Antykryzysowo

Poszukiwania prawdy nie można ograniczyć do przyswajania wiadomości. Bo prawda to również zmaganie się z pytaniami.

Jeszcze trochę, a będziemy pewni życia w oku cyklonu. Albo w samym centrum innego kataklizmu. Cokolwiek poczytać, kogokolwiek posłuchać, za każdym razem przez wszystkie przypadki jest odmieniane jedno słowo. Kryzys. Gospodarki, Euro, moralności, wiary, cywilizacji, kultury… Nie zdziwię się, gdy usłyszę jeszcze o kryzysie mojego komputera, żarówki w żyrandolu albo ujadającego w nocy na lisy Amika. Biję się adwentowo w piersi, bo – niestety – sam czasem oliwy do tej kryzysowej lampy dolewałem.

Z tym większą radością przeczytałem wywiad, jakiego brat Alois udzielił przed spotkaniem młodych w Berlinie. „Nie poddamy się nastrojowi kryzysu.” Ale nie to w wypowiedzi przełożonego Wspólnoty z Taize było najważniejsze. „Młodzi ludzie powinni wiedzieć, że jest takie miejsce, gdzie mogą zadać swe egzystencjalne pytania, gdzie na nowo można pytać o Boga.” Po lekturze nie mogłem uwolnić się od pytań. Czy muszą jechać do Berlina, by dowiedzieć się o istnieniu takiego miejsca? Dlaczego nie mogą postawić tych pytań na lekcji religii, w przykościelnej salce, grupie modlitewnej czy dyskusyjnej?

Zgłosiła się do mnie przed kilku laty studentka teologii. Chciała zaliczyć semestr z katechetyki i przeprowadzić lekcję pokazową. Wybrałem najlepszą klasę. Zdyscyplinowaną i aktywną. Pokazałem jej na lekcji możliwości uczniów, potem sama  próbowała sił. Orły poszybowały w przestworza. Ona wraz z nimi. Wreszcie przyszedł sądny dzień. W ostatnich ławkach zasiedli uczelniani dydaktycy, nawet w najmniejszym stopniu nie paraliżując uczniów. Ostatecznie to oni „byli u siebie”. Wprowadzenie poszło nieźle. Aż przyszedł, a przewidywałem że przyjdzie, moment dyskusji. Pojawiły się wątki i pytania nie przewidziane w konspekcie, chociaż z tematem związane. Prowadząca stanęła przed dylematem. Konspekt czy iść za tropem, by w pewnym momencie do konspektu wrócić. Wybrała pierwsze. Bo przecież nikt jej nie oceniał za dialog z uczniami. Finał był jak w tym czarnym humorze o udanej operacji i śmierci pacjenta. Lekcja się udała, uczniowie do jej końca pozostali bierni. Zlekceważono ich pytania. Postawione nie po to, by komukolwiek zaszkodzić, coś zepsuć, zrobić na złość. Zrodziły się ze zwykłej pasji szukania Boga. I tak powinny zostać potraktowane.

Rozumiem potrzebę systematycznego wykładu i dydaktyki. Bez nich każda dyskusja z poziomu racji przenosi się na poziom emocji, utrudniając tym samym szukanie prawdy. Ale poszukiwania prawdy nie można ograniczyć do przyswajania wiadomości. Bo prawda to również zmaganie się z pytaniami. Czasem naiwnymi, a czasem bardzo poważnymi. Zresztą to, co prowadzącemu wydaje się być naiwne, dla ucznia może być sprawą życia i śmierci, decydować o zakorzenieniu w wierze albo o jej utracie.

Swego czasu fascynował mnie Stanisław Vincenz. Dzięki lekturze „Na wysokiej połoninie” spotkałem jednego z twórców ruchu chasydzkiego. Baal Szem Tow tłumaczył swojemu uczniowi: „Jeśli jadę wozem i widzę, że biegną za mną, schodzę z wozu i biegnę wraz z nimi”. W podobnym tonie wypowiadał się jeden z czeskich duchownych, pytany o receptę na duszpasterstwo młodzieży. „Spać z nimi na jednej podłodze, jeść z tego samego garnka.” Wiedziałem, że w jego ustach te słowa nie były teorią.

