Nieszczęsna władza szklanki kompotu

Nie ma wątpliwości, że władza w Kościele jest potrzebna. Pytanie, jak powinna być sprawowana.

Z prawdziwą przyjemnością przeczytałem w ostatnim Znaku rozmowę Dominiki Kozłowskiej i Janusza Poniewierskiego z księdzem profesorem Wacławem Hryniewiczem OMI (mały jej fragment TUTAJ)  Temat? Poruszono ich wiele. Mówiono na przykład o nadziei zbawienia dla wszystkich i jej podstawach u ojców Kościoła. O teologii zerwania rozumianej jako powrót do myśli poprzedzającej zawężające ujmowanie problemu. O pedagogii strachu, która wcale nie chroni przed odejściem od wiary. Ale zasadniczy temat był małym polem minowym: władza w Kościele. I wielce znaczący tytuł. „Nie trzeba się bać zmiany”.

Czytając nie mogłem się oprzeć się wrażeniu, że rozmówcy księdza profesora usilnie próbowali sprowokować go do jakichś ostrzejszych wypowiedzi. A on, jakby tego nie zauważając, odwołując się do swoich przemyśleń i doświadczeń, snuje swoją wizję rzeczowo, krytycznie, ale jednocześnie z wielkim taktem. Nie wiem, czy postulaty Księdza Profesora nie są momentami zbyt idealistyczne. Pewnie też nie pod wszystkimi bym się podpisał. Ale na pewno są piękne. I mieszczą się w moim odbiorze w tym, co ks. Hryniewicz nazywa „symfonią prawdy”. Rzeczywiście, spojrzenie na świat tylko jednym okiem mocno spłaszcza jego ogląd. I powadzi, jak to ujął ksiądz Hryniewicz do „ortodoksyjnego sadyzmu”.

Na pewno bliskie jest mojemu myśleniu o Kościele jest stwierdzenie, że władza w Kościele powinna być sprawowana w sposób „uczciwy i wiarygodny”, że trzeba, by była „inspirowana przez pokorę i służbę, zajęta troska o ludzi, a nie regułami i dyscypliną”. Czasem, zresztą nie tylko w Kościele, mówi się o władzy jako służbie, ale styl jej sprawowania ze służbą nie ma nic wspólnego. I myślę że jej najważniejszym elementem powinno być – jak to przypomina papież Franciszek – rozeznawanie. Nie administrowanie. Chodzi o to, by najpierw widzieć, jakimi Bożymi darami w postaci ludzi, ich talentów i umiejętności dysponujemy a potem pomyśleć, jak najlepiej je wykorzystać. A nie przykrajać ludzi do oderwanych od rzeczywistości oczekiwań.

Ale jednak byłbym daleki od modnej dziś ostrej krytyki dotychczasowego modelu funkcjonowania władzy. Po prostu wiem, że bardzo dużo zależy nie od rozwiązań organizacyjnych, ale konkretnego człowieka. I jego otoczenia. Ujmując rzecz dosadniej można by powiedzieć, że to nie Kościół potrzebuje reform, ale człowiek nawrócenia.

Mam przy tym wrażenie, a ksiądz Hryniewicz swoją wypowiedzią to moje wrażenie tylko pogłębił, że niektóre decyzje mających w Kościele jakąś władzę dość często motywowane są... strachem. Nie, wcale nie przed zwierzchnikiem, którzy po przeprowadzeniu jakieś gruntownej analizy powie: X, podpadłeś, działasz nieudolnie, zmień to a to. Albo: dokładnie przyjrzałem się twoim publikacjom i znajduję tu taką czy inną herezję. Tu bardziej chodzi o strach przed tym, „żeby nikt nie zarzucił”. Zwłaszcza podczas nieformalnych spotkań, nawet w gronie kolegów. Ot, choćby po obiedzie, przy szklance kompotu.

Bywa tak, że kiedy już wszyscy się najedzą jakiś zwierzchnik/ktoś ważny/ktoś potencjalnie ważny/jakiś kolega dla rozruszania towarzystwa rzuci jakąś kąśliwą uwagę. Wiadomo, pełny brzuch sprzyja dobrym humorom, a żarty i prawienie złośliwości są sobie bliskie. To nie musi być uwaga przemyślana. Może być zwykłym wrażeniem człowieka niezbyt dobrze znającego sprawy.  Ale w dworskim klimacie zakulisowych rozgrywek może mieć na adresata tych złośliwości sporą siłę oddziaływania. „Mówi się, że” ma wtedy moc biskupiego dekretu. I skłania delikwenta do działań, na których cierpią nie tyko ludzie, ale i zdrowy rozsądek.

Nie wymyślam. Tym, którzy nie wierzą w istnienie takiego mechanizmu polecam książkę Yves Congara „Teolog na wygnaniu: dziennik 1952-1956.”  Lektura wstrząsająca.

A przecież wystarczyłoby pamiętać o owej symfoniczności, którą tak często w swoich wypowiedziach podkreśla ksiądz Hryniewicz. Przez przełożonego przemawia Bóg? Ale czy przełożony słucha Boga – przytomnie pyta Ksiądz Profesor. Naprawdę warto tę zasadę stosować. Nie tylko zresztą w kwestii poznawania prawdy. Także w podejściu do relacji między członkami ludu Bożego. Przecież jesteśmy braćmi i mamy wspólne, ważne cele. Czy czyjeś musi być zawsze na wierzchu?

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7