Plus miłość…

„Gdybym nie przyjmowała codziennie Komunii Świętej, tobym nie dała rady w tej pracy” – mawiała dr Wanda Błeńska. 18 października rozpoczyna się jej proces beatyfikacyjny.

To za namową Dokty, jak polską lekarkę nazywano w Ugandzie, o. Bogusław „Kalungi” Dąbrowski wybudował szpital w Kakooge, przy pierwszej misji franciszkańskiej. Dziś przyjeżdżają tam lekarze z całego świata. W kraju, który Churchill nazwał „perłą Afryki”, Dokta spędziła 43 lata. Swoją misję zaczynała, jeszcze zanim Uganda uzyskała w 1962 r. niepodległość. Rozwinęła i przez lata prowadziła szpital dla trędowatych w Bulubie. Dziś trądu już tam prawie nie ma, jednak placówka wciąż funkcjonuje. – Poznałem doktor Wandę w Centrum Formacji Misyjnej. Często rozmawialiśmy po wykładach. Przygotowywałem się do wyjazdu do Ugandy, ona spędziła tam życie. Opowiadała, że to najcudowniejszy kraj. Kiedy otwierałem szpital w Kakooge, dawała mi wiele cennych wskazówek – wspomina franciszkanin.

W Bulubie dr Wanda miała także pod opieką chłopców z wiejskiej szkoły. „Villagersi, czyli chłopcy z wioski, przychodzili bez butów, w podartych ubraniach. Mówiła im, żeby dbali o wygląd, ale jednocześnie wpajała im, by nie mieli kompleksów względem chłopców z rodzin bogatych, których było stać na ubrania. Organizowała zawody sportowe. Jeśli wygrał chłopiec z wioski, podnosiło to ich dumę i poczucie wartości” – opisuje misjonarz w swej książce „Spalić paszport”.

Połóżcie ich na łóżkach

Odwiedzam szpital w Bulubie razem z o. Wojciechem „Mmale” Ulmanem, przełożonym franciszkanów w Ugandzie (w 2019 r. franciszkanie otwarli nowy szpital, nazwany imieniem dr Błeńskiej – Wanda Health Centre, który znajduje się w Matudze; pierwsza dziewczynka, która tam się urodziła, otrzymała imię Wanda Klara). W Bulubie o dr Błeńskiej przypominają archiwalne zdjęcia, przedmioty, położony w niedalekiej odległości od szpitala dom, w którym mieszkała. W pobliżu nieczynna stacja benzynowa, gdzie Dokta tankowała swój motocykl. Jest i kościół, w którym każdy dzień rozpoczynała Mszą św. Obok – zabudowania konwentu sióstr misjonarek św. Franciszka, z którymi dr Błeńska pracowała. Na jednym z budynków funkcjonującego na terenie ośrodka college’u medycznego wisi pamiątkowa tablica z wygrawerowanym w języku luganda przesłaniem dr Błeńskiej: „Okwagala kwe kwewayo ku lwa’balala”, czyli „Kochać to dawać siebie”.

Pracuje tu dr Rosemary. Urodziła się w Bulubie, była uczennicą Dokty. – Najpierw rodzice pracowali z dr Wandą, potem ja. Kochała tych ludzi chorych na trąd. Mówiła: „Jeśli zdarzy się sytuacja, że szpital będzie pełen chorych i nie starczy łóżek dla wszystkich, to dajcie innym pacjentom materace na podłodze, a trędowatych połóżcie na łóżkach”. Dlaczego? Ponieważ trędowaci byli marginalizowani społecznie. A dr Wanda uwrażliwiała, by ich traktować godnie, jak wszystkich – opowiada ugandyjska lekarka.

Doktor Błeńska odbywała tygodniowe objazdy po okolicy. – Spotykała się ze wspólnotami w wioskach, szukała chorych. Zabierała ich do szpitala. Razem z siostrami opiekowała się nimi. Dostawali wszystko, czego potrzebowali: schronienie, ubrania, wyżywienie. I miłość… – podkreśla dr Rosemary.

Wspomina dzień, kiedy Dokta opuszczała Ugandę. – Powiedziała nam wtedy: „Ja odjeżdżam, ale wy troszczcie się o moich trędowatych pacjentów. Kochajcie ich”. W kontakcie z trędowatymi nigdy nie używała rękawiczek. I nigdy nie zaraziła się trądem. Przez wiele lat nikt z naszych lekarzy nie zaraził się trądem – dodaje.

Siostra nie umrze

W 1987 r. do Buluby przyjechała s. Norberta Piekos, obecnie przebywająca w Illinois. – Byłam wykończona po pierwszych miesiącach w Ugandzie. Myślałam, że będę musiała wyjechać. A dr Błeńska, którą akurat spotkałam w kaplicy, mówi mi: „Siostro kochana, siostra musi się nauczyć żyć w tropiku i tu pracować”.

