Trio

Niby te nasze mikro-podróże odbywamy z Żoną we dwójkę. Ale tak naprawdę…

Tak naprawdę zawsze jest i to trzecie. Choróbsko. Wlecze się z nami, za nami, przed nami. Ciągle trzeba brać na nie poprawkę.

Niby fajnie jest. Słońce świeci, do celu się dojechało (całe 21 minut autobusem!), ale co tam. Pokolenie X dobrze wie, że „można też mniej”, więc zamiast ubolewać nad brakiem palm, tropików, wielbłądów i małpiszonów, wypatrujemy strusi, czarownicy, miejscowej „katedry Notre-Dame” i co tam jeszcze w Czeladzi mają. Ponoć jest i kieł z paszczy smoka wawelskiego.

Strusie rzeczywiście fajne. Andrzej Czarnota machnął w latach ’90 rzeźbę jak się patrzy, więc i my patrzymy i napatrzeć się nie możemy. A to dopiero początek tej wyprawy, którą Choróbsko (siostra Choroba?) od samego wyjścia z domu próbuje nam pokrzyżować. Ale się nie dajemy. W końcu mamy wiosnę, dzień wolny, więc i jakaś wiosenna wyprawa musi być! Kulejąc, słabnąc, odsapując, przysiadając na ławeczkach, „zjeżdżając” – ale i zaliczając kolejne atrakcje.

Więc już wyłania się następna. Zagłębiowska katedra Notre-Dame, czyli kościół św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Czeladzi też niczego sobie. Góruje nad miastem aż miło popatrzeć, choć z pomniczkiem Jana Pawła II sprawa wygląda nieco inaczej. Nie jest ci on zbyt duży, więc przy takim architektonicznym kolosie wygląda trochę jak siedząca lala z dziecinnego pokoju. Albo jak praskie Jezulátko.

Cóż, takiego papy jeszcze nie widzieliśmy. Oj nie ma ten Wojtyła szczęścia do pomników w tym kraju, nie ma. Ten (estetycznie, artystycznie), nie jest zły. Tylko miejsce chyba nie to...

„Kieł” przy Urzędzie Miasta za to bardzo ciekawy. Niby pomnik to mocno komunistyczny, IPN miał nawet fazę by go likwidować, ale z drugiej strony... Kształt przecie abstrakcyjny, a i twórca (Bronisław Chromy), ten sam, który stworzył słynnego, ziejącego ogniem smoka wawelskiego w Krakowie. Więc (krakowskim targiem?) uznajmy, że to właśnie kieł z paszczy smoka wawelskiego i niech tak zostanie.

Co my tam mamy dalej. Park Grabek – całkiem spoko. Na dobre można odetchnąć i nabrać sił (na pohybel ci, Choróbsko!), a i do dzieciństwa wrócić, bo zza rzeki wyłania się m.in. stadion CKS-u Czeladź. Za bajtla śledziło się potyczki III-ligowego GKS Tychy z tym właśnie zespołem, więc jakiś sentyment do tej drużyny jest. Gdzie oni teraz grają? V liga, czyli szósty poziom rozgrywkowy. Tam gdzie rezerwy Ruchu i GKS-u Katowice. Słabiutko…

My za to, po posiedzeniu na ławce i posileniu się jabłkiem i babką wielkanocną (tak, tak, wciąż jemy i dojeść nie możemy!), idziemy dalej. W stronę dawnej kopalni, a dziś muzeum Saturn.

Hmmm… To może jednak stąd, z tego Saturna, miał być wystrzelony promień, którego tak obawiali się malarze z Grupy Janowskiej w filmie „Angelus”? Śląsko-zagłębiowskie antagonizmy lubią to. My niekoniecznie. Więc „ryzykujemy”. I opłacało się.

W muzeum wystawa jednego z najsłynniejszych czeskich fotografów, na tablicach informacyjnych wzmianka o tym, że dawno, dawno temu Czeladź była częścią księstwa cieszyńskiego, więc w sumie okazuje się, że jesteśmy u siebie. Jsme doma.

Choć do domu jeszcze trochę daleko. A po wszystkim trzeba będzie ten wypad odleżeć i trochę jednak odchorować...

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9