Ks. Adam niezwykły

Poza Białostocczyzną nieznany. A bohater. Czas to zmienić.

Najbardziej zauważalne jego dzieło – monumentalny, górujący nad Białymstokiem, biały kościół św. Rocha. Jego twórca i pierwszy proboszcz ks. Adam Abramowicz był wspaniałym duszpasterzem, wrażliwym społecznie człowiekiem, odważnym żołnierzem, sprawiedliwym ratującym Żydów. Dobrym człowiekiem, który każdego ugościł i dla każdego miał dobre słowo.

Odkryć dorobek

Historyk archidiecezji białostockiej i wileńskiej ks. prof. Tadeusz Krahel od lat bada dorobek i życie ks. Adama Abramowicza. Sam poznał go wiele lat temu. – Ksiądz Adam był już wówczas wiekowym, szanowanym kapłanem, a ja młodym duchownym. Miałem za sobą jedynie pięć lat kapłaństwa, a był wobec mnie życzliwy. Mówiło się wtedy wśród księży: „Kogo władza kocha, wysyła do Rocha. Dla odbycia kary – wysyła do fary” – opowiada ks. Krahel. – Wiedzieliśmy, że to wielki człowiek. Mimo że nie znaliśmy jego dokonań, działalności w czasie wojny. Dopiero po latach, już jako historyk, zacząłem badać życie ks. Adama.

Ksiądz Tadeusz poznawał życie ks. Adama stopniowo. – Wertowałem materiały archiwalne, m.in. w Wilnie, poznawałem wspomnienia osób, które z nim współpracowały – mówi. – Z każdym kolejnym dokumentem i opowieścią wyłaniał się obraz patrioty, głęboko wierzącego człowieka, a jednocześnie doskonałego organizatora i sprawnego działacza na wielu płaszczyznach. Wzór kapłaństwa i człowieczeństwa.

Początki

Adam Abramowicz urodził się 2 lutego 1881 r. w Żoślach na Litwie, w rodzinie Marcina i Cecylii z Songinów. Uczył się najpierw w miejscowej szkole rosyjskiej, potem w Szkole Technicznej w Nowych Trokach. Po jej ukończeniu pracował jako telegrafista na stacjach kolejowych guberni wileńskiej. Wtedy też szukał dla siebie miejsca, powołania. – Następnie jego cała rodzina przeniosła się do Wilna. Adam pracował tam rok, w końcu oznajmił rodzicom, że chce zostać księdzem – opowiada ks. Krahel.

W 1899 r. Adam Abramowicz zdał egzamin do seminarium duchownego w Wilnie. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1905 r. – Najpierw pracował w Słonimiu, ale już rok później został proboszczem w Dereczynie, w parafii skasowanej przez władze carskie po powstaniu styczniowym. Ludzie lgnęli do parafii, a pod wpływem jego duszpasterstwa wielu prawosławnych, którzy wcześniej pod przymusem przeszli na prawosławie, konwertowało na katolicyzm – opowiada ks. Krahel.

Młody proboszcz starał się o budowę świątyni. Rozszerzał też działalność kulturalno-oświatową: zakładał potajemne szkoły polskie i biblioteczki, czym narażał się władzom rosyjskim i prawosławnemu duchowieństwu. Zaczęły się więc śledztwa i sądy. Ksiądz miał zasądzone grzywny, odsiedział kilka miesięcy w więzieniu. – Ostatecznie został wyrzucony z Dereczyna, bez prawa bycia proboszczem i wikarym. Przebywał w Lidzie i Wilnie, by następnie pojechać do Włoch – mówi ks. Krahel. W 1914 r. wrócił do kraju. Nie mógł jednak otrzymać żadnego stanowiska i dopiero gdy Niemcy zajęli Wilno w 1915 r., został wikariuszem parafii św. Rafała w Wilnie, a potem w Suchowoli. W 1917 r. przeniósł się do Uhowa. – W ciągu dwóch lat skończył tam budowę neogotyckiego kościoła, zbudował plebanię i założył sad owocowy – mówi ks. Krahel. – Kiedy niedługo potem spłonie drewniany kościół w Goniądzu, biskup wileński powierzy zaufanemu budowniczemu kościołów nowe zadanie: probostwa i odbudowy. Nowy kościół pw. św. Agnieszki został konsekrowany we wrześniu 1924 r., a budowniczego biskup mianował kanonikiem honorowym kapituły katedralnej wileńskiej. Już rok później ks. Adam podejmuje się organizacji parafii św. Rocha w Białymstoku.