„Młodzi ludzie powinni wiedzieć, że jest takie miejsce, gdzie mogą zadać swe egzystencjalne pytania…” Im więcej takich miejsc uda się stworzyć, im więcej będzie chętnych do słuchania pytań, im więcej będzie nie lękających się odejścia od sztywnych ram programów i dydaktyki, widmo kryzysu wiary wśród młodych – i nie tylko – będzie stawało się coraz bardziej odległe.

Czy ludzie Kościoła zdobędą się na odwagę zejścia z wozu…?


 

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| MŁODZIEŻ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • KaeL
    01.12.2011 17:11

    "„Młodzi ludzie powinni wiedzieć, że jest takie miejsce, gdzie mogą zadać swe egzystencjalne pytania, gdzie na nowo można pytać o Boga.” Po lekturze nie mogłem uwolnić się od pytań. Czy muszą jechać do Berlina, by dowiedzieć się o istnieniu takiego miejsca? Dlaczego nie mogą postawić tych pytań na lekcji religii, w przykościelnej salce, grupie modlitewnej czy dyskusyjnej?"

    No wlasnie. Ale nie tylko mlodzi ludzie maja pytania nt wiary. Byc moze dla wielu ksiezy szokujaco naiwne, ale wynikajace z roznych przyczyn  i nie mniej istotne dla dalszego zycia duchowego.
    Gdzie mozna je zadac i byc potraktowanym powaznie?

    Istnieje forum wiara. Ignorowane starannie przez ksiezy. Zamiast skorzystac z narzedzia bezposredniego dotarcia do mlodych (i nie tylko) wyprostowac rozne prywatne pomysly na to co jest, badz nie jest katolickie, co wazne i mniej wazne, wskazac zrodla i miejsca gdzie mozna by poszerzyc wiedze (i wiare), duchowni starannie je omijaja. Takze duchowni, skadinand obecni w  portalu wiara i GN. Takze ci piszacy o "nowej ewangelizacji". Ewangelizacja w formie kazan sie nie sprawdzi. Tylko osobiste przekonanie moze doprowadzic do nawrocenia. A to zawsze zwiazane jest z pytaniami i prawdziwymi odpowiedziami.

     

    Prosze ksiezy: nie ma glupich czy zlych pytan. Ale jezeli zignoruje i zlekcewazy sie pytania i pytajacych, to oni gdzies znajda odpowiedz. Niekoniecznie w Kosciele katolickim. I to nie oni beda z tego zdawac rachunek na Sadzie Ostatecznym. Oni szukali szczerze.

     

    Czasem mam wrazenie, ze ksieza boja sie pytan.  I moze ksiadz wie dlaczego? Bo ja mam tylko jedna odpowiedz: sami nie znaja odpowiedzi. Bo moze nigdy nie mieli odwagi sami sobie takich pytan postawic i przyjeli cudze odpowiedzi jak gotowce?

     

    A moze jest jakis inny powod?

  • Gabriela
    01.12.2011 21:06
    KaeL! Piszesz, że "ewangelizacja w formie kazań się nie sprawdzi". Homilia(nie kazanie) to jedna z najskuteczniejszych form ewangelizacji!!! Trwa w Kościele od czasów apostołów.Jeśli głoszący Słowo jest świadkiem Jezusa, spotyka Go żywego w historii swojego życia, to owocem głoszenia będzie głęboka wiara w sercach słuchających. Bo Słowo Boże działa, jest żywe, ma moc budzenia nas do życia. Być może (i to Cię tłumaczy) nie spotkałaś proroka, który głosi żywego Jezusa. Wtedy może być tak jak piszesz, że kapłan nie ma odwagi stanąć przed młodymi. To jest stan apostołów z Wieczernika przed zesłaniem Ducha Świętego. Bali się.
  • renata155
    01.12.2011 23:50
    tak zdecydowanie większość księży boi się pytań..nie lubi dyskusji..a nie daj Boże,znajdzie się koś kto całkowicie nie zgadza się wygłoszoną przez nich tezą...i to smutne-acz prawdziwe///na szczęście nie wszyscy księża chowają się za sutannę ;)..
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 31 1
    2 3 4 5 6 7 8