Żmiąckie legendy o św. Kindze

W Starym Sączu trwa nowenna przed uroczystością św. Kingi. Czy Kinga uciekając z Krakowa piła wodę ze źródła, którą ludzie w Żmiącej nazywają "u Kołowrota"?

Przez wiele lat ks. prał. Józef Trela, dziś emerytowany proboszcz ze Żmiącej, zbierał okruchy historii, relacje, dokumenty, opracowania, opowieści, dotyczące Żmiącej, ludzi tu mieszkających, jak i całego dekanatu ujanowickiego. Przez kilkanaście lat drukował je i co tydzień dodawał do "Gościa Niedzielnego". Dziś teka ks. prał. Józefa Treli. licząca ponad 4 tysiące stron tekstów,  to nieprzebrane źródło wiedzy o ludziach, czasach i miejscu, jakim jest Żmiąca.

 


Legendy o Bł. Kindze

opowiadane przez śp. Wincentego Rośka, spisane przez jego wnuczkę Genowefę Kęder

Znów Dziadek opowiadał inną legendę usłyszaną od starszych ludzi. Dawno, dawno temu, kiedy żyła i uciekała pieszo błogosławiona Kinga z Krakowa do Starego Sącza przed Tatarami i już ją doganiali, błogosławiona Kinga rzuciła za siebie szczotkę i natychmiast wyrósł gęsty las (Puszcza Niepołomicka) i Tatarzy zabłądzili w tej puszczy.

Dalej bezpiecznie błogosławiona Kinga szła na skróty przez góry i przez naszą Żmiącą też. Tu ją podobno ludzie życzliwie i gościnnie przyjęli, poczęstowali owocami, i wówczas błogosławiona Kinga, dziękując za gościnę powiedziała: "Nigdy wam tutaj owoców nie zabraknie".

Mówili również ludzie, że błogosławiona Kinga, idąc przez „Gołą Górę” na „Kaleń”, schowała tam koło domu w dziupli buka skarby, które po wielu, wielu latach gospodarz ścinając tego buka, odnalazł. Zaraz potem ufundował dużą kamienną figurę pod lasem, pięknie rzeźbioną. Syna bogato wywianował, który ożenił się z piękną dziewczyną do Symbory. Oni też zafundowali przy drodze podobną, piękną kamienną figurę pod wezwaniem Serca Jezusowego. Następnemu synowi z „Gołej Góry” kupili duże piękne gospodarstwo rolne, równinne we Wronowicach i tam się osiedlił.

Jeszcze dalsze opowiadanie o błogosławionej Kindze. Ze Żmiącej błogosławiona Kinga szła przez Pisarzową i tam też Ją ludzie ugościli i poczęstowali mlekiem i serem. Dziękując im za gościnę błogosławiona Kinga miała im powiedzieć, że mleka i sera nigdy im nie zabraknie.

Szła dalej przez góry błogosławiona Kinga i gdy już była niedaleko Starego Sącza, do jej uszu doleciał tętent koni, spojrzała, a tu wojsko tatarskie już ją dogania. Wtedy rzuciła za siebie wstążkę, i natychmiast oddzieliły ją od Tatarów wezbrane fale rzeki Poprad. I tak błogosławiona Kinga szczęśliwie dotarła i ukryła się w warownym klasztorze sióstr klarysek w Starym Sączu. Potem ten klasztor rozbudowała i pozostała w nim aż do śmierci, gdzie już za życia zasłynęła świętością i heroicznością wszelkich cnót.

Dziadek zawsze mówił, że najzdrowsza i najzimniejsza jest woda z jednego ze źródeł żmiąckiego potoku „u Kołowrota” pod księżym lasem. Tam woda w źródle w zimie nigdy nie zamarza, a w lecie jest bardzo zimna i wspaniała do picia. Niektórzy ludzie uważają, że ta woda ma lecznicze właściwości. Znów legenda mówi, że kiedyś, gdy błogosławiona Kinga przez Żmiącą i las przechodziła, spragniona napiła się tej wody „u Kołowrota” do syta. Faktycznie ta woda jest wyśmienita. Dziadek opowiadał, że kiedy poprzednik księdza dziekana Bernardyna Dziedziaka z Ujanowic śp. ks. Ernest Christ ciężko zachorował, to nie chciał innej wody pić, tylko mu parobcy konno tej właśnie wody ze źródła „od Kołowrota” przywozili.

Był też taki czas u nas, że nasz Dziadek w lipcu 1947 r. rozchorował się bardzo poważnie na obustronne zapalenie płuc z powikłaniami. Majaczył Dziadek w wielkiej gorączce 41o C. Spragniony prosił, domagał się picia właśnie tej wody ze źródła „od Kołowrota”. Lekarz Bednarek leczył go jak potrafił najlepiej, lecz bezskutecznie. Z Dziadkiem było coraz gorzej. Lekarz rozkładał bezradnie ręce, że nie ma już skutecznego lekarstwa, które by mu uratowało zdrowie i życie. Kazał więc Dziadkowi przynieść i dać mu tej zimnej wody źródlanej i czego sobie tylko pragnie przed śmiercią.

Mama przerażona o życie naszego Dziadka poszła do cudownego Pana Jezusa na Jaworzną i tam w kościele modląc się dała ofiarę i zamówiła Mszę świętą o jego zdrowie. Po powrocie z Jaworznej mama posłała ciocię Wikcię po wodę do źródełka „u Kołowrota” z lasu. Najpierw mama próbowała małą łyżeczką do ust dziadkowi podawać tej wody, ale dziadek, choć słaby, ręką prasnął w tę małą łyżeczkę, która odskoczyła na środek izby, chwycił mamie za garnuszek z wodą i w wielkim pragnieniu wszystko wypił. Mama ze strachem w oczach obserwowała dziadka, czy po tym całym garnuszku wypitym wody ze źródełka nie trzeba zaraz zaświecić woskowej gromnicy? Ale on zadowolony, głową opadł na poduszki i najzwyczajniej sobie zasnął. Po przebudzeniu dziadek przytomniej spojrzał na nas wszystkich otaczających go, którzy modliliśmy się, żeby nam Pan Bóg nie zabierał jeszcze dziadka, bo taty nie mamy i dziadek tu jest nam tak bardzo potrzebny.

Cudowny Pan Jezus Jaworzański ulitował się i wysłuchał naszych próśb. Być może dziadek też szeptał swoją niezawodną modlitwę do Serca Pana Jezusa. Wypita woda ze źródełka dziadkowi nie zaszkodziła i raźniej poprosił o więcej. I tak cały następny tydzień nie mógł nic jeszcze jeść, ani żadnej herbaty pić, tylko prosił o zimną źródlaną wodę.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
31 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10