Białystok

Budowa rozpoczęła się na wzgórzu św. Rocha – historycznym miejscu, na którym władze carskie blokowały prace przez wiele lat. Zorganizowano konkurs na projekt. Ogłoszono, że świątynia „ma być pomnikiem wskrzeszenia niepodległości Ojczyzny”. Na konkurs wpłynęło ponad 70 prac. Żadna jednak nie zyskała aprobaty duchowieństwa, w tym ks. Abramowicza, który kilka lat później napisał z charakterystyczną dla siebie swadą: „Śmiało można rzec, iż pośród 76 nadesłanych projektów najwyżej 10 miało charakter kościoła. Reszta – jakieś dziwolągi”. W rezultacie odbył się drugi konkurs i to sam ks. Adam wybrał projekt Oskara Sosnowskiego. Świątynia stała się wotum dziękczynnym za odzyskaną wolność. Mieszkańcy Białegostoku i okolic nie szczędzili funduszy na świątynię-pomnik.

Jednocześnie zwykłym torem szła praca duszpasterska. Albo i niezwykłym, gdyż ks. Abramowicz powołał do życia kilka stowarzyszeń i organizacji parafialnych. Każdego roku uroczyście obchodzono odpust św. Rocha, który gromadził wielu wiernych. Co ważne: przy parafii powstał dom starców, a w styczniu 1929 r. ks. Abramowicz rozpoczął wydawanie czasopisma parafialnego „Przewodnik Parafialny Białostocki”, które od marca 1930 r. ukazywało się pod tytułem „Jutrzenka Białostocka”. Sam proboszcz sporo pisał. Gdy w 1934 r. w parafii św. Rocha założono klasztor misjonarek Świętej Rodziny, siostry opiekowały się pensjonariuszami domu starców, prowadziły też kursy krawiectwa.

Wojna!

Wybucha II wojna światowa. We wrześniu 1939 r. świątynia jest w stanie surowym. W połowie września Niemcy zajmują Białystok. A jeszcze przed oddaniem miasta Armii Czerwonej, wieczorem 20 września gestapo wkracza do mieszkania ks. Abramowicza. Niemcy grabią najcenniejsze przedmioty i „jako wroga Niemiec” zabierają kapłana. – Wywieźli księdza do lasu, kilkanaście kilometrów od parafii. Był już późny wieczór, gdy Niemcy stali nad nim z wymierzonymi karabinami. Ksiądz Adam klęczał nad dołem śmierci i modlił się, czekał na strzały – opowiada ks. Krahel. – Wtedy nagle okupanci zostawili go i… odjechali. Było już ciemno, gdy ksiądz wyszedł z lasu i dotarł do Choroszczy. Przenocował go tamtejszy proboszcz i następnego dnia odwiózł do Białegostoku.

Dlaczego ks. Adam ocalał? Nie wiadomo. Jednak „wywrotowej”, niebezpiecznej działalności nie zaprzestał. Również wtedy, gdy Sowieci zajęli miasto. – W czasie okupacji sowieckiej istniało niebezpieczeństwo odebrania kościoła przez władze sowieckie i przeznaczenia świątyni na… cyrk. Dlatego ks. Adam celowo zwlekał z wykończeniem wnętrza kościoła – opowiada ks. Krahel.

