Idę z nadzieją, która zawieść nie może…

Ojciec Leon i Bartosz Michałowski, czyli rozmowa mnicha z (pra)siostrzeńcem.

Tłumaczyłem postawę wujka na dwóch płaszczyznach. Jedna z nich to pozostanie wiernym sprawie do końca. Wujek pochodzi z pokolenia, które ręczy za coś swoim honorem, nazwiskiem, powagą. Ktoś powie za kilkadziesiąt lat, że Stefan Leon Knabit pozostawał wierny nawet w 2019 r., kiedy Kościół tracił tożsamość, kiedy księża bali się głosić prawdę…

Ostrożnie z tym traceniem tożsamości. Owszem, tu i ówdzie świeccy i duchowni zachowują się, jakby nie wiedzieli, o co chodzi. Jednak tożsamość Kościoła w swej istocie nie została zachwiana. Świadkami tego są święci, których nie brak w żadnej epoce.

Być może ma wujek rację, choć ja tego nie umiem jednoznacznie osądzić, ale też obawiam się o przyszłość. Możemy w każdym razie stwierdzić, że o. Leon pozostał wierny do końca i miał odwagi więcej niż niejeden młokos. A że będzie nieprzyjemnie? Przecież sam Chrystus to zapowiadał apostołom (nota bene dla których, poza Janem, owa nieprzyjemność była tożsama ze śmiercią męczeńską). I jest to piękne świadectwo.

Drugi argument, jakiego używałem, mówi, że nienawiść do duchownych i do katolików ogółem bardzo często jest umotywowana tym, że w lewicowym pojęciu nie mieści się żaden mistycyzm. A to znaczy, że według nich w Kościele musi chodzić o jakieś świeckie wartości: pieniądze, władzę, kontrolowanie ludzi. Zatem skoro wiara nie może być autentyczna, to znaczy, że jest to jakieś obrzydliwe pozerstwo. Jesteśmy postrzegani jako ci, którzy z tymi obrządkami, gorliwością, miłosierdziem, odwoływaniem się do wyższych wartości, niż tylko żreć i żyć, uważają się za lepszych od nas. Wywyższają się. Nie są jak my autentyczni, dzisiejsi, życiowi. Jesteśmy widziani jako cholerni hipokryci. Z tego punktu widzenia co lepszego może robić wujek, niż toczyć długie polemiki ze swoimi hejterami?

Hejter może być pewien jednego: w jego świecie fałszywych bogów nikt go nie uszanuje i nie zada sobie trudu ani nie poświęci czasu, aby komukolwiek cokolwiek tłumaczyć. W całym dzisiejszym systemie chodzi o to, aby człowiek co raz mniej orientował się w rzeczywistości, tylko wykonywał bez gadania i bezrefleksyjnie swoje mrówcze zadania. Tymczasem wujek ukazuje fałszywość gęby, którą się Kościołowi przyprawia. Zostawia dziewięćdziesiąt dziewięć owiec i idzie za jedną zaginioną. Dyskutuje wujek z tymi hejterami często całe lata. Nie należy wykluczyć, że może być wujek jedyną osobą, która poświęca im czas. Na czym więc miało by polegać wywyższanie się wujka, skoro poświęca wujek swój czas i ciągle wraca? I jak można powiedzieć, że wujek ich nie szanuje, mimo że wujka opluwają? To strasznie drażni we właściwie pojętym katolicyzmie, bo jest bardzo niedzisiejsze.

Mimo że mogą wujka szczerze nienawidzić, to gdy się koresponduje tyle czasu, wytwarza się więź, czy się to komuś podoba, czy nie. I jest tęsknota, gdy nie ma odpowiedzi. A może ktoś się nawróci? Zakwestionuje wartości, którym ślepo hołduje? Zacznie poszukiwać czegoś więcej? Zmieni punkt widzenia? Czy dobrze tłumaczyłem, dlaczego wujek toczy te spory? Chodzi o to, czy może o coś zupełnie innego? 

Na blogu czy facebooku prawdziwych hejterów jest niewielu. Gdy przekraczają granice przyzwoitości, wypraszam ich po prostu. Zdarza się to zresztą bardzo rzadko. Większość oponentów to ludzie mający inne zdanie, a nawet tacy, którzy nie zdają sobie trudu, by zrozumieć do końca to, co piszę. Ufam, że jeśli mają dobrą wolę, to wreszcie dotrą do prawdy. Jestem cierpliwy. Modlę się o światło Ducha Świętego dla nich.

To na koniec zmieńmy całkowicie temat. Czy zastanawiał się wujek kiedyś, jak nam będzie po tamtej stronie? Oczywiście jeśli będzie nam dane zasłużyć na pełnię życia (napisałem „nam”, choć o wujka to się szczególnie nie martwię). Ostatnio byłem u dziadka mojej żony, który jest rok starszy od wujka, aby go zaprosić na rodzinną uroczystość. Dziadek pięknie odpowiedział: „Za trzy miesiące? Kto wie, co będzie za trzy miesiące… My z Terenią [babcią] jesteśmy w takim wieku, że już się z ciekawością przyglądamy tamtej stronie, a nie tej”. Jestem przekonany, że wujek jako mnich benedyktyński, człowiek często kontemplujący, musi czasem myśleć o pełni życia. Wujek też się z ciekawością przygląda tamtej stronie? Co wujek widzi? 

Widząc ogrom Bożej wszechmocy i wierząc w Boże Miłosierdzie, jestem przekonany, że będzie o wiele lepiej, piękniej i wspanialej, niż sobie mogę wyobrazić. "Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani w serce człowieka nie zdołało pojąć, co Bóg przygotował tym, którzy Go miłują" (1 Kor 2,9). Apostoł Narodów pisze: "Tak biegnijcie, abyście ją [nagrodę] otrzymali" (1 Kor 9,24). W moim wieku trudno jest biec, choćby się miało do dyspozycji nawet tę piękną laskę, otrzymaną ongiś od księdza proboszcza z Juraty. Ale idę. Idę z nadzieją, która zawieść nie może (Rz 5,5).

Fragment książki „Rozmowy mnicha z (pra) siostrzeńcem”

Leon Knabit OSB – ur. 26 grudnia 1929 roku w Bielsku Podlaskim, benedyktyn, w latach 2001-2002 przeor opactwa w Tyńcu, publicysta i autor książek. Jego blog został nagrodzony statuetką Blog Roku 2011 w kategorii „Profesjonalne”. W 2009 r. został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Bartosz Michałowski – ur. 23 sierpnia 1991 roku w Siedlcach, jeden z wielu, rzymski katolik, współczesny endek, wolnorynkowiec (ale tylko w wersji wg biskupa von Kettelera), przedsiębiorca, prywatnie wnuk siostry o. Leona oraz szczęśliwy mąż i ojciec dwóch córek.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9