Dziewczyny i bestie

Kobieta sama opisała swoją mękę. Końcówkę dopisał ktoś na jej prośbę. To najbardziej wstrząsające świadectwo tamtej epoki.

Wściekła krowa runęła na delikatną dziewczynę. Tłum, chciwy krwi, patrzył, jak skrwawiona dwudziestodwulatka pada na plecy. Zaraz jednak usiadła i zaczęła poprawiać rozdartą tunikę. Następnie odszukała spinkę i upięła rozsypane włosy. „Nie wypadało bowiem, aby męczennica cierpiała z rozpuszczonymi włosami; wyglądałoby, że rozpacza w chwili triumfu” – skomentował tę scenę naoczny świadek. Po chwili dziewczyna podeszła do leżącej obok, stratowanej przez krowę młodej niewolnicy o imieniu Felicyta. Wzięła ją za rękę i podniosła. Stały obie, patrząc rozjaśnionym wzrokiem przed siebie. Czekały i drżały. Z radości.

Do bestii!

Rzecz działa się w roku 203 w Kartaginie. Pierwsza z kobiet nazywała się Perpetua. Była mężatką, matką niemowlęcia, jeszcze je karmiła. Należała do rodu Vibia, jednej z najznamienitszych rodzin rzymskich w Afryce Północnej. Była wykształcona – własnoręcznie spisała historię swego męczeństwa, rzecz jasna z wyjątkiem ostatniego etapu. Odpowiednio zredagowany łaciński dokument, znany jako Passio Perpetuae et Felicitatis, jest więc wyjątkowym świadectwem heroizmu chrześcijan tamtej epoki.

Perpetua przygotowywała się do chrztu, gdy padła ofiarą prześladowań rozpętanych przez cesarza Septymiusza Sewera przeciw poganom przechodzącym na chrześcijaństwo. „Ad bestias!” – zabrzmiał wyrok oznaczający śmierć na arenie z udziałem dzikich zwierząt. Oprócz niej usłyszało go także dwóch innych ludzi stanu wolnego i dwoje niewolników. Wszyscy byli katechumenami. Zostali ochrzczeni już w więzieniu. Potem przyprowadzono jeszcze ich katechistę, Satura, który zgłosił się dobrowolnie, żeby wspierać uwięzionych. „Duch mnie natchnął, abym w czasie chrztu nie prosiła o nic innego, tylko o dar wytrzymałości cielesnej” – zapisała Perpetua.

Mój biedny tata

Otrzymała dużo więcej, ale na drodze do palmy męczeńskiej czekało ją jeszcze wiele przeciwności. Jej zrozpaczony ojciec, poganin, zaklinał córkę, żeby wyrzekła się Chrystusa. Ta wskazała mu stojące obok naczynie. „Czy możesz je nazwać inaczej niż tym, czym jest ono rzeczywiście?” – zapytała. Ojciec zaprzeczył. „Tak samo i ja nie mogę nazwać siebie inaczej, jak tylko tym, kim jestem faktycznie, a więc chrześcijanką” – odparła dziewczyna.

Stary arystokrata jeszcze kilkakrotnie nakłaniał córkę do zmiany decyzji. „Miej litość dla mojej siwizny, ulituj się nad ojcem!” – jęczał, całując ją po rękach. „Pośród łez nie nazywał mnie już swą córką, lecz panią” – zanotowała Perpetua. Któregoś dnia podczas publicznego przesłuchania ojciec pojawił się z synkiem Perpetuy. „Złóż ofiarę bogom! Zlituj się nad swoim dzieckiem!” – wołał. W końcu zniecierpliwiony prokurator kazał go wyrzucić i wychłostać.

„Cierpiałam z powodu tego, co wydarzyło się ojcu, jakbym to ja sama otrzymała te razy; tak bardzo współczułam jego nieszczęśliwej starości” – wspominała to wydarzenie córka. Nie dała się jednak złamać. „Wiedz, że my nie należymy do siebie, ale do Boga” – przekonywała ojca podczas jednego ze spotkań.

Okropność

Po kilku dniach przebywania we względnie dobrych warunkach skazańcy zostali wtrąceni do najgłębszych lochów. „Nigdy dotąd nie doświadczyłam takich ciemności. Co to był za okropny czas!” – zanotowała przerażona Perpetua. Więźniowie byli tam stłoczeni do granic możliwości, panowało gorąco nie do wytrzymania. Ponadto żołnierze groźbami wymuszali na nich pieniądze. Dodatkowym cierpieniem dla młodej kobiety był niepokój o dziecko.

Takich rzeczy nie czyta się w legendarnych żywotach świętych, których bohaterowie wydają się nie przeżywać swojego Getsemani, nigdy się nie boją i znoszą cierpienia od początku do końca bez dylematów. Perpetua zaświadcza, że zgryzoty męczyły ją przez wiele dni, aż do momentu, gdy będąc już w nieco lepszych warunkach, uzyskała zgodę na karmienie dziecka. Wtedy nastąpiła w niej zaskakująca zmiana, którą tak opisała: „Natychmiast też odzyskałam siły uwolniona od niepokoju i troski o dziecko, a więzienie nagle stało się dla mnie pałacem, tak że tylko tu chciałam przebywać, a nie gdzie indziej”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13 14 15 16 17 18 19
    20 21 22 23 24 25 26
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9