Maria Taferl

Kiedy przytłacza cię ciężar grzechu, kiedy wydaje ci się, że zostaniesz wchłonięty przez niezmiernie głęboki smutek i rozpacz, zwróć swoje myśli ku Maryi! Naśladuj Ją, a nie zgubisz drogi! Proś Ją, a nigdy nie pozostaniesz bez nadziei! Myśl o Niej, a nie pomylisz się! Trzymaj się Jej mocno, a nie upadniesz! - św. Bernard z Clairvaux.

Przez zabytkowe miasto Krems, drogami u podnóża austriackich Alp, jechaliśmy w piątkę na początku września tego roku do Maria Taferl, mijając po naszej lewej stronie pełen uroku Dunaj. I mimo iż nasz wyjazd zakłócony był od samego początku nagłą awarią samochodu, wieczorem jednak udało nam się szczęśliwie dojechać do największego po Mariazell sanktuarium maryjnego na terenie Austrii.

Krajobraz regionu Dolnej Austrii urzeka każdego. Pełno tu małych, malowniczych miasteczek usytuowanych w zakolach Dunaju, ze starymi zamkami, których korzenie sięgają do czasów Cesarstwa Rzymskiego. Jest tu również kilka starych, znaczących klasztorów i kościołów, a wśród nich słynne opactwo benedyktynów w Melku, będące na liście światowego dziedzictwa kultury. Historia Maria Taferl, tego niewielkiego miasteczka na wzgórzu, rozciągającego się wzdłuż brzegu Dunaju, jest niezwykła. Dwa tysiące lat temu mieszkali w tych stronach Celtowie. Przypuszcza się, że znajdująca się na szczycie wzgórza kamienna tablica (Taferl) służyła Celtom jako ołtarz do składania ofiar swoim bóstwom. Tuż obok kamiennego celtyckiego ołtarza wznosi się piękna, monumentalna bazylika wybudowana na 200 – metrowym wzniesieniu. W roku 1947 papież Pius XII nadał świątyni tytuł bazyliki mniejszej. Trudno znaleźć lepsze miejsce na to maryjne sanktuarium. Po raz kolejny góra stała się miejscem spotkania człowieka z Bogiem. Maryja obiera sobie urokliwe zakątki na Swoje sanktuaria – taka myśl przyświecała wszystkim uczestnikom naszego wyjazdu.

W miejscu, gdzie dzisiaj stoi bazylika, rósł kiedyś dąb, na pniu którego umocowano z czasem krzyż. Tu wierni schodzili się na różne nabożeństwa, a w czasie wojny trzydziestoletniej wielu modliło się pod tym krzyżem o ocalenie. Był również zwyczaj, że w Poniedziałek Wielkanocny przybywała na górę procesja z pobliskiego, parafialnego kościoła w Marbach i odprawiano pod krzyżem nabożeństwo ku czci Zmartwychwstałego Pana. Jednak dopiero fakty niezwykłych uzdrowień zwróciły uwagę wszystkich na to miejsce. Szczególnym przypadkiem, który przyczynił się do rozsławienia Maria Taferl, były bez wątpienia dwa uzdrowienia: Tomasza Pachmana i Aleksandra Schinagla.

Tradycja podaje, że 14 stycznia 1633 roku pastuch Tomasz Pachman wybrał się do lasu, by narąbać drwa na opał. Trzeba jednak zaznaczyć, że Pachman przybył w te strony niedawno i po raz pierwszy znalazł się w lesie, w okolicy starego dębu. Nie zauważywszy krzyża uderzył siekierą w pień drzewa. Ostrze ześlizgnęły się i raniły go w prawą stopę. Pastuch zaklął ze złości i zamachnął się po raz kolejny. Tym razem jednak siekiera wbiła mu się głęboko w lewą nogę, a strumienie krwi tryskały tak silnie, że Tomasz pomyślał, że zbliża się jego koniec. Zobaczył wtedy krzyż na drzewie i uświadomił sobie, że nie wolno mu było ruszać dębu. Zaczął się gorąco modlić, przepraszając Pana Jezusa. Nagle okazało się, że rany przestały krwawić, a on sam wstał i bez niczyjej pomocy doszedł do domu. Wkrótce zupełnie wyzdrowiał. Gdy 26 lat później ludzie zaczęli opowiadać o niezwykłych zjawiskach zauważonych na wzgórzu, przypomniano wówczas sobie przypadek Tomasza Pachmana, którego przyprowadzono przed komisję biskupią, gdzie pod przysięgą zeznał o swoich dawnych przeżyciach pod krzyżem wiszącym na dębie. Dokument ten ocalał i można go oglądać po dzień dzisiejszy w skarbcu bazyliki, gdzie obok wielu innych wot świadczy o niezwykłości tego miejsca.

Uczestnikiem innego wydarzenia był na tym miejscu był Aleksander Schinagl, cierpiący na samobójczą manię prześladowczą burmistrz miasteczka Krumnussbaum. W roku 1641 Schinagl, widząc, że krzyż na dębie jest całkowicie spróchniały, zastąpił go niewielką figurka Matki Boskiej Bolesnej trzymającej na kolanach zdjęte z krzyża martwe ciało Jej Syna. Zrobił to, jak podaje tradycja, pod wpływem głosu, który pewnej nocy usłyszał wraz z obietnicą, że w następstwie tego czynu zostanie uleczony z groźnej choroby. Stopniowo Schinagl odzyskiwał zdrowie i był pewny, że stało się to za przyczyną Bolesnej Matki.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 31 1
    2 3 4 5 6 7 8