Wiara kardynała Saraha

Kardynał Robert Sarah próbuje obudzić Kościół i cały Zachód ze swoistego letargu wiary. „Wybaczcie, jeśli niektóre moje słowa wami wstrząsną” – pisze we wstępie. „Ta książka to krzyk mojej duszy”. Czy zostanie usłyszany?

„Chrześcijanie drżą, chwieją się, wątpią. Chciałem, by ta książka była dla nich. Chciałem im powiedzieć: nie popadajcie w zwątpienie! Trwajcie niewzruszenie przy doktrynie! Trwajcie przy modlitwie! Chciałem, by ta książka była pokrzepieniem dla chrześcijan i dla wiernych księży” – deklaruje autor. Tak, ta książka jest pokrzepieniem, bo nazywa po imieniu to, co wielu z nas, wierzących, intuicyjnie czuje, ale boi się nazwać. Kardynał się nie boi, bo wierzy.

Ta książka jest gorącym wezwaniem do tego, abyśmy jako chrześcijanie nie poszli drogą Judasza. I po drugie, żebyśmy nie zwątpili w Kościół osłabiony dziś przez grzechy niektórych duchownych. „Wobec zalewu grzechów w szeregach Kościoła kusi nas chęć, aby wziąć sprawy w swoje ręce. Kusi nas chęć oczyszczenia Kościoła własnymi rękami. Byłoby to błędem. Co zrobilibyśmy? Założylibyśmy jakąś partię? Jakiś front? To najgroźniejsza pokusa: zamaskowany podział. Pod pretekstem czynienia dobra ludzie się dzielą, krytykują, rozdzierają. A demon szyderczo się śmieje. Kościoła nie zreformujemy podziałem i nienawiścią”.

Co wobec tego powinniśmy robić, widząc słabnący Kościół? Umacniać jego jedność – twierdzi kard. Sarah. Jedność ta nie ma nic wspólnego z duchem korporacji, ale opiera się na czterech filarach: modlitwa, doktryna katolicka, umiłowanie Piotra i wzajemna miłość.

Kryzys wiary

Pierwsza część książki to próba opisu duchowej kondycji współczesnego Kościoła. Już tytuły kolejnych jej rozdziałów mówią wiele: „Kryzys wiary”, „Kryzys kapłaństwa”, „Kryzys Kościoła”, „Acedia i kryzys tożsamości”. Jak widać słowo „kryzys” powraca wielokrotnie. Zapyta ktoś: czy naprawdę jest tak źle ze współczesnym Kościołem? Czy obraz nie jest zbyt czarny? Sedno leży nie w emocjach, ale w pytaniu, czy jest to obraz prawdziwy.

Nie brak głosów, także nad Wisłą, że nie jest tak źle, że trzeba więcej optymizmu i nie powinno się uderzać w kasandryczne tony. Podam przykład. W ostatnim numerze GN znalazłem wywiad z jednym z warszawskich proboszczów („Obcy. Decydujące starcie”). Duszpasterz mówi tak: „Ogólna tendencja jest spadkowa, ale myślę, że to dobrze”. Twierdzi też, że choć Kościół się kurczy, to jednak się wzmacnia, oczyszcza, a w ogóle to dla Kościoła jest błogosławiony czas. Jestem od roku proboszczem w wielkim mieście i moje odczucia są zgoła inne. To trudny czas dla Kościoła, czas przesilenia, duchowej walki. Jeśli coraz mniej ludzi chodzi do Kościoła, coraz mniej się spowiada, to znaczy, że coraz więcej ludzi porzuca Boga, Chrystusa, Kościół i wybiera jakąś formę życia bezbożnego. W związku z tym ich wieczne zbawienie jest zagrożone, czy tak? Jeśli jako duszpasterze marzymy o pełnych kościołach, to nie dlatego, że kierujemy się tęsknotą za Kościołem triumfującym lub nostalgią za dawnymi czasami. Przecież ostatecznie chodzi o wieczne zbawienie, którego chcemy dla wszystkich.

