Na Wschód od Zachodu

Skąd wzięło się przekonanie, że Alaksandr Łukaszenka balansuje między Rosją a Zachodem? Z deklaracji samego prezydenta. Ta gra jest możliwa, bo choć „Baćka” jest skazany na Rosję, to i Rosja jest skazana na Łukaszenkę.

Lipiec 2017. Prezydent Łukaszenka podczas spotkania z członkami białoruskiego rządu mówi: „Dla wzmocnienia autorytetu kraju musimy poszerzyć krąg partnerów biznesowych i zaufanych sojuszników. Nie kłócić się, nie konfliktować, a przyjaźnić się ze wszystkimi. Zasadniczo istotne jest, by na równi rozwijać współpracę ze Wschodem i Zachodem, nie dokonując między nimi wyboru”.

Tę i podobne wypowiedzi można znaleźć na oficjalnej stronie prezydenta Białorusi. Data wydaje się stosunkowo świeża, ledwo trzy lata temu, ale tak naprawdę ta gra z Władimirem Putinem z Zachodem w tle toczy się o wiele dłużej. Jest to o tyle zadziwiające, że równolegle Łukaszenka zrobił bardzo dużo, by osłabić swoją pozycję negocjacyjną w stosunku do Putina, skazując się na niemal pełną zależność od Moskwy. Ponieważ jednak ciągle pewne wąskie korytarze wydają się otwarte – Zachód stara się podtrzymywać wrażenie, że przeciągnięcie Białorusi na zachodnią stronę jest ciągle możliwe.

Na zastrzykach

Odbiorca, który nie zgłębia na co dzień meandrów stosunków międzynarodowych, może mieć nieraz poczucie trudnego do przezwyciężenia dysonansu poznawczego. Oto bowiem najpierw na terytorium Białorusi odbywają się wielkie rosyjsko-białoruskie manewry wojskowe Zapad, w których armia rosyjska całkiem na poważnie ćwiczy wojnę z Polską i całym NATO, a chwilę później do Mińska na spotkanie z prezydentem Łukaszenką przyjeżdża szef amerykańskiej dyplomacji Mike Pompeo. I jak gdyby nigdy nic prowadzi rozmowy m.in. na temat przywrócenia ambasadora USA na Białorusi. To oficjalnie. Półoficjalnie mówi się, że Amerykanie testują możliwość sprzedaży na Białoruś swoich surowców energetycznych. O co w tym wszystkim chodzi?

Pewne światło na tę grę rzucił sam Łukaszenka. Dwa lata temu, gdy rosyjskie media otwarcie oskarżały białoruskiego przywódcę o „paktowanie z Zachodem”, podczas spotkania z białoruską młodzieżą „Baćka” tak mówił o zawiłych relacjach z Rosją: „Czasem Rosjanie mleka nie wpuszczają albo nie pozwalają sprzedawać cukru, wstrzymują dostawy ropy i zakręcają kurek gazowy. Różnie bywa”. I od razu dodawał, że jest przekonany, iż jego kraj i tak może liczyć na pomoc Rosji „w każdej chwili”, bo – uwaga – tam „boją się, że nas stracą”. Wygląda to jak bardzo konkretna forma targu z Rosją: będę z wami w sojuszu, ale pod warunkiem tanich dostaw i zastrzyków finansowych. Ciągle zresztą należą one do głównych źródeł „przychodu” białoruskiej gospodarki: w ciągu 20 lat Rosjanie wpompowali (choć trafniej byłoby powiedzieć: zainwestowali) w Białoruś równowartość około 100 mld dolarów – oczywiście nie tylko w żywej gotówce, w tym w kredytach, ale również w dostawie surowców w cenach dumpingowych. Żyć, nie umierać. Po co zatem Łukaszence Zachód?

Dwa fronty

Jedna z odpowiedzi brzmi: Łukaszenka potrzebuje Zachodu do tego samego, do czego potrzebuje Rosji, czyli do tanich kredytów i tanich surowców. I do podbijania swojej pozycji wobec Rosji. Czyli innymi słowy: do utrzymania władzy. Bo brak pieniędzy na wypłaty, na emerytury i brak tanich surowców energetycznych niezbędnych do prowadzenia produkcji prędzej niż później doprowadziłby do rewolucji. O ile jednak Zachód nie miałby nic przeciwko obaleniu Łukaszenki, to dla Rosji mogłoby to oznaczać groźbę utraty swojego może i krnąbrnego, ale jednak wasala. Zachód zaś nie chce dopuścić do sytuacji, w której Białoruś zostaje całkowicie wchłonięta przez Rosję, bo to oznacza utratę kolejnej sfery buforowej.

Na Kremlu z jednej strony mają dość Łukaszenki i padają propozycje, by mu „przykręcić kurek”. Jednak Putin na to się nie zdobędzie, bo utrata Białorusi zawaliłaby całą konstrukcję, budowaną konsekwentnie od dwóch dekad. A sam Łukaszenka zaczyna rozumieć, że jego gra „na Zachód” jest mocno ograniczona. „Myślę, że Łukaszenka dawno zadecydował. Już kilkadziesiąt lat Mińsk jest sojusznikiem Rosji. Być może Rosja nie zawsze to docenia i z góry patrzy na Białoruś. Oczywiście to nie podoba się przywódcy Białorusi. Tu nie ma nic nowego. Takie małe sprzeczki zdarzają się dosyć często. Mińsk chce pokazać, że Moskwa powinna być wdzięczna za lojalność Mińska” – mówił 3 lata temu Vytis Jurkonis, wykładowca, politolog Instytutu Stosunków Międzynarodowych oraz Nauk Politycznych Uniwersytetu Wileńskiego w rozmowie z „Kurierem Wileńskim”.

