Zapomniana bojaźń Boża

Nie chodzi o to, by przed Bogiem drżeć, ale by mieć do Niego szacunek.

Mnóstwo młodych wypisuje się ostatnio z lekcji religii – usłyszałem ostatnio od znajomego księdza. Powody? Jeśli plan lekcji ustala się tak, że ta odbywa się późnym popołudniem czy nawet wieczorem, pokusa odpuszczenia sobie i dla gorliwego katolika byłaby wielka. Swoją drogą to ciekawe, że dorośli mają ośmiogodzinny dzień pracy, a w szkołach zdarzają się lekcje 9  czy 10, prawda? I nie mam na myśli sytuacji, gdy klasa później rozpoczęła lekcje. No ale cóż, nie od dziś wiadomo, że oświatowi urzędnicy lekceważą zasady psycho- i socjologii, o zdrowym rozsądku już nie mówiąc, byle formalnościom stało się zadość.

W każdym razie młodzi się z lekcji religii wypisują. Ich rodzice też dość często specjalną gorliwością w praktykach religijnych nie grzeszą. To wina stosunku do aborcji? Ciemnych chmur nad Kościołem w związku z pedofilskimi aferami? Chyba raczej pretekst. Trudno nie odnieść wrażenia, że powód jest inny: w dobrobycie i spokoju w którym żyjemy („troski doczesne i ułuda bogactwa” – jak to mówił Jezus) Bóg do niczego nie jest człowiekowi potrzebny. No, chyba że zdarzy się coś trudnego. Wtedy jest do kogo mieć pretensje: „dlaczego to na nas dopuścił?”. I jest dodatkowy powód, by się od Niego odwrócić.

Pewnie się mylę, ale mam wrażenie, że przynajmniej w pewnej mierze to konsekwencja bezrefleksyjnego powtarzania „Bóg cię kocha”, „Bóg nie karze” itd. Jeśli kocha (znaczy Jemu zależy, nam nie musi)  i nie karze (znaczy jak bym nie żył jakoś to będzie)  to niech się postara, żebyśmy chcieli do Niego przychodzić; ale przecież nie ma nam nic ciekawego do zaoferowania. Msza jest nudna, nudne są kazania, nudne przykazania...

Bezrefleksyjnego – napisałem. Tak. Bo Bóg naprawdę człowieka kocha. Bo Bóg naprawdę nie jest kimś, kto doszukuje się w człowieku grzechu, by zawsze mieć za co go ukarać. Ale prawdą też jest, że w miłości do człowieka – jak pokazuje to całe objawienie – nie jest naiwny. I że jest sprawiedliwy. A będąca konsekwencją tezy „Bóg nie karze” wizja Boga, który kata głaszcze się po główce tłumacząc, że nic się nie stało, a jego ofiarę wytyka palcami za nieumiejętność wybaczenia, jest wizją Bogu urągającą.

„Bój się Boga” – mawiali nasi rodzice i dziadowie. I nie mieli wcale na myśli tego, by nie wierzyć w Boże miłosierdzie. Przypominali: pamiętaj, nad nami jest jeszcze Bóg. Bóg, który stoi po stronie słabych, bitych, gnębionych, nie po stronie krzywdzicieli. Bóg, który ma wyrozumiałość dla grzesznika, ale widzi też deprawację, która nie tylko nic sobie z grzechu nie robi, ale jeszcze go pochwala. Tak, Bożej bojaźni, czyli autentycznej pobożności, bardzo nam w naszych czasach brakuje. I to w jakiejś mierze na pewno też nasza wina.

Podobnym sloganem co „Bóg cię kocha” i „Bóg nie karze” może niebawem stać się mówienie o „słuchaniu Ducha Świętego”. Ale o tym może w którymś z następnych komentarzy.

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6