Abp Gądecki: Jesteśmy by leczyć rany

Nowy wymiar duszpasterstwa rodzin polegałby na zwróceniu uwagi na sprawę małżeństw cywilnych między mężczyznami a kobietami, na małżeństwa tradycyjne i kohabitacje. Abp Gądecki opowiada o Synodzie.

Księże Arcybiskupie, spotykamy się po bardzo ważnym etapie pracy Kościoła, po zakończeniu bardzo ważnego synodu. Proszę o pierwsze refleksje i podsumowanie tego, co wydarzyło się w auli synodalnej w ostatnich dniach, a zwłaszcza w końcówce obrad.

Gdy myślę o tych dwóch tygodniach synodalnych, chciałbym zwrócić uwagę na trzystopniowość, która towarzyszyła temu, podobnie jak innym synodom. Na początku: „Relacja ante disceptationem”, która została przedstawiona przez ks. kard. Petera Erdö. Zyskała ona dość duże uznanie ze względu na swoją kompletność i na wyważony sposób przedstawienia problemów związanych z małżeństwem i kazusami specjalnymi, tzn. z małżeństwami regularnymi i małżeństwami nieregularnymi. Ta pierwsza wersja po dyskusji została sformułowana na nowo, z uwzględnieniem głosów, które padły w międzyczasie. 

Powstała zatem relacja po dyskusji [Relatio post disceptationem – przyp. red.], która wzburzyła zgromadzenie synodalne i swoim przesłaniem wywołała sporo złego echa na świecie. Szczególnie negatywne echo wywołało ujęcie dwóch, trzech punktów, na których skupiła się prasa międzynarodowa. Była to wersja, z którą wielu ojców synodalnych się nie identyfikowało; przedstawiała wizję odległą od przekonania wielu zgromadzonych. Tłumaczono się później, że trudno jest zsyntetyzować relacje ok. 180 ojców synodalnych. Że „Relatio post disceptationem” musiała zostać opublikowana, bo podczas innych synodów ją publikowano. 

Dlatego ojcowie synodalni z dużym napięciem oczekiwali na to, co znajdzie się – po dyskusji w grupach językowych – w trzecim tekście („Relatio Synodi”). W tychże grupach (circuli minores) z większą dokładnością poddano analizie brzmienie poszczególnych punktów. Na koniec prac każda z 10 grup językowych przygotowała riassunto, czyli krótką syntezę swojej pracy. Te dziesięć syntez przedstawiało obraz tematu znacznie odbiegający od tego, co znajdowało się w poprzednim „Relatio post disceptationem”. Po odczytaniu tych syntez powstał problem stosowności ich publikacji, były to bowiem w dalszym ciągu teksty robocze. Ostatecznie jednak zostały one opublikowane w wersjach językowych i przyniosły mediom powód do następnych spekulacji. 

Po przedstawieniu syntez pracy grup językowych przystąpiono – z uwzględnieniem ich treści – do zredagowania treści trzeciego tekstu, tym razem już nie w formie tekstu roboczego, ale w formie dokumentu („Relatio Synodi”). Tekst tego „Relatio” został przegłosowany – punkt po punkcie – i przyniósł ulgę. Na 62 punkty tylko 3 nie otrzymały większości kwalifikowanej. 59 punków zostało uznane za sformułowane w sposób odpowiadający dotychczasowemu nauczaniu Kościoła. „Relatio Synodi” zostało przekazane Ojcu Świętemu, a sekretarz synodu obiecał ją opublikować, z wynikami głosowania nad poszczególnymi punktami. 

To może z nieco innej strony: po negatywnym oddźwięku wobec drugiej wersji można było odnieść wrażenie walki toczącej się na synodzie. Czy takie było doświadczenie Księdza Arcybiskupa?

Synod jest pracą pod przewodnictwem Ducha Świętego. Także to, iż 183 ojców synodalnych mówi różne rzeczy, jest wpisane w kolegialność. Zanim zacznie się synod, z góry wiadomo, że – ze względu na różną wrażliwość, przygotowanie i pochodzenie – pojawią się także sprzeczne zdania. Ostatecznie nawet te sprzeczności mają swoje znaczenie, ponieważ one zwracają uwagę na słabe punkty dyskutowanych tematów, które należy skorygować.

Poczucie walki? Nie mam takiego poczucia. Synod to wspólna droga, to kolegialność, to służba Kościołowi każdego i wszystkich. Nie przyjechaliśmy do Rzymu, aby z kimkolwiek walczyć, ale by służyć i to w taki sposób, jaki każdy z nas uważa za najlepszy. Chcieliśmy przedstawić sprawy małżeństwa i rodziny z punktu widzenia własnego doświadczenia duszpasterskiego po to, by Ojciec Święty miał jak najpełniejszy obraz rzeczywistości, by mógł dać jak najlepszą odpowiedź na bolączki dzisiejszego świata. 

Jak zatem przebiegały głosowania nad „Relatio Synodi”? Czy podczas końcowych prac doszło do odrzucenia jakichś zaproponowanych punktów?

Było 183 ojców na 192, którzy byli uprawnieni do głosowania, z czego wynikało, że większość dwóch trzecich stanowiła 123 głosy. Każdy punkt, który zyskał więcej niż 123 głosy, przechodził jako przyjęty przez synod, a każdy, który zyskał mniej – nie przechodził. O wysokim poziomie „Relatio Synodi” świadczy to, że na 62 punkty, z których ten dokument się składa, tylko 3 zostały odrzucone (punkty 52, 53 i 55), nie zyskując kwalifikowanej większości. 

Najmniej głosów zyskał punkt 52, dotyczący tych, którzy się rozwiedli, a następnie zawarli związki cywilne, a mieliby otrzymać możliwość przystępowania do sakramentów pokuty i pojednania oraz Eucharystii w sprzeczności z dotychczasową praktyką Kościoła. Ten punkt stanowił oko cyklonu w całej medialnej propagandzie typu liberalnego, która uprzedzała i towarzyszyła synodowi. 

Punkt 53, mówiący o Komunii duchowej, która mogłaby zastąpić ewentualnie Komunię sakramentalną, wzbudził znaki zapytania, dlatego przeznaczono go do dalszego studiowania. 

Punkt 55 – który dotyczy osób o orientacji homoseksualnej – z jednej strony podkreśla potrzebę zachowywania delikatności i unikania dyskryminacji wobec tych osób ze względu na ich ludzką godność. Z drugiej strony – wyraźnie podkreślono, że nie istnieje żadna analogia, nawet odległa, między związkami homoseksualnymi oraz planem Bożym dotyczącym małżeństwa i rodziny. 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6