Tutaj jest moja misja

- Ludzie różnie patrzą na nasze dzieci. Nieraz komentują, że im nauka religii czy sakramenty święte nie są potrzebne. A przecież Pan Jezus w centrum stawiał właśnie dziecko – mówi s. Jolanta Radomyska SSpS, katechetka w Zespole Szkół Specjalnych w Raciborzu.

Przed laty, gdy ówczesna przełożona prowincjalna s. Celina Wojciechowska zaproponowała mi pracę w szkole specjalnej, nie było mi łatwo podjąć decyzję. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, że ja, po studiach teologicznych, mam pracować z dziećmi niepełnosprawnymi – przyznaje s. Jolanta ze Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Świętego.

– Przełożonym się nie odmawia, dlatego pracę podjęłam. Do pierwszego dzwonka miałam całe wakacje, był to czas na poukładanie sobie wszystkiego. Dopiero podczas rozpoczęcia roku szkolnego spotkałam dzieci, które miałam uczyć. Wśród nich zobaczyłam też chłopczyka, który ślinił się. To był Damian. W myślach pytałam wtedy: „Boże, z takimi dziećmi będę pracować?”. Gdy wróciłam do domu, poszłam do kaplicy i tam targowałam się z Panem Bogiem, pytając, dlaczego mnie wybrał do tej pracy – wspomina i dodaje, że teraz tej pracy nie zamieniłaby na inną, a Damian, którego spotkała pierwszego dnia, stał się jej najlepszym kolegą. – Gdy kończył szkołę, prawie wszyscy za nim płakaliśmy. W moich uczniach widzę cierpiącego Chrystusa i to pomaga mi przyjmować każde dziecko takim, jakie jest – przyznaje.

Rekwizyty i ilustracje to podstawa

Siostra Jolanta już 16. rok uczy religii w Zespole Szkół Specjalnych w Raciborzu. Jej zaangażowanie, pomysłowość i serdeczność są cenione przez uczniów, którzy swoją nauczycielkę zgłosili do pierwszej edycji plebiscytu Bohater Katechezy, organizowanego przez Katolickie Stowarzyszenie „Civitas Christiana” i „Gościa Opolskiego”. Wówczas w przygotowanym przez nich zgłoszeniu przeczytaliśmy m.in.: „Zawsze możemy liczyć na naszą katechetkę, bo ma dla nas wielkie serce. Potrafi ciekawie opowiadać o Panu Bogu i często się z nami śmieje i żartuje”. Młodzież opowiadała o adwentowych i wielkopostnych dniach skupienia, konkursach z nagrodami, pielgrzymkach i „Wakacjach z Bogiem”, a zgłoszenie zakończyła zapewnieniem: „Nasza siostra jest wielkim bohaterem i bardzo ją kochamy”.

– Jestem wdzięczna Panu Bogu, że mogę z nimi pracować i że mogę od nich się uczyć. Jestem w zgromadzeniu misyjnym i to jest moja misja. Tutaj Pan Bóg przygotował dla mnie miejsce – z przekonaniem podkreśla s. Jolanta i opowiada o codzienności na katechezie: – Bez względu na wiek nasze dzieci mają myślenie bardzo konkretne. Dlatego przychodząc na lekcje, mam ze sobą całą torbę rekwizytów czy ilustracji. Uczniowie muszą zobaczyć, dotknąć, porównać. Właśnie w ten sposób zapamiętują, o czym mówimy na katechezie. Przecież gdybym im opowiadała o pięknie modlitwy różańcowej, a nie dałabym im do ręki różańca, nie wiedzieliby, o czym była lekcja.

Pamiętaj, że umiesz coś innego

– Jako nauczyciele w szkole specjalnej nie możemy oczekiwać wielkich efektów naszej pracy, ale ogromnie cieszy mnie to, że spotkania na katechezie przekładają się na codzienne życie – podkreśla s. Jolanta. I sypie przykładami. Dzwoni dzwonek kończący lekcje, siostra prosi uczniów, by ułożyli krzesła na ławkach, odciążając tym samym panie sprzątaczki. Co robią dzieci? – Jedno drugiemu pomaga. I przy tym można usłyszeć takie komentarze: „Daj, zrobię to za ciebie, bo ty jesteś za niski” – opowiada katechetka. – Gdy się ubierają, jedno drugiemu wiąże sznurówki i mówi: „Nie martw się, że tego nie umiesz, ale pamiętaj, że umiesz coś innego”. Podziwiam ich, bo potrafią sobie wzajemnie pomagać, potrafią się dzielić z innymi tym, co mają, i są w tym wszystkim bezinteresowni. Oczywiście, jak to dzieciom, czasem zdarzy się, że się pobiją – uśmiecha się s. Jolanta.

– Nasze dzieci cieszą się z każdego drobiazgu, widać, że mają zapał do nauki. Tyle że one nie robią niczego dla oceny. Hasłem naszej szkoły są słowa: „Każde dziecko w naszej szkole odnosi sukces” i myślę, że tak rzeczywiście jest. Każde z dzieci na swój sposób odnosi sukces. Angażują się w tematy omawiane na katechezie, bo kochają Pana Jezusa. Więc mimo że w mojej pracy nie będzie efektów w postaci zapamiętanych regułek, to są efekty w codziennym życiu. Gdy w Wielkim Poście mówimy o męce i śmierci Pana Jezusa, dzieci mocno to przeżywają. Szczerze postanawiają, że danego dnia będą grzeczne lub zrobią coś dobrego, bo chcą choć jeden kolec wyjąć z korony cierniowej Chrystusa – opowiada.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
  • stefan176
    12.12.2014 11:57
    Pan Jezus błogosławił dzieci, a dorosłych nauczał. Kościół Katolicki to odwrócił; dzieci naucza a błogosławi dorosłych nawet tych praktykujących- a niewierzących.Ewangelizacja to dawanie przez dorosłych świadectwa wiary poprzez codzienne życie dzieciom i sąsiadom. Jakie to proste!!! nie potrzeba narad, synodów i zwyczajnego pierdzenia w stołki.
  • Zbyszek
    13.12.2014 08:50
    a ja bym obstawał, że kluczem jest szacunek - do każdego
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 31 1
    2 3 4 5 6 7 8
    9 10 11 12 13 14 15
    16 17 18 19 20 21 22
    23 24 25 26 27 28 29
    1 2 3 4 5 6 7