frustracje nakłada się konflikt z przełożonym, bywa to punkt zwrotny w kapłańskim kryzysie.

Mam wrażenie, że w seminarium mało mówimy o posłuszeństwie. Ono jest znacznie trudniejsze od celibatu, ponieważ dotyczy samej istoty człowieczeństwa: ludzkiej wolności.

Wspomniał ojciec o niskich motywacjach. Ale co najczęściej okazuje się w takich przypadkach: czy właściwych motywacji brakuje już w chwili święceń, czy też słabną one stopniowo aż do jakiegoś przesilenia związanego na przykład z konfliktem z przełożonym?

– Zwykle obumierają stopniowo motywacje, które od samego początku są problematyczne, niespójne. Głęboka motywacja duchowa oparta na świadomie podjętej decyzji jest spójna, trwała. Ona nie obumiera. Dobrze przeżyte seminarium i dopracowana decyzja w dialogu z Bogiem i przełożonymi – to fundament kapłaństwa. Gdy go brak, mamy „kapłański dom” zbudowany na piasku. Trudno uwierzyć w głębokie rozeznanie i uczciwie podjętą decyzję księdza, gdy ten odchodzi po dwóch, trzech latach od święceń. Przychodzi wichura i dom się wali.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9