Wina mediów, wina polityków. Moja wina

Świat jest szary? Może trzeba przetrzeć okulary?

25 stycznia, święto nawrócenia św. Pawła... Wczoraj, w związku z wspomnieniem patrona dziennikarzy, św. Franciszka Salezego, Papież opublikował orędzie na Dzień Środków Społecznego Przekazu  zatytułowane „Mówić z sercem. «Prawdziwie w miłości»”. Patrząc jednak na naszą medialno-polityczną rzeczywistość odechciewa się komentowania. To przecież i tak nic nie da. Będzie najwyżej jak zrzędzenia dziadków z Muppetów. Mamy rok wyborczy (choć od paru lat można odnieść wrażenie, że ciągle go mamy), więc machina się rozpędza. W ruch idą grille, na których potrzeby przeszukiwane są archiwa (nie żebym miał za złe samo przypominanie politykom co mówili dawniej), sięga się po oręż półprawd i insynuacji. Ordynarne kłamstwa, gdy nie ma innej możliwości, też zaczynają być w cenie... Apele? Nawoływania?  Bez znaczenia...

Wznieść się ponad to i być „apolitycznym”? No, tak też można. Najłatwiej tym, którzy, stosując „symetryzm” (modne słowo, oznaczające uznanie, że wszyscy mają swoje za uszami) od polityki się odcinają. Można chyba jednak, jak pewien człowiek, którego profil z racji szukania informacji o tym, co dzieje się na Ukrainie, dość często odwiedzam na Twitterze, mieć swoje sympatie, owszem, ale w ocenia spraw kierować się rozumem. Jak ten wskazuje, że rząd można pochwalić  to chwali, jak uważa, że trzeba zganić, to gani. Tak nie lepiej? No pewnie. Ale do tego trzeba jeszcze rozumu używać. I np. nie powielać z aprobatą narracji pana Pieskowa, że dostarczanie broni Ukrainie tylko przedłuży cierpienia jej mieszkańców. Nieprawda to? Coraz więcej wskazuje, że nieprawda. Ale tak czy siak na pewno obrzydliwe. Jak powiedzenie gwałciciela osobie, którą usiłuje zgwałcić, żeby się nie broniła, to będzie mniej bolało...

Ciekawe, prawda? Powoli zmierzamy do tego, by zauważyć, że nie w politykach czy służących tej czy innej sprawie mediach najistotniejszy problem, ale w nas samych, w naszych sercach. Sercach, które nad trzeźwy osąd spraw stawiają swoje anty- i sympatie, sercach, którym spór, intryga, osądzanie i poniżanie po prostu smakują. Tym wielu z nas się karmi, o tym lubi słuchać, to oglądać (patrz powodzenie różnych nie stroniących od tego rodzaju treści reality show)....

A gdybyśmy byli inni? Może gdyby politykom nie opłacało się wzniecać sporów, waśni, nie opłacało się kłamać i insynuować, po tego rodzaju oręż by nie sięgali? A media? Opowiadał kiedyś pracownik pewnego wiodące portalu, że kiedy nie ma treści (czy choćby tylko tytułów) sensacyjnych, kontrowersyjnych, kiedy nie ma sporu, oskarżeń, insynuacji, obrazoburstwa  i paru innych, nie ma też klikalności, a więc i wpływu z reklam...

Tak, wiem, apel do całego społeczeństwa, żeby było inne, też kompletnie nie ma sensu. Don Kichot w walce z wiatrakami miał większe szanse na sukces. Ale już każdy z nas z osobna, tak, może się zmienić. Ot, przypomniawszy sobie, że czystego serca będą oglądać Boga, przetrzeć te upaćkane różnorakim brudem, a przez to nie pozwalające dostrzec wielobarwnego dobra, okulary. Prawda, że świat wtedy bardziej kolorowy? I że w takim kolorowym żyje się lepiej?

 

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| MEDIA, POLITYKA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 1 2 3 4