W 1941 r. Białystok powtórnie przejęli Niemcy. Tymczasem w św. Rochu, pod przykrywką przedszkola, pod kierunkiem zakonnic, rozpoczęła działalność tajna szkoła podstawowa. A gdy zaczęły się represje wobec Żydów, ks. Adam nie pozostał obojętny. – Proboszcz razem ze swymi wikariuszami oraz siostrami misjonarkami pomagali ukrywać się Żydom, wydawali im podrobione dokumenty, a także dostarczali żywność do getta. Jeden z Żydów trafił do ks. Adama z polecenia rabina z Radunia i po latach zdał relację o uratowaniu życia – mówi ks. Krahel.

Wraz z zakonnicami ks. Adam zakłada sierociniec. Przygarnia dzieci niezależnie od narodowości i wyznania. Mówiły po polsku, rosyjsku, białorusku i żydowsku. – Wiadomo również, że dzięki ks. Abramowiczowi i siostrom misjonarkom w 1941 r. uratowano od rozstrzelania ponad 50 starców, których umieszczono na parterze domu parafialnego – dodaje ks. Krahel.

Parafia św. Rocha była też schronieniem dla polskich patriotów: w grudniu 1940 r., gdy NKWD wpadło na trop płk. Władysława Liniarskiego, ten znalazł schronienie u ks. Adama. Abramowicz ukrywał też Józefa Przybyszewskiego „Grzymałę”, działacza Stronnictwa Narodowego. – Tu działały też komórki legalizacyjne Biura Informacji i Propagandy AK – BIP, wystawiające podrobione dokumenty i metryki. Do końca wojny ks. Abramowicz działał w konspiracji, w Związku Walki Zbrojnej, a potem w Armii Krajowej, pod pseudonimem „Stary” i „Romuald”. Był też dziekanem Okręgu Białostockiego AK – mówi ks. Krahel.

W czasie okupacji niemieckiej ks. Abramowicz był dwukrotnie więziony. Nie wiadomo, jak by się skończyło drugie aresztowanie, gdyby nie parafianie: wykupili go łapówkami.

Po wojnie

Wojna dobiegła końca. Niemal od razu ks. Adam przystąpił do prac przy świątyni. Jednocześnie pełnił szereg funkcji diecezjalnych. Został m.in. dyrektorem Archidiecezjalnego Związku „Caritas”. – Był śledzony przez władze komunistyczne aż do rozwiązania Caritas. Z dokumentów IPN nie wynika, by był jednak prześladowany – opowiada ks. Krahel.

Mimo upływających lat ks. Abramowicz nie zmniejszał aktywności. Chciał zbudować kolejny kościół: św. Kazimierza na białostockim Antoniuku. Zajął się też budową domu dla księży emerytów. – Był otwarty na drugiego człowieka i miał poczucie humoru, co prezentował na ostatniej stronie pisma „Jutrzenka” w rubryce „Trochę śmiechu bez grzechu”. Roztropny i odważny jednocześnie: 11 listopada każdego roku zapraszał biskupów i księży na obiad, formalnie z okazji… imienin swego ojca Marcina. Jednak było to przyjęcie patriotyczne – wydawane z okazji odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 r. – tłumaczy ks. Krahel.

Ostatnie lata życia ks. Adama były naznaczone cierpieniem. Pozostawał pod troskliwą opieką kapłanów, sióstr misjonarek i siostrzeńca. Zmarł 4 czerwca 1969 r. Na pogrzeb przyszły tłumy. Został pochowany przy kościele św. Rocha. – Nasi starsi parafianie wspominają i pamiętają ks. Adama. Młodzi poznają go z opowiadań – mówi obecny proboszcz u św. Rocha ks. Tadeusz Żdanuk. – Jego postać przewija się w pamięci białostoczan. I słusznie, bo to wielki człowiek i wielkie dzieła po sobie zostawił. Te materialne, jak kościoły, i te duchowe, być może dopiero odkrywane…•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7