W 1987 r. w Ugandzie pojawili się salezjanie. – Powiedziałam im, że muszą zobaczyć dr Błeńską. No i jeździli potem do Buluby – opowiada. – A kiedy dr Błeńska przyjeżdżała do Kampali, to nas odwiedzała w Kisubi (dzielnica Kampali), gdzie była drukarnia.

W Kampali doktor Wanda Błeńska prowadziła wykłady z medycyny na tamtejszym Uniwersytecie Makerere.

W 1999 r. s. Norberta wróciła do Polski z powodów zdrowotnych. – Myślałam, że umieram. Zadzwoniłam do dr Błeńskiej, aby się pożegnać. A ona mi mówi: „Niech siostra przyjeżdża do Poznania, my tu siostrę wyleczymy, siostra nie umrze”. Trafiłam do instytutu tropikalnego. Doktor Błeńska była cały czas ze mną. Dzień przed operacją poszłyśmy razem do poznańskiej katedry, przyjęłam sakrament chorych. Nie miałam już wiele nadziei. A ona podtrzymywała mnie na duchu. Tak wiele jej zawdzięczam. Uważała mnie za swoją córkę, adoptowaną. Święta mnie adoptowała – śmieje się s. Norberta.

Najskuteczniejsze lekarstwo

Postulatorem procesu beatyfikacyjnego dr Wandy Błeńskiej jest ks. Jarosław Czyżewski. – Pochodzę z Poznania, więc o pani Wandzie słyszałem od zawsze. Widywałem ją w tramwaju, gdy jeździła na południową Mszę u dominikanów.

W czasach studenckich był zaangażowany w Akademickie Koło Misjologiczne, dzisiaj imienia Wandy Błeńskiej. To samo, w którym i ona działała przed wojną, w czasie studiów medycznych.

Ksiądz Czyżewski z sentymentem wspomina spotkanie z 2008 r., gdy studiował politologię. – Pisałem pracę o dzieciach – żołnierzach. A że proceder był obecny w Ugandzie, odwiedziłem panią Wandę. Na pożegnanie dałem jej zakładkę z cytatem i podziękowaniem. W czerwcu 2014 r., już jako ksiądz, odprawiałem u pani Wandy jedną z moich pierwszych Mszy św. w gronie studentów z Koła Misjologicznego. Doktor Błeńska była już bardzo słaba. Kilka miesięcy później zmarła. Kiedy po śmierci przeglądałem po niej dokumenty, z jednej książki wypadła ta zakładka. Byłem poruszony. Setki ludzi odwiedzały panią doktor, a ona tę karteczkę zostawiła.

Mottem rozpoczynającego się 18 października procesu beatyfikacyjnego są jej słowa: „Najskuteczniejszym lekarstwem jest miłość”. – To podkreśla powołanie lekarza i sposób, w jaki dr Wanda podchodziła do pacjentów – zauważa ks. Czyżewski.

Brzoza, sosna, słonko

Ksiądz Czyżewski przyznaje, że materiałów do procesu beatyfikacyjnego jest sporo.

– Trudno powiedzieć, kiedy się skończy ich gromadzenie, gdyż cały czas ja lub Komisja Historyczna trafiamy do nowych osób albo te osoby docierają do nas. Ostatnio otrzymałem materiały od rodziny dr Wandy Marczak-Malczewskiej, która pracowała z Wandą Błeńską w Ugandzie. To pokaźne pudełko pełne listów i zdjęć.

Najstarszy list Wandy Błeńskiej, do którego dotychczas udało się dotrzeć, został wysłany z Liverpoolu w 1948 r. Lekarka była wtedy na kursie medycyny tropikalnej. Jest też list do przyjaciółki z czasów studenckich, z sierpnia 1950 r., napisany kilka miesięcy po dotarciu do Ugandy. – Pisze w nim: „Przez pięć lat wybierałam się do Ciebie z listem, aż wreszcie przesyłam Ci pierwszy z tej naszej, wspólnie wymarzonej Afryki” oraz: „Widoki są prześliczne, ale całe piękno Afryki nie zastąpi czaru naszej polskiej brzozy czy sosny, naszego słonka i wiatru” – ujawnia ks. Czyżewski. Wanda Błeńska wysyłała wiele listów, pisząc w nich zarazem, że nie ma wiele czasu na ich pisanie.

Oprócz świadectw życia dr Wandy są i te duchowe. – Coraz więcej ludzi mówi, że w ich życiu, także duchowym, pani Wanda jest ważną osobą, że modlą się za jej wstawiennictwem. Pojawiają się już świadectwa otrzymanych łask – mówi postulator. Wciąż mało jest materiałów i wspomnień z Ugandy. – Prawdopodobnie zostanie otwarty proces pomocniczy w Ugandzie, we współpracy z tamtejszym Kościołem. Ale to jeszcze przyszłość – zaznacza ks. Czyżewski. •

Wanda Błeńska

103 lata życia 39 lat czekania na spełnienie marzeń 43 lata w Ugandzie 22 lata animacji misyjnej po powrocie do Polski.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8