Kardynał Sarah jak biblijny prorok bije na alarm. Zwraca uwagę, że w Kościele przestaliśmy myśleć kategoriami wiecznego zbawienia, zamykamy się w doczesności. Koncentrujemy się na celach społecznych (ekologia, imigranci), zaniedbując zasadniczy cel Kościoła, jakim jest prowadzenie ludzi do nieba i ratowanie ich od wiecznej zguby. „Kościelnego” optymizmu nie należy mylić z nadzieją.

Sarah wielokrotnie odwołuje się do diagnozy Benedykta XVI, że sednem obecnego kryzysu Kościoła jest kryzys wiary. Kościół po Soborze Watykańskim II zwrócił się z entuzjazmem do świata, szukając w nim sojusznika w głoszeniu Ewangelii. Dziś widać, że było to działanie naiwne. Zamiast ewangelizować z nową mocą świat, to świat zaczął przerabiać Kościół na swoje. Ten proces uległ dziś jakby przyspieszeniu, co widać np. w działaniach episkopatu niemieckiego napomnianego ostatnio przez papieża Franciszka. Kościół i w naszych czasach musi pozostać „znakiem sprzeciwu” wobec błędów obecnych w tym świecie, przekonuje Sarah. Nie możemy, idąc do świata, odwracać się od Krzyża.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
  • czloax
    01.12.2019 11:24
    Mocny głos kard Saraha. Nie widzę komentarzy. Naprawdę nikt nie łapie co się dzieje?
  • nika
    03.12.2019 21:36
    "Obraz, który kreśli, jest dość ponury. To jakby lament proroka nad światem i nad Kościołem." To prawda, ale może po prostu ma rację, jak Jeremiasz, kiedy mówił gorzkie słowa swojemu ludowi i jego przywódcom? Czytałam obie poprzednie książki, teraz czytam tę, o której mowa wyżej. Każda jest dla mnie jak powiew czystego powietrza, jak łyk świeżej wody. Choć może lodowato zimnej. I każda pobudza do bardziej usilnej modlitwy za kapłanów, za Kościół cały...
  • robak
    07.12.2019 22:17
    właśnie czytam i jestem pełen podziwu dla tego kaplana - jakoś tak się składało że miałem pierwej książkę a następnie autor ksiażki ostawal się papieżem 9 z wyjątkiem franciszka ) mam nadzieję że nastepcą franciszka będzie kard sarah - wyprostuje zagmatwane i poprowadzi łódż pewną ręką . pokora i bystrość umyslu - a przede wszystkim ciągłe nawowływanie do modlitwy , żadne inne drogi ani próby nie pomogą kościołowi - zostaje tylko modlitwa szczegolnie modlitwa kapłanów ( tak przez nich zaniedbana ) może dać nadzieję na dobrą drogę . i jeszcze jedno - szacunek hold i uwielbienie przy ołtarzu jak i podczas innych obrzędów liturgicznych oddaje uklęknięcie z pokorą pełną miłości do Jezusa Chrystusa . polecam tym wszystkim którzy likwidują postawę klęczenia . jedyna postawa godna katolika podczas uwielbienia Boga .jedno zdanie szczegolnie mi się spodobal tego kardynała - jesteśmy solą ziemi a nie cukrem dla świata . pozdrawiam i polecam .
  • teofanes
    11.12.2019 10:55
    To jeden z tych niewielu głęboko wierzących w Boga kardynałów, który wbrew niechęci wobec niego w samym Watykanie staje mężnie w obronie wiary katolickiej. Czyni to w poczuciu wielkiej odpowiedzialności za Kościół, za wierzących, za losy świata. On Afrykanin swoją niewzruszoną wiarą zawstydza bardzo wielu letnich europejskich biskupów, którzy już o nic nie walczą. On mógłby być godnym następcą Papieża Benedykta XVI....
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9