Nowa broń masowego rażenia

O wolności słowa trzeba mówić, ale przede wszystkim w kontekście odpowiedzialności.

Pojawienie się na rynku smartfona zmieniło naszą cywilizację w stopniu większym, niż się dziś wydaje. Do tego czasu media rozpowszechniały informacje zebrane i przygotowane przez dziennikarzy, dziś praktycznie każdy jest nadawcą. Media społecznościowe w błyskawicznym tempie zastępują te tradycyjne. Urządzenie z dostępem do mobilnego internetu stało się w równym stopniu zarówno środkiem masowego przekazu, jak i bronią masowego rażenia. Jak nóż, którym można kroić chleb lub wyrządzić krzywdę. Zmiany w komunikacji międzyludzkiej nabrały takiego tempa, że nie jesteśmy jeszcze w stanie pojąć wszystkich konsekwencji związanych z tym procesem.

Pojęcie newsów, informacji zdobytych przez redakcję gazety, radia czy telewizji, staje się anachronizmem. Nie są one w stanie nawiązać równej walki z filmem nagranym prywatnym smartfonem i natychmiast wrzuconym do sieci. Podobnie rzecz ma się z cytatem, oskarżeniem, kompromitującym faktem krążącym po internecie niczym wirus. Zasadniczy problem polega na tym, że news przed rozpowszechnieniem podlega sprawdzeniu, a redakcja ponosi za jego skutki odpowiedzialność etyczną i prawną. Media społecznościowe są jak fala powodziowa. Niosą ze sobą wszytko, skarby i śmieci, nieposegregowane. Prawdę od fałszu trudno tu oddzielić. Weryfikacja następuje późno lub wcale, winnych kłamstw, pomówień nie zawsze da się ustalić, jeszcze trudniej pociągnąć ich do odpowiedzialności. To nic odkrywczego. Ale czy rzeczywiście mamy świadomość, że każdy z nas może mieć udział w tym procederze? Że skoro wszyscy staliśmy się nadawcami (i komentatorami), wszyscy ponosimy też jakąś część odpowiedzialności za skutki?

Ktoś oszalał!

Zapewne kilka milionów ludzi obejrzało w sieci film, w którym policja siłą wyprowadza mężczyznę z miejskiego autobusu w Jeleniej Górze. Do zdarzenia doszło na oczach jego płaczących dzieci. Film wywołał lawinę komentarzy, także ze strony znanych polityków. „Ktoś oszalał! Składam interpelację do MSWiA o celowość takich akcji” – napisał na Twitterze poseł Dariusz Joński, udostępniając film. Robert Kropiwnicki (KO) stwierdził, że zdarzenie w Jeleniej Górze pokazuje, „jak bardzo polska policja idzie na brutalność i na walkę z polskim społeczeństwem”. Bartłomiej Sienkiewicz (były szef MSWiA) uzupełnił, że za tę brutalność odpowiedzialni są „ministrowie rządu PiS”.

Film umieszczony w sieci trwa nie więcej niż dwie minuty. Taki materiał najszybciej się rozpowszechnia. Całe zajście trwało kilkadziesiąt minut i miało zupełnie inny przebieg, co potwierdziło nagranie z kamer zamontowanych w autobusie. Widać na nim, że stroną agresywną był ojciec będący pod wpływem alkoholu, wyprowadzony dopiero po długich, bezskutecznych negocjacjach. Prawda wyszła na jaw, kompromitując w dużej mierze wszystkich, którzy zbyt pochopnie wydali wyrok w tej sprawie. Ale nie zawsze tak się dzieje. Setki podobnych filmów, mających walor, wydawałoby się, stuprocentowej wiarygodności, wywołuje ogromne emocje, często lawinę konsekwencji. Nagrywanie stało się bowiem swoistą plagą. Nagrywają kierowcy, pacjenci, klienci, politycy (siebie nawzajem), uczestnicy demonstracji. Jedni w dobrej, inni w złej wierze. Film ląduje w mediach społecznościowych, jest udostępniany tysiące razy, zwykle z mocnym komentarzem. Medialny lincz, wyrok bez sądu staje się faktem.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9