Efektów brak

Sceptyczna wobec rzekomego otwarcia Łukaszenki na Zachód jest również Agnieszka Romaszewska-Guzy, dyrektor telewizji Biełsat. – To „otwieranie” jeszcze nigdy nie wyszło poza same deklaracje, ewentualnie odwoływanie represji, które były wcześniej wprowadzone: wypuszczano niektórych więźniów politycznych, może trochę mniej prześladowano dziennikarzy Biełsatu, przestano utrudniać życie Związkowi Polaków na Białorusi. I to były jedyne aspekty realne. Poza tym żadnego otwarcia nie było – mówi w rozmowie z GN. Zdaniem dziennikarki jest to nieustanna gra Łukaszenki, który w ten sposób targuje się z Putinem, grożąc, że może sobie pójść do innego sklepu. Pytanie, czy Łukaszenka ma realną alternatywę, tzn. czy faktycznie może sobie wybrać inny sklepik. – Teoretycznie, w jakimś stopniu tak, mógłby ją mieć, choć teraz jest to już coraz mniej realne. Gdyby wiele lat wcześniej wykonał jakiekolwiek reformy ekonomiczne na Białorusi, to mógłby się otworzyć na zachodnich inwestorów, mógłby dostać jakieś kredyty zachodnie. To nie jest całkowicie wykluczone. Ale dzisiaj Białoruś jest w takim stopniu uzależniona od Rosji gospodarczo, że byłoby to już coraz trudniejsze – mówi A. Romaszewska-Guzy. Czy można sobie wyobrazić, że Białoruś zostanie wchłonięta przez Rosję? – Niestety, jest możliwe, że albo zostanie częścią Federacji Rosyjskiej, albo będzie całkowicie marionetkowym państwem, pozbawionym wszelkich elementów państwowości, poza zewnętrznymi atrybutami – dodaje dyrektor Biełsatu.

Aneksja nie przejdzie

Wbrew powszechnemu na Zachodzie przekonaniu, że Białorusini są doskonałym przykładem „ludu sowieckiego”, nie jest wcale tak, że z otwartymi ramionami powitaliby Rosjan jako swoich gospodarzy. Wiele się zmieniło w ciągu ostatniej dekady, i to pomimo rusyfikacji zafundowanej rodakom przez samego Łukaszenkę. W 2006 roku spotkałem się w Mińsku m.in. z Michasiem Skoblą, dosłownie w przeddzień rozwiązania „starego” Związku Pisarzy Białoruskich, któremu szefował. – Łukaszenka nienawidzi nas, bo nienawidzi białoruskiej mowy, języka, literatury, a my to kultywujemy – mówił mi Skobla. Miałem z tym pewien problem poznawczy, bo jeszcze parę godzin przed tą rozmową widziałem młodzież licealną w czasie wycieczki do muzeum Janka Kupały – narodowego wieszcza i symbolu języka białoruskiego. – Toż tego nijak nie można zrozumieć! To dochodzi do absurdu i nie ma w tym żadnej logiki – mówił mi z żalem Michaś. Opowiedział o jednym z koncertów, zorganizowanych przez otoczenie prezydenckie. Jeden ze śpiewaków zaczął wykonywać utwór w języku białoruskim. Łukaszenka ponoć wstał w tym momencie i demonstracyjnie opuścił salę. – Jest cała czarna lista, kogo nie wpuszczać na scenę, na wizję, do radia itd. – mówił.

Dziś, po 14 latach, wydaje się, że próba zakopania kultury białoruskiej „Baćce” się nie powiodła. – Ewidentnie w tej chwili Białorusini poczuli się Białorusinami, to jeden z efektów powszechnego protestu przeciwko Łukaszence w ostatnim miesiącu. U nikogo z kandydatów w czasie kampanii nie padały w ogóle hasła przyłączenia do Rosji – przyznaje Agnieszka Romaszewska-Guzy. Ludzie coraz częściej orientują się, że system stworzony przez Łukaszenkę bankrutuje. Jeszcze w 2006 roku usłyszałem od Alaksandra Fiaduty, byłego bliskiego współpracownika Łukaszenki i autora jego biografii, że w prezydencie jest coś przyciągającego, co zjednuje mu słuchaczy. – Kiedy on mówi do prostych ludzi, mieszkańców wsi, małych miasteczek, to oni zawsze go rozumieją. Jest jakby jednym z nich – mówił mi przy kawie w jednej z mińskich restauracji. Dziś to już przestaje działać, kosmiczna gospodarka bankrutuje i Łukaszenka, chcąc zachować władzę, jest gotowy na wiele ustępstw wobec Rosji. Zachód ma coraz mniejsze pole manewru.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6