Kościół potrzebny od zaraz

Jeśli nasze parafie ograniczą się do transmitowania liturgii i zapewnienia dostępności sakramentów, to bardzo szybko Kościół przestanie być potrzebny do czegokolwiek poza posługą sakramentalną.


Epidemia trwa już od miesiąca. Już trzecią niedzielę nie mogliśmy uczestniczyć we Mszy świętej. Duszpasterstwo coraz mocniej przenosi się do internetu. Powoli odnajdujemy się w nowej sytuacji i choć na razie modlitwa przed komputerem wydaje się dziwna, to można usłyszeć zapewnienia, że przecież wkrótce się do tego przyzwyczaimy. Przyznam, że to zapewnienie wzbudziło mój gwałtowny sprzeciw. Nie powinniśmy się przyzwyczajać! Nawet jeśliby epidemia miała trwać dużo dłużej, niż mamy nadzieję, nie powinniśmy się przyzwyczajać. To nie jest to samo!

Myślę, że to wymaga podkreślenia: uczestnictwo we Mszy świętej to nie to samo, co łączność z liturgią przez internet. Owszem, w obecnej sytuacji Kościół nam to zaleca jako element przeżywania Dnia Pańskiego: słuchanie Słowa Bożego, wspólnotową modlitwę, przyjęcie łaski sakramentalnej na sposób duchowy. Ale nie ma to rangi wymogu. Nie uczestniczymy w wydarzeniu, które jest sprawowane. Nie współdziałamy z kapłanem w sprawowaniu ofiary*. Nie ofiarowujemy jej przez jego ręce. Nie ma nas tam. Owszem, Ofiara trwa. Jej owoce nas dotyczą. Ale to nie to samo.

Tak, to jest cierpienie. I powinno cierpieniem pozostać. O cierpieniu związanym ze sprawowaniem Mszy świętej bez ludu mówią i piszą także kapłani. Nie można od niego uciekać. Jeśli nie może na razie być inaczej, niech choć to wspólne cierpienie nas łączy.

Inicjatyw wirtualno-liturgicznych wokół nas coraz więcej. I daleka jestem od deprecjonowania tej formy, o ile nie sprawia wrażenia, że ważniejsze jest wydarzenie niż użyty w jego trakcie Najświętszy Sakrament. Niemniej nie chciałabym, by na tym się skończyło.

Jesteśmy pozamykani po domach. Doskwiera samotność, bo rozmowa telefoniczna raz dziennie, gdy nie można wyjść z domu i zamienić kilku słów z sąsiadem to niewiele. Tak, to ograniczenie konieczne. Ale to nie znaczy, że mniej bolesne. 

Przeżywamy niepokój o siebie i swoich bliskich. O zdrowie, o przyszły (lub już obecny) byt. Może czekamy na wyniki testu, zastanawiając się, co będzie dalej ze mną i kogo mogłem zarazić, jeśli okaże się, że jestem chory. Albo: czy przeżyję, jeśli ktoś z kim miałem kontakt okaże się chory.

Może próbujemy nie myśleć, co wydarzy się jutro w związku z pracą, którą wykonujemy. Może z racji wykonywanego zawodu od kilku tygodni mieszkamy poza domem, by nie narażać bliskich. Może martwimy się, jak sobie radzą. Może przeżywamy gniew i bezradność, może brak nam już sił. To nie jest problem tylko służb medycznych...

Jeśli nasze parafie ograniczą się w takim momencie do transmitowania liturgii i zapewnienia dostępności sakramentów, to bardzo szybko Kościół przestanie być potrzebny do czegokolwiek poza posługą sakramentalną. W najlepszym wypadku. Potrzebujemy Kościoła, który potrafi towarzyszyć. Potrzebujemy wspólnie szukać odpowiedzi na trudne pytania (kto z nas je ma?) i razem przeżywać codzienność. Tak, jak to dziś jest możliwe. Potrzebujemy Kościoła obecnego. Tak, ja także potrzebuję. I jednocześnie staram się nim być...

Liturgia jest ważna. Ale nie warto zużywać na nią wszystkich sił. Jest coś ważniejszego do zrobienia, niż kolejna transmisja kolejnego nabożeństwa.

* Jeśli ktoś szukałby informacji na temat sprawowania Ofiary także przez wiernych świeckich (choć w inny sposób) polecam konstytucję soborową Lumen Gentium (10,11) i encyklikę Piusa XII "Mediator Dei". Oba dokumenty są dostępne w całości w internecie.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 31 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5